Na progu domu stał nieznajomy.
Wojciech od liceum był zauroczony Jagodą. Pisał do niej liściki i próbował zdobyć jej uwagę na wszelkie możliwe sposoby.
Jednak Jagoda miała słabość do Dawida wysokiego blondyna, z którym razem grała w siatkówkę w szkolnej drużynie.
Wojtek, niezdarny i mający problemy z nauką, pozostawał dla niej niewidoczny.
Wkrótce Dawid zaczął spotykać się z Oliwią z równoległej klasy.
Po maturze Wojciech ponownie próbował zwrócić na siebie uwagę Jagody.
Nawet poprosił ją o rękę podczas studniówki…
Jagoda jednak odpowiedziała ostro Nie! choćby nie chciała myśleć o Wojtku.
Po studiach Jagoda podjęła pracę jako księgowa. Jej szef, pan Artur Władysław, był przystojnym brunetem, starszym o dziesięć lat.
Jagoda podziwiała jego profesjonalizm, charyzmę, inteligencję.
Pomiędzy nimi zaczęło iskrzyć, a Jagodzie nie przeszkadzało, iż Artur miał żonę i małego synka.
Pan Artur Władysław obiecywał rozwód, zarzekał się, iż kocha tylko Jagodę.
Mijały lata, Jagoda przywykła spędzać weekendy i święta samotnie. Wciąż czekała, aż ukochany się rozstanie i będą razem.
Aż pewnego dnia zobaczyła Artura z żoną w sklepie.
Kobieta była w ciąży, a on troskliwie trzymał ją za rękę. Potem chwycił zakupy i razem udali się do samochodu.
Jagoda ze łzami patrzyła na tę sielankę.
Następnego dnia złożyła wypowiedzenie…
Nadchodził Sylwester. Nie miała ochoty kupować jedzenia, dekorować mieszkania, ani myśleć o świętowaniu.
Pewnego dnia wróciła do domu, a tam chłód. Okazało się, iż piec przestał działać. Jagoda mieszkała w starym domu na peryferiach Poznania.
Próbowała wezwać fachowca, ale przed świętami każdy wołał bajońskie sumy w złotówkach, zwłaszcza gdy słyszeli, iż trzeba jechać za miasto.
Beznadzieja. Zadzwoniła do przyjaciółki Zofi. Jej mąż pracował w branży i mógłby pomóc.
Zofia obiecała od razu zadzwonić do męża.
Po dwóch godzinach w drzwiach rozległ się dzwonek.
Na progu stał nieznajomy, ale przyjrzała się… i poznała Wojciecha, kolegę z klasy.
Cześć Jagoda, co tu się u ciebie wyprawia?
Eee… A skąd wiedziałeś?
Szef zadzwonił, dał adres. Podobno ziąb nie do wytrzymania. Zlałaś wodę z grzejników, żeby nie zamarzły?
Nie, zupełnie nie wiem jak.
Oj, tak można zostać przy świeczkach. Dobrze, iż chociaż nie mróz trzydziestostopniowy.
Wojtek zszedł do piwnicy, spuścił wodę, trochę podłubał przy piecu, a później odjechał.
Po godzinie wrócił z niezbędnymi częściami.
Wkrótce w domu znowu zrobiło się ciepło. Wojtek umył ręce i powiedział:
Jagoda, cieknie ci kran, a żarówka na korytarzu miga… Twój mąż nie może naprawić?
Nie mam żadnego męża…
Jak to? Cały czas szukasz ideału?
Eh, o jakim ideale mowa… Nikogo nie mam przyznała się cicho.
To czemu mi wtedy odmówiłaś? uśmiechnął się Wojciech.
Jagoda milczała…
Po naprawie kranu i żarówki Wojciech wrócił do siebie.
Jagoda wspominała dzieciństwo, młodość, pulchnego chłopaka, który zawsze się w nią wpatrywał.
Teraz Wojtek był szczupłym, wysokim mężczyzną o piwnych oczach, ale ta sama łagodna uśmiech pozostała.
Nie zdążyła go zapytać, czy jest żonaty.
A 31 grudnia, tuż przed północą, ktoś zadzwonił do drzwi.
Jagoda była zdumiona nie spodziewała się nikogo.
Na progu stał Wojciech. Był elegancki, w nowym garniturze, z bukietem róż w dłoniach.
Jagoda! Zapytam jeszcze raz. Wyjdziesz za mnie za mąż, czy będziesz czekała na księcia na białym koniu aż do emerytury?
Jagoda rozpłakała się i radośnie pokiwała głową.
Za drugim podejściem, oświadczyny zostały przyjęte…







