Moja synowa obraziła się na mnie z powodu mieszkania i zaczęła nastawiać syna przeciwko mnie.
Mój syn trafił na dziewczynę, która manipuluje nim według własnego uznania. Ostatnio zaczęła go podjudzać przeciwko mnie, twierdząc, iż nie zależy mi na ich szczęściu, bo myślę tylko o sobie. Wyciągnęła takie wnioski, ponieważ odmówiłam zamiany mieszkań.
Mój mąż zmarł kilka lat temu, a syn jest moim jedynym dzieckiem. Wychowałam go z miłością i troską, zapewniłam dobrą edukację. Przed ślubem mieszkał jeszcze z nami, a już podczas studiów zaczął pracować. Gdy tylko odebrał dyplom, natychmiast znalazł porządną pracę.
Jest dla mnie powodem do dumy. To porządny chłopak i świetnie radzi sobie zawodowo. Razem z mężem nigdy nie mieliśmy możliwości kupić mu mieszkania żyliśmy skromnie. Własne M2 kupiliśmy dopiero po czterdziestce, wcześniej wynajmowaliśmy, nie było więc mowy o drugiej nieruchomości dla syna. Ale przecież sam może sobie na nie zapracować tak samo, jak my z mężem.
Kiedy Marek powiedział mi, iż spotyka się z dziewczyną, bardzo się ucieszyłam. Starałam się zbudować dobre relacje z synową nigdy jej nie krytykowałam, nie wytykałam niczego. Najważniejsze było dla mnie szczęście mojego syna. Początkowo bardzo polubiłam Kazię, była uprzejma i skromna. Jednak dopiero po ślubie pokazała swoje prawdziwe oblicze.
Po ślubie Marek i Kazia pojechali w podróż poślubną, a zaraz po powrocie synowa zwolniła się z pracy. Twierdziła, iż szefostwo ją źle traktowało i chce poszukać lepszej posady. Ale na tym się nie skończyło od dwóch lat żyje na utrzymaniu mojego syna i nie ma zamiaru podjąć żadnej pracy.
Marek i Kazia mieszkają w jej kawalerce na obrzeżach Warszawy. Synowa siedzi w domu, a Marek nie ma szans kupić nowego mieszkania, bo Kazia wydaje pieniądze syna na kosmetyczki i nowe ubrania w najlepszych butikach.
Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można przez dwa lata nie znaleźć żadnej pracy. Podejrzewam, iż kłamie, mówiąc, iż chodzi na rozmowy kwalifikacyjne. Wydaje mi się, iż po prostu odpowiada jej wygodne życie na koszt męża.
Zapytałam kiedyś, czy planują dziecko.
Jakie dzieci, skoro w takiej ciasnocie żyjemy? odpowiedziała mi synowa.
Może byście zaczęli odkładać na wkład własny do kredytu zasugerowałam.
Na co mamy odkładać, ledwo starcza do pierwszego odpowiedziała Kazia.
Nie powiedziałam jej wprost, iż gdyby nie siedziała w domu, już dawno by coś odłożyli. Gdyby choć trochę się postarali i oszczędzali na mieszkanie, na pewno bym im pomogła mam już odłożone trochę pieniędzy. Jednak teraz nie chcę dawać im złotówki, bo wiem, iż synowa wszystko przehula.
Ostatnio synowa zaczęła mówić o dziecku żali się, iż czas leci, a trzeba pomyśleć o potomku. Czy jednak można wychowywać dziecko w takich warunkach? Mój syn zaczął jej przytakiwać.
Mamusiu, wiesz, Kazia i ja tak się zastanawiamy, czy nie mogłabyś się z nami zamienić mieszkaniami. Bez żadnych formalności, po prostu się zamienimy. Nam byłoby łatwiej, a dla Ciebie przecież taka kawalerka na obrzeżach byłaby wystarczająca.
Te słowa bardzo mnie zabolały. Sam by na to nie wpadł. Powiedziałam, iż będę daleko od pracy, a poza tym starych drzew się nie przesadza.
Zostało Ci kilka lat pracy, niedługo doczekasz się wnuków powiedziała z uśmieszkiem Kazia.
Odmówiłam tej korzystnej propozycji, bo nie chcę opuszczać swojego domu.
Po tej rozmowie syn jeszcze kilkukrotnie próbował wracać do tematu i każde jego kolejne słowa bolały mnie coraz bardziej. Nigdy nie próbował się wzbogacać kosztem innych, a teraz żona go do tego namawia.
Chodź Marek, idziemy do domu. Mówiłam Ci, iż Twojej matce nie zależy na tym, czy będziemy mieć dzieci. choćby palcem nie kiwnie, żeby nam pomóc! powiedziała synowa, kiedy ostatni raz mnie odwiedzili.
Od tego czasu syn się do mnie nie odzywa, nie odbiera telefonów, nie oddzwania. Nie rozumiem, dlaczego tak się zachowuje przecież nie jest głupi, ale w obecności żony, mam wrażenie, jakby rozsądek całkiem go opuszczał.








