Mój serdeczny przyjaciel, 42-latek, w końcu znalazł sobie żonę. Opowiada z dumą, iż jest wyśmienitą gospodynią, a jej rosół potrafi łagodzić choćby największe katary. Co do reszty, to jak sam mówi, ma wywalone.
Z Damianem znamy się od czasów, kiedy chodziliśmy razem do podstawówki na osiedlu w Łodzi. Mieszkaliśmy drzwi w drzwi, więc narzuciliśmy sobie przyjaźń siłą sąsiedzkiej konieczności. Nastolatkami będąc, razem z paczką z podwórka szwendaliśmy się po Piotrkowskiej niby to szukając wrażeń, a w rzeczywistości ławkę i kebaba. Dziewczyny wydawały się nam wtedy egzotycznym dodatkiem do życia, a w relacjach z nimi kluczowa była nie miłość czy zaangażowanie, a reakcja kumpli. Nikt z nas nie chciał zaliczyć publicznej wtopy.
Potem ja poszedłem na wojsko w końcu kto nie chciałby garderoby w kolorze khaki i śniadań o szóstej? Damian jakoś się przemknął bokiem, wywinął z tej przygody. Po powrocie wciągnęło mnie dorosłe życie: praca za trzy tysiące złotych netto, potem ślub, przez dziesięć lat potem żona i dwóch synów. W końcu dotarło do nas, iż mamy ze sobą coraz mniej wspólnego, a rozmowy ograniczają się do kwestii tego, kto kupuje mleko i czy ktoś podlewał kwiatki. Kłótnie były na porządku dziennym, aż w końcu rozstaliśmy się jak dżentelmeni z nutką ulgi, dzieci na dwa domy, a miska po psie została pod stołem.
Dwa lata później, już lekko skrempowany wolnością po czterdziestce, wpadłem na Damiana na rynku w Łodzi. Zmienił się nie do poznania brzuch zyskał kształt typowego bębenka, a fryzura zaczęła szukać szczęścia gdzie indziej. Usiadłem z nim w kawiarni na rogu; kawa, drożdżówka i długa rozmowa o świecie, piłce i problemach z kolanami. Okazało się, iż Damian też już po życiu z żoną, aktualnie na etapie przezabawnie aktywnego poszukiwania drugiej połowy. Rok minął, nim ja się odważyłem ustawić nowe zdjęcie profilowe z Martą i pobrać się po raz drugi.
Spotkałem Damiana ponownie chwilę później i okazało się, iż los uśmiechnął się także do niego pokojówka wyszła poza marzenia. Jego nowa żona, Grażyna kobieta o aparycji solidnej matrony od razu mnie zaskoczyła. Była okazała, z charakterem i nadprogramowym spokojem.
Za co ją polubiłeś? pytam szczerze, bo trzeba znać źródło tego dziwnego entuzjazmu.
A Damian na to: Sprząta tak, iż matka byłaby dumna, gotuje tak, iż zupa pomidorowa smakuje jak z przedszkola. I najważniejsze, daje mi święty spokój! Mogę pić piwko przy meczu i pogadać z chłopakami, jak wracam do domu po szóstej, nie ma śledztwa. Żadnych fochów. No, idealna baba!
Nie ukrywam, trochę mnie zamurowało. Bo dla mnie związek opiera się nie tylko na cieście drożdżowym i podłogach błyszczących jak lustro w Ikei. Owszem, nikt nie pogardzi pierogami i gładkim blatem w kuchni, ale przecież chodzi o to, byśmy się kochali, szanowali i w tym domu dogadywali. Dla Damiana najważniejsze były cisza, pełna lodówka i swoboda, dla mnie poczucie bycia w drużynie.
Uwielbiam z Martą sprzątać razem raz ja myję podłogi, raz ona odkurza, a potem robimy kanapki i śmiejemy się z durnych seriali. W duecie życie idzie łatwiej, jak na rowerze tandem jeżeli pedałujemy w tym samym kierunku, łatwiej przejechać przez całe życie bez złamanych nóg.
Powiedz, czy tylko ja tak myślę?














