Pamiętam, jak mając szesnaście wiosen, wpadłam w ciążę z chłopakiem, którego kochałam ponad wszystko. Był to Jacek, kolega z klasy w Sandomierzu, i od roku spotykaliśmy się w ukryciu. Gdy dowiedziała się o mojej ciąży, serca nam zamarły, więc milczeliśmy przed rodzicami. Gdy wieść dotarła do moich rodziców, wybuchła w nich furia.
Nasza rodzina była uważana za wzorową w całej wsi. Byłam jedyną córką i radziłam sobie świetnie w szkole, tak jak Jacek. Byliśmy nieletni, więc o wszelkich decyzjach decydowali za nas rodzice.
Oboje mieliśmy ambitne plany mama marzyła, iż dostaniemy się do dobrej uczelni w Krakowie, ukończymy studia i wybudujemy solidne kariery. Dziecko miałoby wtopić się w te zamierzenia niczym kamień w mur.
Z tego powodu matka zmusiła mnie do aborcji, zanim przyszedł już termin, którego prawo zabrania. Zabieg przebiegł pomyślnie, a my wróciliśmy do zwykłego życia, spotykając się potajemnie po lekcjach. Po maturze wstąpiliśmy na studia, a rok później wzięliśmy ślub w kościele pod Krakowskim Piłsudskiego. Rodzice nie stawiali nam przeszkód.
Po kilku latach, kiedy już zamieszkaliśmy w Warszawie, znów zaszłam w ciążę. euforia ogarnęła nas jak letni huragan. Niestety, w szóstym miesiącu zaczęło mnie krwawić. Chłopczyk przyszedł na świat mały, ważył zaledwie półtora kilograma, i po trzech godzinach oddechu odszedł w nieznane.
Lekarze nie zdołali powstrzymać krwawienia; musieli usunąć mi macicę. Od tej pory nie będę już mogła mieć potomstwa. Matka odwiedziła mnie w szpitalu, łkając i mówiąc, iż głęboko żałuje, iż przed laty kazała mi poddać się aborcji. Jej słowa nie przynoszą ukojenia.
Przeszłość nie da się cofnąć, a błędy przeszłości nie da się naprawić. Teraz już nigdy nie będę matką, nie będę mogła dać życia własnym dzieciom. Nie wiem, czy ja i Jacek wytrwamy w małżeństwie i znajdziemy szczęście, bo dzieci są sercem każdej tradycyjnej rodziny. Tylko czas pokaże, co przyniesie jutro.








