MOJA PRAWDZIWA SYNOWA – Historia Emilii, młodej żony mojego syna, przedwczesnego macierzyństwa, rodzinnych napięć i zdrady, dorastania pod jednym dachem, tęsknoty za dawnym szczęściem oraz drugiego małżeństwa Rómy z przebiegłą Żanną – opowieść o trudnych wyborach, rodzinnych relacjach i tym, co naprawdę znaczy „rodzina”

twojacena.pl 6 godzin temu

MOJA PIERWSZA SYNOWA

Mamo, ożenię się z Dobrosławą. Za trzy miesiące zostaniemy rodzicami oznajmił mi mój syn, stawiając mnie przed faktem dokonanym.

Nie byłem zbyt zaskoczony tą wiadomością, bo syn zdążył mi już wcześniej przedstawić Dobrosławę. Martwił mnie jedynie wiek przyszłej synowej nie miała jeszcze skończonych osiemnastu lat. Synowi też została przed nim jeszcze służba wojskowa. Dzieciaki, a już kombinują o ślubie, a tu maluch w drodze.

Dobrosławie długo nie mogliśmy znaleźć odpowiedniej sukni ślubnej siódmy miesiąc ciąży nie pozwalał tego ukryć.

Po weselu młodzi zamieszkali u rodziców Dobrosławy. Jednak mój syn co tydzień odwiedzał mnie. Zamknięty w swoim pokoju, prosił, żebym mu nie przeszkadzał. Jako ojciec zacząłem się niepokoić.

Dzwonię do Dobrosławy.
Wszystko u was dobrze z Pawłem?
Oczywiście, a czemu pytasz? odparła spokojnie, jakby nic się nie stało.
Dobrosławo, wiesz, gdzie teraz jest twój mąż? drążyłem temat.
Panie Janie, proszę się zająć swoimi sprawami. My sobie poradzimy sami odpowiedziała po raz pierwszy (choć nie ostatni) z nieukrywaną pretensją.
Przepraszam, iż odebrałem czas odpuściłem i odłożyłem słuchawkę.

Jestem człowiekiem spokojnym i ugodowym. Uznałem, iż lepiej nie wtrącać się w ich życie. Niech radzą sobie sami, nie będę przeszkadzać.

Wkrótce Dobrosława urodziła córkę. Na imię dali jej Wiktoria, choć dla mnie ona zawsze była Basia. Imię, które sama jej nadałem.

Syn został powołany do wojska. Paweł służył daleko od domu, a ja przez dwa lata odwiedzałem regularnie moją wnuczkę Basię. Za każdym razem widziałem, jak bardzo Dobrosława wypiękniała naprawdę była śliczną, zbyt choćby piękną kobietą. To trochę mnie niepokoiło, bo Dobrosława rozpoczęła właśnie studia na uniwersytecie, a jak wiadomo tam nie brakuje pokus. Miałem przeczucie, iż ta śliczna studentka nie doczeka się męża z wojska.

Nie czułem się zbytnio akceptowany przez synową. Zazwyczaj, gdy przychodziłem do Basi, Dobrosława gwałtownie wręczała mi wózek i sugerowała spacer, jakby nie chciała mnie widzieć w domu. Czułem, iż patrzy na mnie z niechęcią. Nie lubiłem tej atmosfery, zawsze chciałem jak najszybciej wyjść.

Po powrocie z wojska Paweł znowu zamieszkał z rodziną. Po paru miesiącach widziałem, iż u nich wszystko układa się w zgodzie i miłości. Basia rosła jak na drożdżach, Paweł spoglądał z miłością na swoją żonę, a Dobrosława była zaradną i piękną gospodynią. Serce mi rosło. W takiej zgodzie minęło piętnaście lat.

Aż nagle jakby ktoś podmienił Dobrosławę. Zaczęły się romanse. Było ich wiele, i nie kryła się z tym specjalnie. Mówią, iż jak się beczkę ogórków przykryje pokrywką, to i tak się społeczno rozniosą tak było i tu. Paweł znosił to ponad trzy lata kochał żonę i cierpiał.

Ona tymczasem kpiny sobie z Pawła robiła, dogadywała przy ludziach. Byłem w szoku, widząc jej zachowanie. Nigdy jednak nie zdecydowałem się jej czegoś powiedzieć czułem przed nią respekt, momentami wręcz strach. Jej spojrzenie potrafiło przestraszyć choćby świętego.

Synu, co się dzieje między tobą a Dobrosławą? Macie problem? próbowałem wybadać.
Nie martw się, tato, wszystko się ułoży odpowiadał Paweł.

Wydawało mi się, iż Paweł czuje wobec żony jakiś dług, dlatego znosi jej wybryki. W końcu postanowiłem porozmawiać z Dobrosławą, bo nie dawało mi spokoju ich rozstanie.

Dobrosławo, czy mogę cię o coś zapytać? zagadnąłem ostrożnie.
Panie Janie, niech pan lepiej spyta swojego syna, czym się zajmuje i z kim. Moja ciotka, która tam pracuje, wszystko mi opowiedziała i świetnie zobrazowała. Krótko pański syn mnie zdradza! On zaczął pierwszy krzyknęła.

Po co ja w ogóle zaczynałem ten temat? Pawłowi o tej rozmowie nie wspomniałem. Uznałem co ma być, to będzie. Siebie tylko zamartwiać, a i tak wszystkim się nie dogodzi.

