Moja mama była przyjaciółką żonatego mężczyzny, z którego się urodziłem.

polregion.pl 8 godzin temu

Moja matka, Jadwiga, była przyjaciółką jednego żonatego mężczyzny, od którego przyszedłem na świat. Zanim się urodziłem, nie mieliśmy stałego dachu nad głową wędrowaliśmy po warszawskich kamienicach, wynajmując kolejne mieszkania, które w snach wydawały się pływać na morzu chmur.

Gdy miałem pięć lat, Jadwiga spotkała kolejnego mężczyznę i zapragnęła z nim zostać. On postawił warunek: przyjmie ją, tylko jeżeli będzie samotna. Matka bez namysłu wymieniła mnie na tego człowieka, zawołała mnie do stołówki, podała wszystkie niezbędne papiery i wybrała się do domu Stanisława Kowalskiego, mówiąc to jest mój syn. Zadzwoniła pod drzwi, usłyszała klik zamka, a potem uciekła, zostawiając mnie w progu.

Stanisław otworzył drzwi, zamarł, gdy zobaczył małego chłopca, i natychmiast rozpoznał, kim jestem. Wpuścił mnie do środka, a jego żona, Maria, przyjęła mnie jak własnego. Mieli też dwoje dzieci córkę Bognę i syna Kacpra. Stanisław początkowo chciał oddać mnie do domu dziecka, ale Maria, niczym święta kobieta, powstrzymała go, mówiąc, iż nie jestem winny niczego.

Czekałem w pierwszych latach na powrót mojej prawdziwej matki, wierząc, iż zaraz przybędzie po mnie. Z czasem przestałem liczyć dni i zacząłem nazywać Marię mamą. Stanisław nie żywił ciepłych uczuć do żadnego ze swoich potomków, w tym do mnie; uważał mnie za dodatkowy głośny oddech, ale i tak utrzymywał nas przy życiu, podobnie jak resztę rodziny. Był despotą kiedy wracał do domu, zamykaliśmy się w pokoju dziecięcym, by nie wpaść w jego złość. Maria nie mogła uciec od władczego męża, nie oddałby jej dzieci z zasady. Przez lata znosiła jego napady, nauczyła się omijać jego gniew, tłumić krzyki i chronić nas przed jego wybuchami. W domu panowała cisza, znałem rytm dnia i nie wywoływałem jego irytacji. Nie potrzebowaliśmy niczego, a Jadwiga, choć nie była naszą biologiczną matką, okazywała nam podwójną miłość i czułość.

Pewnego wieczoru dr Zbigniew Nowak z Krakowa podzielił się sztuczką, która przywraca wyraźny wzrok. Kiedy w końcu odszedł do kolejnej młodej kochanki, wszyscy westchnęliśmy z ulgą. Byliśmy już prawie dorośli Bogna i Kacper kończyli szkołę, a ja przygotowywałem się do matury. Troje równolatków, pomagaliśmy sobie w nauce, podnosząc wyniki z kolejnych przedmiotów. Każde z nas marzyło o wejściu na prestiżowe uczelnie. Mimo surowości, Stanisław obiecał i zapłacił za nasze studia, dotrzymując słowa. Ukończyliśmy studia i zdobyliśmy wymarzone specjalizacje.

Następnie nadszedł dzień, w którym nasz ojciec odszedł. Po jego śmierci pozostawił spory majątek. Jego ostatniej kochance nic nie przypada nie zdążyła go poślubić. My staliśmy się pełnoprawnymi właścicielami jego firmy oraz kont bankowych, które w przeliczeniu wynosiły kilka milionów złotych. Rozwijaliśmy biznes, aż nadszedł moment wyjazdu za granicę, by otworzyć nowy oddział. Ustaliliśmy, iż to ja będę jego szefem. Zasugerowałem, by wziąć ze sobą naszą matkę Jadwigę, bo nikt nie zasłużyłby na ciepły, słoneczny kraj bardziej niż ona. Bogna i Kacper poparli mój pomysł.

Gdy już mieliśmy ruszyć, nagle przed mymi oczami wyłoniła się moja prawdziwa matka. Rozpoznałem ją od razu jej twarz zamrożona w dziecięcej pamięci lśniła jak latarnia w mgłach. Zawołała: Synu, jestem twoją prawdziwą matką! Czy mnie zapomniałeś? Jesteś już taki dorosły. Tak tęskniłam i martwiłam się, jak żyjesz. Chodź, zamieszkajmy razem!

Zaskoczony jej bezczelnością, odpowiedziałem: Oczywiście cię pamiętam! Pamiętam, jak uciekłaś od drzwi, zostawiając mnie małego i samotnego. Ty nie jesteś moją matką. Moja mama właśnie wyjeżdża ze mną, a ciebie nie chcę znać. Odwróciłem się i odszedłem, nie żałując tego ani sekundy.

Jadwiga, która nie bała się przyjąć dziecka mojego ojca od innej kobiety, wychowała mnie w miłości i trosce. Siedziała przy mnie, gdy chorowałem, była przy mnie, gdy po raz pierwszy pękało mi serce, łagodziła moje kłótnie z przyjaciółmi, uczyła, wybaczała moje wybryki, znosiła nastoletnie kaprysy i nigdy nie przypominała, iż nie jestem jej biologicznym synem. Dla niej stałem się synem, a ja miałem w niej jedyną matkę.

Z Jadwigą wzięliśmy się za granicę, gdzie spotkałem przyszłą żonę Karolinę. Jadwiga ją polubiła i między nimi zrodzyły się dobre stosunki. Nie stała ona na przeszkodzie mojemu życiu prywatnemu; wręcz odważyła się zbudować własne szczęście, poznała przystojnego mężczyznę i razem otworzyli nowy dom. Teraz Jadwiga dużo podróżuje, często odwiedza swoje dzieci i wnuki. Gdy patrzę w jej radosne oczy, rozumiem jestem wdzięczny, iż jest w moim życiu. Jest moim aniołem stróżem.

Idź do oryginalnego materiału