Moja historia jest inna. Moja teściowa wiedziała, iż jej syn zdradza mnie z sąsiadką – i ukrywała to przede mną. Prawda wyszła na jaw, gdy sąsiadka zaszła w ciążę, a rodzina nie miała już jak dłużej tego ukrywać. Byliśmy małżeństwem sześć lat, wspólnie mieszkaliśmy i pracowaliśmy, nie mieliśmy dzieci. Wierzyłam, iż tworzymy rodzinę, choć nie byliśmy idealni. Prawie każdą niedzielę spędzaliśmy u jego rodziców – wspólnie jedliśmy obiad, rozmawialiśmy, pomagałam w kuchni i czułam się częścią tego domu. Nie wyobrażałam sobie, iż przy tym samym stole ludzie mogą patrzeć mi w oczy i ukrywać przede mną taką tajemnicę. Sąsiadka była blisko z jego rodziną, często wpadała bez zapowiedzi, zostawała na posiłki, bywała do późna. Nigdy niczego nie podejrzewałam – wychowano mnie w przekonaniu, iż rodzina ma swoje granice. Teściowa zawsze ją broniła, jeżeli ktoś rzucił uwagę – usprawiedliwiała, pomagała jej we wszystkim, a mój mąż zawsze był dla niej „na zawołanie”. Widziałam to, ale mówiłam sobie: „Nie będę myśleć źle, to głupoty”. Kilka miesięcy przed wybuchem dramatu zaczęłam czuć, iż coś się zmienia – mój mąż był coraz mniej obecny, mówił, iż jest u swoich, pomaga, pracuje. Nie sprawdzałam go, nigdy nie byłam z tych żon, co kontrolują i podejrzewają. Teściowa stała się inna – chłodniejsza, bardziej zdystansowana, mniej sympatyczna – nagle wydała mi się dziwnie winna. Pewnego dnia zadzwoniła ciotka mojego męża. Zaczęła od pytań o pracę i nasze życie, a potem… „Muszę cię o coś zapytać… Wy jeszcze mieszkacie razem? A nic nie wiesz o sąsiadce?” Zamarłam. „O czym pani mówi?” Odpowiedziała wprost: „Ona jest w ciąży – ojcem jest twój mąż. Już od miesięcy to wszyscy ukrywają”. Zszokowana czekałam na powrót męża – zapytałam wprost: „Od kiedy jesteś z sąsiadką?” Nie zaprzeczył – tylko spuścił głowę: „Nie było to zaplanowane… ponad rok”. Zapytałam, kto o tym wie – usłyszałam to, co zabolało najbardziej: „Moja mama wie od miesięcy”. Na drugi dzień poszłam do teściowej: „Dlaczego mi nie powiedziałaś?” Odpowiedziała spokojnie: „Chciałam uniknąć skandalu. Myślałam, iż on to załatwi z tobą”. Zrozumiałam: nigdy nie byłam chroniona, byłam „wygodna”. Cała rodzina mnie oszukała. Potem zaczęli się „wtrącać”, radzić: „Nie przesadzaj”, „nie rób awantury”, jakby problemem była moja reakcja. Podpisałam rozwód. Sąsiadka na chwilę wróciła do matki. Teściowa przestała się do mnie odzywać. Były mąż został ojcem jej dziecka. Ja zostałam sama. Nie tylko bez męża, ale i bez rodziny, którą myślałam, iż mam. Najgorsze było nie tylko to, iż mnie zdradził – to było zbiorowe zdradzenie. Podpisanie rozwodu było jak upadek – nie tylko przez zdradę męża, ale całą rodzinę. Przez sześć lat byłam w ich domu – gotowałam, pomagałam, śmiałam się, świętowałam. Myślałam, iż mnie kochają, a oni patrzyli mi w oczy… i milczeli. Wiedzieli. Ukrywali. A mnie nigdy nie chronili. Teściowa zdradzała mnie za każdym razem, gdy mnie obejmowała i mówiła „wszystko będzie dobrze”, a syn robił dziecko innej. Boli bardziej niż zdrada: Zdradę partnera można przeżyć. Zdradę całego „rodzinnego stołu”… już nie. ❓ Pytanie do Was: Jak myślicie, o ile rodzina partnera wie, iż jesteście oszukiwani i zdradzani, ale milczy – są współwinni, czy „to nie ich sprawa”? Jak zachowalibyście się na moim miejscu?

naszkraj.online 1 dzień temu
Moja historia jest inna. Teściowa wiedziała, iż jej syn zdradzał mnie z naszą sąsiadką. I ukrywała to przede mną. Prawda wyszła na jaw, gdy sąsiadka zaszła w ciążę… wtedy rodzina nie była w stanie już dłużej tego kryć. Byłam żoną przez sześć lat, gdy cały mój świat się rozpadł. Mieszkaliśmy razem, pracowaliśmy, nie mieliśmy jeszcze […]
Idź do oryginalnego materiału