26 czerwca
W zeszłym tygodniu zadzwonił do mnie mój brat Michał i oznajmił, iż razem z żoną i dziećmi jedzie na urlop nad Bałtyk. Zapytał, czy mógłbym na czas ich wyjazdu przygarnąć naszą mamę, żeby nie zostawała sama w domu. Nie miałem nic przeciwko Michał z rodziną od dawna pomagali mamie, więc chciałem się odwdzięczyć.
Moja mama, Halina, od zawsze była kobietą o bardzo trudnym charakterze. Potrafi zrobić aferę z naprawdę błahych powodów. Ale cóż, to w końcu moja mama, więc zgodziłem się.
W moim mieszkaniu na warszawskim Mokotowie mam tylko jedno łóżko. Zdecydowałem, iż mama je dostanie, a ja będę spał na materacu na podłodze. Pierwsza noc zapowiadała się spokojnie, ale gdy nadszedł czas, by iść spać, mama zaczęła narzekać: iż twardo, iż coś ją uwiera, iż łóżko jest niewygodne. A przecież kupiłem to łóżko niedawno i sam bardzo je sobie chwaliłem. W końcu znalazłem dodatkową pierzynę i ułożyłem jej jak najwygodniej, ale narzekania nie ustały.
Następnego dnia rano, niezbyt wyspany, zabrałem się za przygotowanie kawy i szykowanie do pracy. Zanim wyszedłem, mama nagle pyta:
A dokąd ty się wybierasz? Kto mi zrobi zastrzyk?
Zamurowało mnie, bo nie miałem pojęcia, iż mama potrzebuje zastrzyków. gwałtownie zadzwoniłem do Michała, a on spokojnie oznajmił, iż przecież mama umie sobie sama zrobić zastrzyk robi to od lat. Mogłem więc ruszyć do pracy, choć już byłem spóźniony dobre półtorej godziny.
Wieczorem wróciłem do domu i zastałem mamę leżącą na łóżku, sapiącą ciężko jakby przebiegła maraton. Wyciągałem ją z łóżka przez kilka minut. Okazało się, iż zjadła wszystko, czego nie powinna była tknąć, zwłaszcza przy jej problemach zdrowotnych, i przez to źle się poczuła.
Bo ty mnie w ogóle nie szanujesz, dlatego tak się czuję! Chcesz, żebym umarła, tak? rzuciła z goryczą.
Mamo, nie rzucę pracy i nie mogę cię pilnować przez cały dzień odpowiedziałem, choć czułem wyrzuty sumienia.
Mama przez cały czas jest w stanie sama o siebie zadbać. Kilka lat temu Michał sprzedał jej stare mieszkanie na Pradze i dołożył środki, kupując większe, trzypokojowe dla swojej rodziny. Zabrał mamę do siebie, by miała lepsze warunki. Jednak teraz, choćby na kilka dni u mnie, każdy jej kaprys jest dla mnie ciężki do zniesienia. Zachowuje się jak rozkapryszone dziecko Ale taka dziecinada w wydaniu starszej osoby nie jest ani trochę urocza.
Mam nowy wniosek na przyszłość: czasem największą próbą cierpliwości nie są dziecięce humory, a wybuchy własnej matki. I choćby jeżeli trudno jest to zaakceptować, trzeba w sobie znaleźć zrozumienie bo rodzina to niełatwy obowiązek, ale i największa życiowa lekcja cierpliwości.













