Na własne oczy: Po wielkiej tragedii Ksenia traci męża i ukochaną córeczkę w wypadku, załamuje się, ale dzięki wsparciu matki wraca do prowadzenia rodzinnej firmy, a pustkę w sercu próbuje ukoić, adoptując niewidomą dziewczynkę Arię z domu dziecka; razem znajdują nowy sens życia, ale prawdziwą próbą okazuje się walka o szczęście i bezpieczeństwo, gdy ukochana córka pada ofiarą spisku przedślubnego narzeczonego i jego matki – wtedy dopiero odkrywa, czym jest zobaczyć świat naprawdę własnymi oczami.

twojacena.pl 19 godzin temu

Zobaczyć na własne oczy

Po ogromnej tragedii, jaką była utrata męża i sześcioletniej córeczki w wypadku samochodowym, Kinga przez długi czas nie potrafiła dojść do siebie. Przez prawie pół roku przebywała w prywatnej klinice pod Warszawą, nie chciała nikogo widywać, zawsze jednak była przy niej jej mama, Helena, która cierpliwie z nią rozmawiała. Pewnego razu powiedziała:

Kingusiu, firma twojego męża wisi na włosku, jest już prawie na minusie. Marek ledwo sobie radzi. Dzwonił do mnie, prosił, bym cię namówiła do powrotu. Dobrze, iż Marek to porządny człowiek, ale…

Wtedy w Kingze coś drgnęło.

Masz rację, mamo. Muszę czymś się zająć. Mój Paweł byłby zadowolony, gdybym kontynuowała jego pracę. Dobrze, iż mnie wtajemniczył, przyuczał w swoim biurze.

Kinga wróciła do firmy i zdołała ją uratować. Chociaż z biznesem szło dobrze, w sercu stale czuła pustkę i ogromny żal po córce.

Córeczko, chcę ci coś doradzić, podjęła znowu rozmowę Helena. Weź dziewczynkę z domu dziecka, najlepiej taką, której jest trudniej od ciebie. Zrobisz jej życie łatwiejszym, a i sama w tym znajdziesz ukojenie.

Kinga długo rozważała słowa matki i przyznała jej rację. niedługo pojawiła się w warszawskim domu dziecka, chociaż wiedziała, iż nikt nie będzie w stanie zastąpić jej własnej krwi.

Marysia przyszła na świat prawie niewidoma. Jej rodzice, wykształceni ludzie z inteligenckich rodzin, zrezygnowali z niej od razu po poznaniu diagnozy. Zabrakło im odwagi i serca.

Dziewczynka trafiła do domu małego dziecka, tam też nadano jej imię Maria. Dorastała prawie nie widząc świata, jedynie rozróżniała zamazane kształty. W ośrodku nauczyła się czytać Brailleem, uwielbiała bajki i wierzyła, iż pewnego dnia odwiedzi ją dobra wróżka.

Gdy Maria zbliżała się do siódmych urodzin, jej życie rzeczywiście się zmieniło. Do domu dziecka przyszła piękna, elegancka, ale i głęboko nieszczęśliwa kobieta. Marysia nie widziała nowej znajomej dokładnie, ale poczuła, iż spotkała osobę ciepłą. Dyrektorka była mocno zdziwiona, dlaczego ktoś tak zamożny i elegancki chce zabrać dziecko z niepełnosprawnością. Kinga nie wdawała się w rozmowę, rzuciła tylko, iż może sobie pozwolić na leczenie i chce pomóc niepełnosprawnemu dziecku.

Wychowawczyni przyprowadziła Marysię. Kiedy Kinga zobaczyła delikatną dziewczynkę z jasnymi loczkami i wielkimi niewidzącymi oczami, od razu poczuła, iż to jej dziecko.

Kto to? zapytała cicho Kinga, nie mogąc oderwać wzroku.

To nasza Marysia, cudowna, kochana dziewczynka, odrzekła wychowawczyni z dumą.

Marysia moja. Już wiem, pomyślała Kinga.

