Gdy o siódmej rano zadzwonił telefon, wiedziałam już to Tomek. Tylko on mógł dzwonić o tej porze z miną człowieka, który jest przekonany, iż dzień zaczyna się o piątej.
Tak? burknęłam, ledwo otwierając oczy.
Kasia, wybacz, iż budzę, ale muszę cię prosić o ogromną przysługę.
Usiadłam na łóżku. U niego ogromna przysługa zawsze oznaczała albo katastrofę, albo szaleństwo.
Mów już, nie męcz.
Muszę jechać w delegację do Krakowa. Dwa tygodnie. A Zosia jest w szóstym miesiącu, lekarz kazał jej więcej odpoczywać
I chcesz, żebym zaopiekowała się twoją ciężarną żoną? przerwałam mu.
Na drugim końcu zapanowała cisza.
Tylko żeby dobrze jadła, poszła do lekarza, nie denerwowała się
Zdajesz sobie sprawę, jak to brzmi, Tomek?
Zdaję westchnął. Ale ufam tylko tobie. A Zosia cię uwielbia. Mówi, iż jesteś siostrą, której nigdy nie miała.
Świetnie, pomyślałam. Siostra, która kiedyś była żoną jej męża i przez cały czas nie jest pewna, czy całkiem o nim zapomniała.
Odłożyłam słuchawkę, ale dwadzieścia minut później stałam już pod ich drzwiami. Zosia otworzyła w piżamie z misiami, z potarganymi włosami i uroczym, zaokrąglonym brzuszkiem.
Kasia! Nie chciałam cię zawracać głowy, to Tomek wszystko wymyślił uśmiechnęła się zmieszana.
Spokojnie, nie gryzę. Gdzie twój podróżnik?
W sypialni, szuka skarpetek. Niebieskich. Bezskutecznie, jak zawsze.
Och, te poszukiwania znałam aż za dobrze.
Naprawdę przyszłaś? wyjrzał Tomek.
Tak, ale mam warunki.
Zaniemówił:
Jakie?
Nie dzwoń co pięć minut. Po powrocie kolacja w najdroższej restauracji. I kup Zosi belgijskie czekoladki, bo chce je od wczoraj.
Skąd wiesz? zdziwiła się Zosia.
Po oczach widzę uśmiechnęłam się. Doświadczenie ciężarnych nikt nie anulował.
Gdy w końcu wyjechał, zostałyśmy we dwie była żona i obecna, obie trochę zagubione.
Dziwne, co? powiedziała Zosia, nalewając mi herbatę.
Bardzo. Ale już przywykłam do dziwnych rzeczy w życiu.
Zaczęłyśmy spędzać razem dni. Przychodziłam rano, robiłam śniadanie, pomagałam w domu. Oglądałyśmy seriale, śmiałyśmy się, gadałyśmy o wszystkim.
Powiedz szczerze, przez cały czas go kochasz? zapytała pewnego dnia cicho.
Mogłam skłamać. Ale nie przed nią.
Tak. Tylko już nie tak jak kiedyś. To jak miłość do wspomnienia. Boli, ale nie rani.
Skinęła głową.
Bałam się, iż mnie nienawidzisz.
Uwierz, próbowałam zaśmiałam się. Ale jesteś za dobra, żeby cię nienawidzić.
Następnego dnia poszłyśmy do lekarza. Gdy na ekranie pojawiło się maleńkie serduszko, Zosia złapała mnie za rękę.
Widzisz? To on.
I rzeczywiście zobaczyłam malutkie życie, które wyrosło z przeszłości, którą kiedyś dzieliłam z tym człowiekiem. Było boleśnie i jednocześnie spokojnie.
Śliczny powiedziałam szczerze.
Myślisz, iż Tomek się rozpłacze, gdy zobaczy zdjęcie?
Bez wątpienia. Płakał nawet, gdy film kończył się dobrze.
Śmiałyśmy się. Płakałyśmy. Zostałyśmy przyjaciółkami.
Pewnego wieczoru, gdy gotowałyśmy kolację, Zosia zapytała:
Dlaczego tak naprawdę się z nim rozstaliście?
Odłożyłam nóż.
Byliśmy przeciwieństwami. Ja kontrola, on chaos. Ja cisza, on burza. Kochaliśmy się, ale nie umieliśmy żyć obok siebie.
A ze mną?
Z tobą znalazł równowagę. Ty go uspokajasz. Ja tylko podsycałam ogień.
Uśmiechnęła się przez łzy.
Jesteś niesamowita, Kasia.
Nie, po prostu nauczyłam się puszczać.
Gdy Tomek wrócił, Zosia ledwo mogła się doczekać, by rzucić mu się na szyję. On zasypywał mnie podziękowaniami.
Kasia, jesteś aniołem.
Tak, aniołem, który chce kolację w restauracji z trzema gwiazdkami Michelin przypomniałam.
Śmiali się, a ja patrzyłam na nich i nagle poczułam tak, przez cały czas kocham tego człowieka. Ale teraz to miłość bez żądań. Miłość, która umie cieszyć się cudzym szczęściem.
Ten maluch będzie miał najlepszą ciocię na świecie powiedział Tomek, patrząc na zdjęcie USG.
Ciocię? zdziwiła się Zosia.
No jasne uśmiechnęłam się. Po dwóch tygodniach oficjalnie uważam się za część tej dziwnej, ale szczęśliwej rodziny.
Pewna jesteś, iż chcesz być w tym bałaganie? zażartował.
Za późno się wycofywać odparłam. Ktoś musi pilnować, żebyście nie nazwali dziecka Bonifacym.
A co jest złego w Bonifacym?! oburzyła się Zosia.
Wybuchnęłyśmy śmiechem we trzy.
Tak zostałam ciocią dziecka mojego byłego męża i jego cudownej żony. I wiesz co? Już nie czułam się samotna.
Moja historia może brzmiała jak scenariusz dziwnej telenoweli, ale było w niej wszystko śmiech, ból, czułość i wybaczenie.
I gdy kilka miesięcy później Zosia zadzwoniła i powiedziała:
Kasia, chcę, żebyś została matką chrzestną naszego syna,
tylko się zaśmiałam i odparłam:
No to teraz już oficjalnie utknęłam z wami na zawsze.





