Moja teściowa zaoferowała opiekę nad naszymi dziećmi na lato, bo przeszła na emeryturę i ma sporo czasu – zgodziliśmy się, bo oboje mamy pracę, trójkę dzieci i ciężko nam z urlopami przez kredyt hipoteczny na 20 lat; teraz pilnujemy, by babcia dostawała od nas zakupy i gotówkę na smakołyki, ale pojawił się problem, bo brat męża też przywozi do niej swoje rozbrykane dzieci, bez jedzenia i pieniędzy, a wszystko spada na nas – jak rozmawiać z mężem i jego bratem, by uniknąć kłótni, skoro nie chcę wychowywać cudzych dzieci kosztem własnej rodziny?

newsempire24.com 6 godzin temu

Dziś wieczorem znowu rozmyślam o tym, jak to wygląda u nas podczas wakacji. Moja teściowa, pani Halina, sama zaproponowała, iż przez lato pomoże nam przy dzieciach. Przeszła na emeryturę, więc ma sporo wolnego czasu i chętnie się zaangażowała, a my nie mieliśmy wyjścia wszyscy w pracy, trójka dzieci, żadnych możliwości dłuższego urlopu. U nas zwykle wygląda to tak, iż bierzemy opiekę na przemian marsz żonglowania czasem kto dziś odbiera, kto jutro zostaje w domu, gdy dzieci chore albo wymyślą przedstawienie w przedszkolu. Odkąd mamy własny dom w okolicach Poznania i spłacamy ten przeklęty kredyt na 20 lat, urlop to luksus, na który zwyczajnie nas nie stać. Każda złotówka idzie na ratę, więc o wyjeździe gdzieś dalej mogę tylko pomarzyć. Zresztą kto miałby wtedy zająć się naszymi dzieciakami, skoro szkoły zamknięte a przedszkole tylko przez dwie pierwsze lipcowe tygodnie?

Muszę przyznać, iż mimo tej codziennej gonitwy, przynajmniej wiem, iż nasze dzieci są bezpieczne w domu, pod opieką babci, która zawsze dba, żeby były najedzone i nie zrobiły sobie krzywdy. Gdy tylko jedziemy do mamy mojego męża, zabieramy torby pełne zakupów spożywczych z Biedronki oraz dajemy jej trochę gotówki na jakieś specjalne przyjemności dla dzieci. Halina nigdy nie kupuje im niczego za swoje pieniądze, bo jej emerytura ledwie starcza na rachunki nie zaskakuje mnie to, więc wszystko jej rekompensujemy, dając choćby trochę więcej do ręki niż powinniśmy. I tak taniej niż opiekunka!

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż brat mojego męża, Bartek, zawozi do teściowej także swoją trójkę dzieci. Sęk w tym, iż dzieci Bartka to małe rozbójniki młodsze, bardziej rozbrykane niż nasze i wymagają stałej uwagi. Bartek nie fatyguje się, żeby zostawić przy nich jedzenie czy chociaż parę złotych. Ostatecznie to my karmimy całą gromadę za własne pieniądze. Złości mnie to, bo od dawna prosiłam męża, żeby pogadał z bratem, ale Michał tylko przewraca oczami i nie chce się kłócić ani naruszać rodzinnego spokoju. Zastanawiam się, dlaczego to ja mam się wysilać i pracować więcej, żeby ktoś inny miał wygodniej, a jego dzieci zapewnioną opiekę i podany obiad?

Czasami naprawdę mam tego dość. Chciałabym znaleźć sposób, żeby powiedzieć coś Bartkowi bez awantury, ale boję się, iż wywoła to falę niezręczności na kolejnych rodzinnych obiadach. Wiem, iż powinnam powiedzieć wprost, na czym mi zależy, ale łatwiej o tym napisać w moim notesie niż zaczepić kogoś twarzą w twarz… Jak by to zrobić po polsku z szacunkiem, ale stanowczo? Na razie zostanę przy kartce papieru i mojego wieczornego narzekania, bo czasem tylko to ratuje moją cierpliwość.

Idź do oryginalnego materiału