Kinga i Marysia bardzo się do siebie zbliżyły. Obie nawzajem sobie pomagały. Życie Kingi nabrało znowu sensu. Skonsultowała się z lekarzami; ci dawali nadzieję, iż po operacji Marysia może odzyskać wzrok, choć będzie potrzebowała okularów.

Kinga rozpaliła się tą myślą tuż przed pójściem do szkoły Marysia przeszła operację, ale jej wzrok był wciąż słaby. Lekarze zalecili poczekać jeszcze kilka lat. Czas płynął. Kinga poświęcała córce całą swoją energię. Jej biznes rósł, ona sama była atrakcyjną, niezależną kobietą, ale nie interesowała się mężczyznami liczyła się dla niej tylko córka.

Marysia dorastała, wyrastała na nieziemsko piękną kobietę. Ukończyła studia, potrafiła być wdzięczna, nie była zepsuta. Zaczęła pracę w firmie matki. Kinga była bardzo czujna, obawiała się, iż ktoś kiedyś spróbuje wykorzystać Marysię i jej majątek. Każdemu potencjalnemu adoratorowi dawała do zrozumienia, iż nie wzbogaci się jej kosztem.

Nadszedł czas miłości. Marysia zakochała się w Pawle i Kinga poznała go, nie znalazła nic podejrzanego; zaakceptowała ich związek. niedługo Paweł oświadczył się Marysi, rozpoczęły się przygotowania do ślubu. A pół roku po ślubie miała odbyć się ostatnia operacja, która mogła jej przywrócić wzrok na stałe.

Paweł sprawiał wrażenie troskliwego i czułego, choć czasem Kinga miała wrażenie, iż jest w tym coś udawanego, ale odrzucała te podejrzenia. Para pojechała do podwarszawskiej restauracji, aby ustalić szczegóły wystroju sali na wesele. W dzień było tam bardzo spokojnie.

Usiedli przy stoliku, a Paweł położył telefon na stole. W tym czasie pod restauracją odezwał się alarm w jego aucie, poszedł sprawdzić, co się stało. Wtedy zadzwonił jego telefon i uparcie dzwonił, aż Marysia w końcu odebrała. Zanim zdążyła się odezwać, usłyszała w słuchawce donośny głos matki Pawła, Renaty.

Pawełku, mam pomysł, jak gwałtownie pozbyć się tej ślepej Marysi. Znajoma z biura podróży trzyma dla nas dwie wejściówki. Po ślubie pojedziecie w góry, powiesz, iż masz ochotę zachwycać się widokami. Pójdziecie razem i zadbasz, żeby twoja żonka przypadkiem się potknęła i spadła. Sam wracaj. Potem zgłoś na policji, iż żona zaginęła. Płacz, żądaj poszukiwań. Jak ją znajdą, stwierdzą, iż się poślizgnęła. Za granicą nikt nie będzie się starał dociekać, a Ty świetnie zagrasz żałobnika. Inaczej zrobią operację i wszystko wyjdzie na jaw. Takie pieniądze nie mogą cię ominąć, synku. Przemyśl to, wyłączam się.

Marysia odłożyła telefon, jakby ją poparzył.

To znaczy, iż jego matka chce mnie zabić, a i Paweł się na to godzi myślami miotała się z przerażenia.

Jeszcze przed chwilą była szczęśliwą narzeczoną, przygotowania do ślubu były na finiszu. Nagle świat się zawalił. Rozumiała, iż Paweł nic nie słyszał. Drżała cała, próbując się opanować. Wtedy wszedł Paweł:

Dziwne, dlaczego włączył się alarm, może kot się zakradł, ale żadnych śladów nie ma… nagle zadzwonił telefon, Paweł zebrał go ze stołu. Tak, jasne Romku, zaraz będę odłożył i dodał muszę lecieć do biura, Romek pilnie wzywa.

Jedź, odpowiedziała cicho Marysia, poczekam na mamę, porozmawiamy wspólnie.

No to biegnę!

A ona została sama i zaczęła płakać. Właścicielka restauracji, pani Katarzyna, którą Marysia znała, podeszła zatroskana.

Marysiu, co się stało? Czemu Paweł uciekł, przecież mieliście

To tylko pani, pani Kasiu. Zaraz mama przyjedzie, po prostu drobne nieporozumienie. Pawła nagle wezwali do biura.

