Moja synowa była wściekła, gdy powiedziałem jej, iż w naszej rodzinie tradycją jest nazywanie dziecka imieniem dziadka.

newskey24.com 9 godzin temu

Moja synowa, Katarzyna Nowak, wpadła w gniew, gdy powiedziałam jej, iż w naszej rodzinie przyjęto zwyczaj nadawania chłopcom imion po dziadkach.

Miałam dobry kontakt z Katarzyną. Żyliśmy ze sobą w zgodzie, nie obrażaliśmy się i nie kłóciliśmy niepotrzebnie. Od czasu do czasu zdarzały się drobne sprzeczki, ale gwałtownie znajdowaliśmy kompromis i nie nosiliśmy żalu.

Gdy dowiedziałam się, iż Katarzyna jest w ciąży, poczułam ogromną radość. Niedługo miałam przywitać w domu wnuczka.

Fakt, iż to będzie chłopiec, sprawił ogromną euforia mojemu synowi, Piotrowi Kowalskiemu. Marzył o synu i zaraz po usłyszeniu płci dziecka od razu przyznał, iż nazwie je tak samo, jak jego własny ojciec w naszej rodzinie tradycją jest nadawanie chłopcom imion po dziadkach. Kiedy Katarzyna usłyszała, iż imię już jest ustalone, wybuchła kłótnia i zapewniła, iż to ona zdecyduje o imieniu, ignorując naszą opinię.

Chciałam spokojnie porozmawiać z synową, ale ona stanowczo twierdziła, iż decyzja jest już podjęta. Piotr próbował mnie wspierać, ale żona nie chciała słuchać i obiecała, iż jej rodzice zabiorą ją z sali porodowej, a dziecko zamieszka u nich.

Piotr stara się być dobrym mężem, okazuje Katarzynie miłość i troskę, ale ona tego nie docenia. To egoistyczna kobieta, która nie potrafi milczeć choćby dla dobra męża. Gdy próbowałam przywołać naszą rodzinną tradycję, natychmiast mnie przerwała.

Ku mojemu zdziwieniu dowiedziałam się, iż Katarzyna i Piotr już wybrali imię dla dziecka i oświadczyli, iż wszystkie sprawy rodzinne będą rozstrzygane przez nich samych, a moja opinia jest dla nich zupełnie obojętna. Widzę to inaczej, bo to dziecko będzie moim wnuczkiem i będzie kontynuacją naszej rodziny.

Gdy ponownie poruszono temat imienia, Katarzyna odpowiedziała mi nieuprzejmie, iż to nie jej sprawa. Byłam w szoku. Włożyłam całe serce i energię w syna, a nagle czuję się zbędna w jego życiu. Nie rozumiem, jak mam dalej żyć i jak budować relacje z synową i własnym synem.

Zrozumiałam jednak, iż siła rodziny nie tkwi w tym, kto decyduje o imieniu, ale w tym, jak potrafimy słuchać i szanować potrzeby drugiego. Szanując wybory Katarzyny, jednocześnie zachowuję miejsce w sercach najbliższych, bo prawdziwe więzi przetrwają każdą różnicę.

Idź do oryginalnego materiału