Na progu stał nieznajomy. Od szkolnych lat Vitali był zakochany w Janie. Pisał jej liściki, robił w…

polregion.pl 2 godzin temu

31 grudnia

Dziś znowu wracam myślami do przeszłości, bo życie podsuwa mi obrazy, których nie da się zapomnieć. Na początku liceum zakochał się we mnie Tomasz ten niezdarny chłopak z sąsiedniej ławki, zawsze zamyślony i z wiecznym uśmiechem na twarzy. Pisał mi liściki, wymyślał drobne niespodzianki, zdarzało się, iż specjalnie przewracał się przede mną na korytarzu, byleby tylko zwrócić moją uwagę.

A mi wtedy podobał się ktoś inny Michał, wysoki blondyn, najlepszy w siatkówce, razem graliśmy w szkolnej drużynie. Wiedziałam, iż Tomasz nie grzeszy ani urodą, ani ocenami, a do tego zawsze chodził lekko rozczochrany i zagubiony. Nie oglądałam się za nim, bo nie wydawał mi się ciekawy.

Michał gwałtownie zaczął spotykać się z Magdą z równoległej klasy i to definitywnie zamknęło ten rozdział w mojej głowie. Lata liceum minęły szybko. Na studniówce Tomasz zebrał się na odwagę i poprosił mnie o rękę. Stałam wręcz osłupiała na środku parkietu i w prostych słowach odmówiłam. choćby nie rozważałam, bym miała być z nim.

Po maturze wybrałam ekonomię. Po studiach zaczęłam pracować jako księgowa w jednej z firm w Krakowie. Moim szefem był Andrzej Nowicki starszy ode mnie o dziesięć lat, przystojny brunet, zawsze nienagannie ubrany. Uwielbiałam w nim profesjonalizm, sposób bycia i inteligencję. Zakochałam się. Zupełnie nie przeszkadzał mi fakt, iż jest żonaty i ma kilkuletniego syna. Andrzej powtarzał, iż rozwiedzie się dla mnie, iż to ja jestem najważniejsza. Minęły lata. Nauczyłam się spędzać samotnie święta, weekendy, Boże Narodzenie. Cały czas czekałam, aż Andrzej w końcu spełni obietnice

Kilka tygodni temu wpadłam przypadkiem na niego z żoną w sklepie spożywczym przy ulicy Długiej. Trzymał ją czule za rękę była w ciąży. Niósł jej torby, oboje uśmiechali się do siebie, jakby byli najszczęśliwszą rodziną. Stałam przy kasie, próbując nie płakać, ale łzy same cisnęły się do oczu.

Następnego dnia zrezygnowałam z pracy.

Zbliżał się Nowy Rok, a ja nie miałam ochoty kupować makowca, dekorować mieszkania ani planować świętowania. Byłam jakby zamrożona w smutku. Któregoś zimowego popołudnia wróciłam do domu i okazało się, iż jest przeraźliwie zimno. Piec gazowy mój jedyny ratunek w domu pod Krakowem odmówił posłuszeństwa.

Próbowałam dzwonić po fachowcach, ale na przedświąteczną naprawę wszyscy żądali bajońskich sum, szczególnie kiedy słyszeli, iż trzeba jechać aż na obrzeża miasta. Byłam bezradna, więc zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Elżbiety. Jej mąż pracował w branży.

Ela obiecała natychmiast porozmawiać z Grzegorzem. Dwie godziny później zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam i stanęłam jak wryta na progu stał Tomasz, mój dawny kolega z liceum.

Cześć, Aniu, słyszałem, iż trzeba pomóc z piecem?

Skąd wiedziałeś? zapytałam z niedowierzaniem.

Szef do mnie zadzwonił, kazał jechać na ten adres, bo podobno tu lodownia. Wodę spuściłaś, żeby kaloryfery nie pękły?

Nie Ja choćby nie wiedziałam, jak to zrobić zawstydziło mnie.

Oj, mogłabyś zostać bez ogrzewania. Dobrze, iż nie ma wielkich mrozów zaśmiał się i zabrał się do pracy.

Tomasz gwałtownie uporał się z awarią. Pojechał po brakujące części, wrócił po godzinie. Dom momentalnie wypełniło przyjemne ciepło. W międzyczasie przykręcił cieknący kran i wymienił przepaloną żarówkę.

Aniu, a czemu mąż tego nie zrobi?

Nie mam męża przyznałam szczerze, choć zrobiło mi się głupio.

Co? przez cały czas czekasz na ideał?

Jaki tam ideał nie mam nikogo westchnęłam, zaskoczona własną szczerością.

To dlaczego wtedy mi odmówiłaś? uśmiechnął się lekko.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Gdy wychodził, przypominałam sobie chłopca z dawnych lat pucołowatego, wiecznie zakochanego w blond warkoczu i patrzyłam na wysokiego, szczupłego mężczyznę o ciepłych, brązowych oczach i tej samej nieśmiałej uśmiechniętej twarzy. choćby nie zdążyłam zapytać, czy ma rodzinę.

Dzisiaj, 31 grudnia, gdy już pogodziłam się z samotnością, zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam się nikogo, a na progu stał Tomasz w eleganckim, nowym garniturze z pięknym bukietem tulipanów.

Aniu, zapytam jeszcze raz. Wyjdziesz za mnie? Czy będziesz czekać na księcia do emerytury?

Nie mogłam powstrzymać łez i tylko kiwnęłam głową.

Za drugim razem powiedziałam tak.

Idź do oryginalnego materiału