Przyniosę ci herbatę, widać, iż jesteś roztrzęsiona, powiedziała Katarzyna, a Marysia tylko kiwnęła głową.

Kinga wiedziała, gdzie są, ale gdy dostała telefon od córki, bardzo się zaniepokoiła.

Co tam się wydarzyło, Marysia wyraźnie roztrzęsiona, myślała, jadąc samochodem.

Po dwudziestu minutach była w restauracji i usiadła naprzeciw Marysi.

Martwiłam się o ciebie, córeczko.

Mamo, oni chcą mnie zabić! łzy popłynęły jej po policzkach. Sama słyszałam, jak Paweł i jego matka planowali mój wypadek w górach. Powiedziała Pawłowi, żeby mnie tam zrzucił, zanim zrobimy operację.

Marysiu, ty chyba żartujesz? Jesteś pewna tego, co słyszałaś?

Mamo, przysięgam, słyszałam, a Renata choćby nie zauważyła, iż to ja odebrałam telefon. gwałtownie się rozłączyłam, ona przez cały czas myśli, iż wszystko idzie po ich myśli. Pawła wezwali do pracy.

Kinga oniemiała. Czy naprawdę obie tak bardzo się myliły, co do Pawła? Co robić? Gdy siedziały, rozważając kolejne kroki, zadzwonił Paweł.

I jak tam, Marysiu, mama już dojechała, wszystko w porządku z salą na wesele?

Kinga wzięła od córki telefon.

Dzień dobry, Pawle. Cóż za szczęście, iż dowiedziałyśmy się o waszych planach na czas. Teraz posłuchaj mnie uważnie o tych planach i wyjeździe w góry, gdzie Marysia miała niby zginąć

Nie rozumiem próbował się ratować o jakich planach mowa, o jakim wyjeździe?

Doskonale wiesz, ale niestety, Pawle, nic z tego nie będzie. Wyjaśnię ci, o ile przekażemy twój telefon policji, to gwałtownie odzyskają wszystkie nagrania choćby te skasowane. Rozumiesz, o czym mówię.

Paweł milczał.

To nie ja! To matka mnie w to wmanewrowała

Jesteś zwykłym tchórzem, chowasz się za matkę. Żegnaj, Paweł.

Następnego dnia Paweł zniknął z Warszawy. Wyrzucał matce, iż go wystawiła, wyłudził od niej sporą sumę i wyjechał. Bał się, iż sprawa trafi na policję. Renata również nagle wyjechała do znajomych do Gdańska.

Doznała szoku, widząc wszystko na własne oczy

W prywatnej klinice okulistycznej Marysi przeprowadzono ponowną operację. Kinga była przy niej przez cały czas, gdy dziewczyna miała jeszcze bandaże na oczach. Lekarz prowadzący, dr Michał Zieliński, był młody, bardzo uprzejmy i czuły wobec Marysi. Operację prowadził doświadczony chirurg, a Marysia cały czas znajdowała się pod jego opieką.

Dr Zieliński wyraźnie się w Marysi zakochał, rumienił się, gdy ją widział, i okazywał wsparcie. Kinga bacznie wszystko obserwowała, ale lekarz był niezwykle taktowny. Gdy zdjęto bandaże, przyniósł Marysi ogromny bukiet czerwonych róż. Dziewczyna była w szoku. Po raz pierwszy zobaczyła wszystko na własne oczy i piękny bukiet, i wysokiego blondyna o szarych oczach.

Matko, jak się cieszę, widzę! rozpłakała się Marysia, a doktor natychmiast ją przytulił i pocieszył.

Marysia od tej pory musiała nosić okulary, ale nie przejmowała się tym cieszyła się życiem.

Minęło trochę czasu i odbył się piękny ślub Marysi i Michała. Rok później na świat przyszła ich śliczna córeczka o szarych oczach po tacie. Marysia jest szczęśliwa jak nigdy dotąd ma troskliwego, dobrego męża i kochającą rodzinę.

Dziękuję za lekturę, wsparcie i dobre słowo. Szczęścia na co dzień!

Idź do oryginalnego materiału