Mój teść miał babcię pod Warszawą.
Każde lato spędzał u niej na wsi.
Babcia była kobietą niezwykłą.
W czasach PRL-u prowadziła własny interes.
Zbierała zioła i sprzedawała je do apteki.
Miała też klientów w Warszawie.
Sama wszystko organizowała, bez pomocy męża.
Do dziś nie wie, jak to robiła.
Jak mawiał teść, „żyła po pańsku”.
Zarabiała naprawdę nieźle na tamte czasy.
Charakter miała ostry, zdecydowany.
Nikomu nie dawała sobie wejść na głowę.
Mojego teścia kochała bardzo.
Na obiady nigdy nie żałowała pieniędzy.
Ciasta piekła, kompoty robiła codziennie.
Ale kieszonkowego nie dawała wcale.
– Pieniądze się liczy, nie wydaje – mówiła.
Rodzina żartowała, iż na coś zbiera.
– Na co babcia zbiera? – pytał mały.
– Nie wiadomo – odpowiadali dorośli.
W domu stały wielkie, stare szafy.
Miały mnóstwo małych przegródek.
Wszystko było zamykane na klucz.
Dla dzieciaka to była wielka tajemnica.
– Czego tam jest, babciu? – pytał.
– Nie twoja sprawa – odpowiadała krótko.
– A można zajrzeć choć raz?
– Nie wolno, i koniec rozmowy.
Teść pamięta ten zapach starego drewna.
Pamięta skrzypienie kluczy w zamkach.
Babcia nigdy nie tłumaczyła, co trzyma.
– Pilnuj swoich spraw – powtarzała zawsze.
Dzieciak wierzył, iż to skarb.
Myślał, iż może złoto albo dolary.
Koledzy ze wsi też pytali.
– Twoja babcia chowa pieniądze? – szeptali.
– Może – odpowiadał z nadzieją.
Lata mijały, tajemnica trwała.
Szafy stały w tym samym miejscu.
Nikt nigdy nie poznał prawdy.
Babcia umarła, zabierając sekret ze sobą.
Szafy w końcu otworzono po latach.
Co było w środku, wie tylko rodzina.
Teść do dziś nie mówi wszystkiego.
– Niektóre rzeczy mają zostać tajemnicą – mawia.
Czasem uśmiecha się enigmatycznie, wspominając babcię.
Mówi, iż to był inny świat.
Czy naprawdę chciał wiedzieć, co było w szafach?
Może tajemnica była ważniejsza niż prawda.
Babcia pozostała legendą rodziny.
Ta historia nigdy nie ma końca.













