Moja siostra chce, żebym wyprowadziła się z własnego mieszkania, bo spodziewa się dziecka. Czy to normalna sytuacja? Dawno temu rodzice kupili nam z siostrą dwupokojowe mieszkanie – mówili, iż kiedyś zamienimy je na dwa kawalerki, żeby każda miała swoje własne lokum. Później moja siostra poznała chłopaka, wyszła za mąż i poprosiła mnie, czy może wraz z mężem zamieszkać ze mną w naszym mieszkaniu. Zgodziłam się. Na początku wszystko było dobrze, aż do momentu, gdy siostra dowiedziała się, iż jest w ciąży. Od tego czasu ona i jej mąż nalegają, żebym się wyprowadziła, a pokój po mnie miałby być dla dziecka. Czy to normalne? Dlaczego miałabym się na to zgodzić, skoro jestem pełnoprawną współwłaścicielką mieszkania? Studiuję, a moje dochody to wyłącznie stypendium i praca na pół etatu – nie stać mnie na wynajęcie mieszkania. Najpierw delikatnie sugerowali, żebym się wyprowadziła, teraz mówią o tym wprost. Siostra już planuje, gdzie stanie łóżeczko, jak przemalują mój pokój – jakby mnie już dawno tu nie było. Ale nie zamierzam się wyprowadzać, bo mam swoje prawa do mieszkania. Opowiedziałam o tym rodzicom, mama zażartowała, iż to kwestia hormonów w ciąży i minie, żebym nie przejmowała się słowami siostry. Ale jak mam nie zwracać na to uwagi, skoro codziennie praktycznie jestem wyrzucana z własnego domu? Czuję się jak obca we własnym mieszkaniu, a siostra nie zamierza zmienić zdania. Co powinnam teraz zrobić?

newskey24.com 4 godzin temu

Dawno temu rodzice kupili dla mnie i mojej siostry mieszkanie dwupokojowe w Warszawie. Mówili, iż kiedyś sprzedamy je i zamienimy na dwa mniejsze, żeby każde z nas miało swoje własne miejsce.

Z czasem moja siostra Aleksandra poznała mężczyznę, wyszła za niego i zapytała mnie, czy nie przeszkadzałoby mi, gdyby zamieszkali ze mną. Pomyślałem, iż nie będzie problemu, więc zgodziłem się.

Na początku wszystko układało się w porządku, aż do chwili, gdy Alek­sandra dowiedziała się, iż spodziewa się dziecka. Od tego czasu ona i jej mąż zaczęli naciskać, żebym się wyprowadził, bo planują urządzić pokój dla swojego dziecka w moim pokoju. Zastanawiam się, czy to w ogóle normalne? Dlaczego miałbym to robić, skoro jestem współwłaścicielem połowy mieszkania? Studiuję, a mój dochód to zaledwie stypendium i praca na pół etatu. Ledwo starcza mi na życie, a oni chcą, żebym wynajmował nowe mieszkanie za pieniądze, których nie mam.

Najpierw delikatnie sugerowali, żebym się wyniósł, a potem zaczęli mówić o tym zupełnie wprost. Aleksandra planuje już, gdzie stanie łóżeczko dziecięce i jak przemaluje mój pokój, jakby mnie tam w ogóle nie było. Wszystko przedstawia w taki sposób, jakbym nigdy w tym miejscu nie mieszkał. Ale nie zamierzam się wyprowadzać mam przecież do tego mieszkania takie same prawa jak ona.

Opowiedziałem o tym rodzicom, a mama, śmiejąc się, powiedziała, iż kobiety w ciąży mają różne pomysły i żebym nie brał do siebie słów Aleksandry. Radziła mi nie przejmować się tym za bardzo, iż jej przejdzie. Ale jak mam to ignorować, skoro prawie każdego dnia czuję się, jakbym był wypychany z własnego mieszkania?

Mam wrażenie, iż stałem się intruzem we własnym domu i iż Aleksandra choćby nie próbuje zrozumieć mojej sytuacji. Nie wiem, co powinienem zrobić teraz. Po tym wszystkim, czego doświadczyłem przez ostatnie tygodnie, doszedłem do wniosku, iż choćby najbliżsi mogą czasem zapominać o tym, iż każdy człowiek zasługuje na szacunek i swoje miejsce na ziemi. Trzeba jasno stawiać granice i nie pozwalać, żeby inni decydowali za nas choćby rodzina.

Idź do oryginalnego materiału