Wkrótce Dobrosława i Paweł się rozwiedli. Basia pozostała z matką.

Paweł zaczął szaleć kobiety zmieniał jak rękawiczki. Blondynki, brunetki, rude różne typy. Nocleg w jego łóżku zawsze był zarezerwowany.

Dobrosława niemal natychmiast się ponownie ożeniła tę wiadomość przekazał mi Paweł, nie kryjąc łez. Mówił, iż nowy mąż to troskliwy człowiek.

Nową wybranką Pawła została Żaneta drobna, zgrabna, przedsiębiorcza. Paweł miał trzydzieści pięć lat, ona czterdzieści. Syn wydawał się zakochany do szaleństwa, nieustannie zabiegał o jej względy. Żaneta gwałtownie postawiła warunki: oficjalny ślub, mieszkanie dla jej córki i pełne utrzymanie.

Paweł był nią oczarowany, ustępował we wszystkim.

Żaneta, w przeciwieństwie do Dobrosławy, chciała się ze mną przyjaźnić, mówiła mi po imieniu, wymuszała koleżeństwo. Nie do końca mi to odpowiadało, był w tym jakiś fałsz. Ale, iż nie lubię konfliktów przyjmowałem to ze spokojem. Wszystkie prezenty od Żanety, kupione za pieniądze mojego syna, zalegają w szafie nie mam do nich serca.

Żaneta uśmiecha się sztucznie, mówi nieszczere słowa, a miłość do Pawła udaje. Szukała dojnej krowy w postaci mojego syna, nie mając zahamowań ani granic. Wymaga, oszukuje. choćby gotować nie chce wybiera gotowce z delikatesów. Zwróciłem kiedyś uwagę:
Może byś Pawłowi zupę ugotowała? Cały czas jecie na sucho.
Janku, nie pouczaj sowy, jak latać na gałęziach tak mi odpowiedziała.

Jej przyjaciółki są jeszcze gorsze księżniczki od zakupów. Co tydzień luksusowa sauna, kawa na mieście, sklepy taki jest plan Żanety. Gdy coś nie po jej myśli histeria i łzy.

I nie rozumiem, jak Paweł może z nią wytrzymać. Uważam ich związek za fatalną pomyłkę.

Coraz częściej wspominam gospodarną Dobrosławę. Była naprawdę zaradna jej karp w galarecie, gołąbki, ciasta Dlaczego Paweł nie umiał utrzymać takiej kobiety przy sobie? Sam jest winny. Cieszę się, iż Basia mnie nie zapomina, często coś mi podrzuca, przywozi drobiazgi.

Dobrosława pozostanie dla mnie bliską synową, choć już była. Docenia się wartość rzeczy dopiero po stracie. Żaneta to tylko zastępcza żona. Szkoda mi syna. Mam wrażenie, iż jego serce wciąż tęskni do Dobrosławy. Ale powrotu już nie maPewnego razu, przy niedzielnym obiedzie, Paweł niespodziewanie powiedział:

Tato, wiesz… czasem myślę, iż nigdy nie będę miał normalnej rodziny. Jakby coś zawsze mi uciekało między palcami.

Popatrzyłem wtedy na niego i na Żanetę, która buszowała w telefonie, udając zainteresowanie rozmową. Westchnąłem.

Zaledwie kilka dni później zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłem stała Basia, już dorosła, z wielkim tortem w dłoniach. Za nią uśmiechała się Dobrosława. Przyszły złożyć mi życzenia urodzinowe. Basia zarzuciła mi ramiona na szyję, a Dobrosława podała rękę. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, jakby przeszłość pracowała gdzieś w powietrzu.

Tego dnia, przy stole, atmosfera była inna niż kiedykolwiek. Dobrosława śmiała się, opowiadała anegdoty, Basia żartowała z dzieciństwa. Paweł, który przyszedł później, usiadł cicho, wzrok miał gdzieś zagubiony, ale, ku mojemu zaskoczeniu, z każdym wspólnym żartem jakby rozkwitał. Tylko Żaneta niedługo się ulotniła coś jej nagle przypomniało, wrzuciła krótki uśmiech i wyszła.

W tej chwili zobaczyłem jasno: rodzina jest jak dom, który się buduje powoli, cegła po cegle, czasem z wyrwami, ale z fundamentem ze wspomnień i przebaczenia. Zrozumiałem, iż choćby jeżeli teraz wszystko wygląda nie tak, jak byśmy chcieli, to może jeszcze nie wszystko jest stracone. Może jeszcze zdarzą się dobre dni, niespodziewane powroty i pojednania, których nikt z nas nie przewidział.

Kiedy wieczorem Basia żegnała się, spojrzała mi w oczy i powiedziała:

Dziadku, cokolwiek by się nie działo, i tak jesteśmy rodziną. choćby jak życie się miesza, jak barszcz z uszkami.

Uśmiechnąłem się, poczułem w sercu jakąś cichą ulgę. Może właśnie na tym polega dorosłość nie szukać winnych, nie oceniać zbyt surowo, pozwolić każdemu iść swoją drogą, a jeżeli wróci przyjąć z otwartym sercem.

Bo czasem choćby pierwsza synowa zostaje w naszej duszy na zawsze jak dom, do którego zawsze można wrócić, gdy zabraknie nam światła w oknach.

Idź do oryginalnego materiału