Na progu stał nieznajomy Wojtek kochał się w Janie jeszcze w liceum. Pisał jej liściki, robił wszystko, by zwrócić na siebie uwagę. Jednak Jana podobał się Damian – wysoki blondyn, który razem z nią grał w siatkówkę w szkolnej drużynie. Na niezdarnego Wojtka, który do tego słabo się uczył, nie zwracała uwagi. niedługo Damian zaczął spotykać się z Olą z równoległej klasy. Po maturze Wojtek jeszcze raz próbował zdobyć serce Jany. choćby oświadczył się jej na studniówce… ale dziewczyna stanowczo odmówiła – „Nie!”. Nie chciała choćby o nim myśleć. Po studiach Jana została księgową – jej szef był przystojnym brunetem, starszym o dziesięć lat. Jana podziwiała jego profesjonalizm, urok osobisty i inteligencję. Między nimi zrodziło się uczucie. Janie nie przeszkadzało, iż wybranek był żonaty i miał małego synka. Pan Andrzej obiecał rozwód i przysięgał, iż kocha tylko Janę. Minęły lata – kobieta przyzwyczaiła się spędzać weekendy i święta samotnie. Wciąż czekała, aż jej ukochany się rozwiedzie i będą razem. Pewnego dnia zobaczyła Andrzeja z żoną w sklepie. Była w ciąży, a on troskliwie trzymał ją za rękę. Potem wziął siatki i razem poszli do samochodu. Jana ze łzami patrzyła na tę sielankową scenę. Nazajutrz złożyła wypowiedzenie… Zbliżał się Sylwester, a kobieta nie miała ochoty robić zakupów, stroić domu ani świętować. Pewnego wieczoru, gdy wróciła do domu, zorientowała się, iż jest zimno. Okazało się, iż piec nie działał. Jana mieszkała w domku na obrzeżach miasta. Próbowała ściągnąć fachowca, ale przed świętami wszyscy chcieli ogromnych pieniędzy, zwłaszcza, gdy dowiadywali się, iż trzeba jechać na peryferie. Już traciła nadzieję, ale zadzwoniła do przyjaciółki. Jej mąż pracował w tej branży, może pomoże. Ola obiecała od razu zadzwonić do męża. Po dwóch godzinach Jana usłyszała dzwonek do drzwi. Na progu stał nieznajomy, ale gdy się przyjrzała, poznała w nim… Wojtka, kolegę z klasy. – Cześć, Jana, co tu się u ciebie dzieje? – Aaa… Skąd wiedziałeś? – Szef zadzwonił, kazał podjechać na ten adres, bo masz zimno. Spuściłaś wodę z instalacji, żeby grzejniki nie zamarzły? – Nie, nie umiem… – No to ładnie, możesz zostać bez ogrzewania. Dobrze, iż nie ma dużych mrozów. Wojtek gwałtownie spuścił wodę, pogrzebał przy kotle, po czym pojechał po części. Po godzinie wrócił już z potrzebnymi elementami. Niedługo potem w domu Jany zrobiło się ciepło. Wojtek umył ręce i spytał: – Jana, przecieka ci kran i mruga żarówka… Twój mąż nie może tego naprawić? – Nie mam męża… – A czego tak? przez cały czas szukasz ideału? – Jakiego tam ideału… Nikogo nie mam – nagle się przyznała. – To czemu mi wtedy odmówiłaś? – uśmiechnął się Wojtek. Nie odpowiedziała… Naprawił kran, wkręcił żarówkę i wyszedł. Jana przypomniała sobie dzieciństwo, młodość, pulchnego chłopaka, który w niej się kochał. Wojtek bardzo się zmienił – stał się wysokim, przystojnym mężczyzną o piwnych oczach, ale jego uśmiech pozostał ten sam. choćby nie zdążyła zapytać, czy jest żonaty. A 31 grudnia nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Jana zdziwiona poszła otworzyć – nie spodziewała się gości. Na progu stał Wojtek. Miał nowy garnitur i bukiet kwiatów w dłoni. – Jana! Pytam jeszcze raz. Wyjdziesz za mnie, czy będziesz czekać na księcia aż do emerytury? Kobieta rozpłakała się i ze szczęścia przytaknęła głową. Za drugim razem – oświadczyny zostały przyjęte…

newsempire24.com 20 godzin temu

Na progu domu stał nieznajomy.

Wojciech od liceum był zauroczony Jagodą. Pisał do niej liściki i próbował zdobyć jej uwagę na wszelkie możliwe sposoby.

Jednak Jagoda miała słabość do Dawida wysokiego blondyna, z którym razem grała w siatkówkę w szkolnej drużynie.

Wojtek, niezdarny i mający problemy z nauką, pozostawał dla niej niewidoczny.

Wkrótce Dawid zaczął spotykać się z Oliwią z równoległej klasy.

Po maturze Wojciech ponownie próbował zwrócić na siebie uwagę Jagody.

Nawet poprosił ją o rękę podczas studniówki…

Jagoda jednak odpowiedziała ostro Nie! choćby nie chciała myśleć o Wojtku.

Po studiach Jagoda podjęła pracę jako księgowa. Jej szef, pan Artur Władysław, był przystojnym brunetem, starszym o dziesięć lat.

Jagoda podziwiała jego profesjonalizm, charyzmę, inteligencję.

Pomiędzy nimi zaczęło iskrzyć, a Jagodzie nie przeszkadzało, iż Artur miał żonę i małego synka.

Pan Artur Władysław obiecywał rozwód, zarzekał się, iż kocha tylko Jagodę.

Mijały lata, Jagoda przywykła spędzać weekendy i święta samotnie. Wciąż czekała, aż ukochany się rozstanie i będą razem.

Aż pewnego dnia zobaczyła Artura z żoną w sklepie.

Kobieta była w ciąży, a on troskliwie trzymał ją za rękę. Potem chwycił zakupy i razem udali się do samochodu.

Jagoda ze łzami patrzyła na tę sielankę.

Następnego dnia złożyła wypowiedzenie…

Nadchodził Sylwester. Nie miała ochoty kupować jedzenia, dekorować mieszkania, ani myśleć o świętowaniu.

Pewnego dnia wróciła do domu, a tam chłód. Okazało się, iż piec przestał działać. Jagoda mieszkała w starym domu na peryferiach Poznania.

Próbowała wezwać fachowca, ale przed świętami każdy wołał bajońskie sumy w złotówkach, zwłaszcza gdy słyszeli, iż trzeba jechać za miasto.

Beznadzieja. Zadzwoniła do przyjaciółki Zofi. Jej mąż pracował w branży i mógłby pomóc.

Zofia obiecała od razu zadzwonić do męża.

Po dwóch godzinach w drzwiach rozległ się dzwonek.

Na progu stał nieznajomy, ale przyjrzała się… i poznała Wojciecha, kolegę z klasy.

Cześć Jagoda, co tu się u ciebie wyprawia?

Eee… A skąd wiedziałeś?

Szef zadzwonił, dał adres. Podobno ziąb nie do wytrzymania. Zlałaś wodę z grzejników, żeby nie zamarzły?

Nie, zupełnie nie wiem jak.

Oj, tak można zostać przy świeczkach. Dobrze, iż chociaż nie mróz trzydziestostopniowy.

Wojtek zszedł do piwnicy, spuścił wodę, trochę podłubał przy piecu, a później odjechał.

Po godzinie wrócił z niezbędnymi częściami.

Wkrótce w domu znowu zrobiło się ciepło. Wojtek umył ręce i powiedział:

Jagoda, cieknie ci kran, a żarówka na korytarzu miga… Twój mąż nie może naprawić?

Nie mam żadnego męża…

Jak to? Cały czas szukasz ideału?

Eh, o jakim ideale mowa… Nikogo nie mam przyznała się cicho.

To czemu mi wtedy odmówiłaś? uśmiechnął się Wojciech.

Jagoda milczała…

Po naprawie kranu i żarówki Wojciech wrócił do siebie.

Jagoda wspominała dzieciństwo, młodość, pulchnego chłopaka, który zawsze się w nią wpatrywał.

Teraz Wojtek był szczupłym, wysokim mężczyzną o piwnych oczach, ale ta sama łagodna uśmiech pozostała.

Nie zdążyła go zapytać, czy jest żonaty.

A 31 grudnia, tuż przed północą, ktoś zadzwonił do drzwi.

Jagoda była zdumiona nie spodziewała się nikogo.

Na progu stał Wojciech. Był elegancki, w nowym garniturze, z bukietem róż w dłoniach.

Jagoda! Zapytam jeszcze raz. Wyjdziesz za mnie za mąż, czy będziesz czekała na księcia na białym koniu aż do emerytury?

Jagoda rozpłakała się i radośnie pokiwała głową.

Za drugim podejściem, oświadczyny zostały przyjęte…

Idź do oryginalnego materiału