Nadzieja Leonidowna nagle podupadła na zdrowiu. Żadna z jej córek nie odwiedziła matki, gdy leżała chora – opiekowała się nią tylko wnuczka Natalia. Córki pojawiły się dopiero tuż przed Wielkanocą, jak zwykle po wiejskie przysmaki, które mama przygotowała! Nadzieja Leonidowna wyszła do furtki powitać córki. – Po co przyjechałyście? – zimno powiedziała. Starsza córka, Sylwia, zamarła ze zdumienia. – Mamo, co się stało?! – wykrzyknęła. – Nic się nie stało! Kochane moje, wszystko już sprzedałam: całe gospodarstwo… – Jak to? A my? – córki nie mogły zrozumieć, co się dzieje. Życie w Olszynowie było nudne i monotonne, więc każda, choćby najmniejsza sensacja stawała się wydarzeniem na całą wieś. Prawdziwy poruszenie wywołało pojawienie się Natalii, wnuczki byłej kierowniczki sklepu spożywczego. Szeptano, iż nadwrażliwe kobiety aż westchnęły na jej widok. – O, ta Natalia! – mówiły miejscowe. – Zdolna! Wszystkich przebiła! Teraz niech zazdroszczą! Rzeczywiście, większość wiejskich „elit” patrzyła z nieukrywaną zawiścią, jak Natalia, eleganckim SUV-em, przemierza rodzinne drogi. Cała, niezbyt liczna społeczność Olszynowa ustawiła się wzdłuż drogi, aby uwiecznić tę historyczną chwilę. Dziadkowie ocierali łzy chusteczkami. – Czy to naprawdę możliwe? Jak w bajce o Kopciuszku! – Tak miało być! Od dziecka mówimy na Natalię „Kopciuszek”. Teraz Natalia miała pełne prawo spojrzeć pobłażliwie na tych, którzy jeszcze niedawno się z niej śmiali. Zauważyła grajka, pana Pawła, i serdecznie pomachała mu z samochodu. – Panie Pawle, miło pana widzieć! Jak zdrowie?! – U mnie wszystko dobrze, Natalio! Przyjdź do klubu na próbę! – Koniecznie odwiedzę! Błyszczący samochód zniknął za zakrętem, a zgromadzeni powoli rozchodzili się do domów. Pan Paweł z zadowoleniem przyznał: – Dzielna dziewczyna! Osiągnęła, co chciała! Teraz kolej na naszych medyków. Stara babcia Franciszka zapytała: – Co mają do tego lekarze? – A to babciu, iż dziś wielu będzie zżerać zazdrość! Bywa i tak! Słyszałaś? Babcia Franciszka tylko machnęła ręką i pospiesznie pobiegła do domu. Pan Paweł się nie obraził, wiedział, iż starsza pani mówiła bez złośliwości. Siedząc na ławce przy klubie, rozmyślał o powrocie Natalii… W życiu Natalii wiejski muzyk odegrał kluczową rolę – i to dosłownie. Dziewczynka wcześnie została sierotą, matki zabrakło, ojciec odszedł wcześniej. Żadna z licznych krewnych nie chciała brać odpowiedzialności i dziewczynka dwa lata spędziła w domu dziecka. Ale potem coś pękło w sercu Nadziei Leonidowny i przygarnęła wnuczkę. W Olszynowie ten gest doceniono. Kobieta przez cały czas pracowała, a kierowniczka sklepu chwaliła jej decyzję przed współpracownikami. – Gdyby wszyscy byli tacy jak Nadzieja Leonidowna! Ale byli i tacy, którzy widzieli w tym czysty interes. – Teraz za dzieci są dodatki, to „dobra” babcia chce coś dla siebie. Myślicie, iż ma w sercu dobroć? A pamiętajcie, jaki charakter ta babka ma! Opinie o szefowej sklepu były różne – nie raz oszukiwała klientów, a awantury z sąsiadkami były na porządku dziennym. Dobrze traktowała tylko swoje dwie córki i syna. Syn był lekarzem w powiatowym szpitalu, córki w Warszawie. Ale przyjeżdżali do matki wyłącznie po zapasy. A pod tym względem Nadzieja miała wszystko – jej gospodarstwo mogło zawstydzić niejednego rolnika! Prowadziła kilka dziesiątek kaczek i kur, w chlewiku kwiczały prosiaki, a kozy walczyły o dzienny przydział siana. Aby wszystkich wykarmić, posiadała dwa hektary pola. Samotnej, energicznej kobiecie było coraz ciężej, lat nie ubywało. Wynajęcie kogoś do pomocy było zbyt drogie, więc przypomniała sobie o wnuczce. Podczas przerwy w pracy podzieliła się planem z Zofią, przyjaciółką z dzieciństwa. – Zabiorę Natalkę, niech nie tuła się po domu dziecka. Ludzie i tak mają mi za złe, iż ją oddałam. Zofia zawsze ją wspierała – była od Nadziei zależna, pracowała w jej sklepie. – Masz rację, Nadziejo! Dziewczynka już duża, będzie ci pomagać przy gospodarstwie. – Zofio, to ty mnie nakierowałaś! Gdy będę w pracy, Natka przypilnuje zwierząt. – A szkoła? Teraz dzieci mają tyle nauki! Moi wnukowie po nocach ślęczą, a jeszcze zajęcia, kółka… – Obejdzie się bez kółek! Nie za darmo przecież ją będę karmić! Mała Natalia była szczęśliwa. Wykonywała każde polecenie babci, więc wieś zaczęła mówić na nią Kopciuszek. Większość współczuła jej, a niektórzy choćby publicznie potępiali Nadzieję. – Leonidowno, Boga się bój! Na Natalkę patrzeć nie można, taka chuda! Jak możesz?! Ale babka zbywała uwagę. – Nie wasza sprawa! Moja wnuczka sama chce pomagać! Skończy szkołę, pójdzie na weterynarię! Nadzieja miała już plan życia wnuczki – gdyby nie przypadek, wszystko potoczyłoby się według niego. Pewnego letniego dnia w miejscowym domu kultury zjawiła się nowa kierowniczka. Marzena, właśnie po studiach artystycznych, przyszła szukać talentów. Panu Pawłowi nie trzeba było dwa razy powtarzać – sam zaoferował pomoc. – Pani Marzeno, jakby tylko nowy instrument, mogę ruszyć świat! Kiedyś już po polach śpiewaliśmy dla robotników! Zaraz go zaprosiła, próbując ożywić lokalny zespół. Ale brakowało najważniejszego – solistki. Pawłowi bardzo zależało. – Pani Marzeno, zespół bez solistki to jak barszcz bez kapusty! Skąd wziąć młodą, utalentowaną? Marzena gwałtownie znalazła wyjście. – Ja wiem, gdzie jej szukać! Chodźmy, instrument bierzemy! Casting w wiejskiej szkole był prawdziwą sensacją. Młodzież ustawiła się w kolejce, czekając na ocenę wokalu. Natalię namówiła wychowawczyni. – Natalio, śpiewasz pięknie, nie wykręcaj się! Dziewczynka prawie się popłakała: – Proszę, nie mogę! Muszę do domu! Babcia będzie zła! – Obiecuję, porozmawiam z babcią! Teraz masz jedyną szansę wygrać los na loterii! Bała się, ale i marzyła – w końcu się zgodziła. Zaśpiewała cały swój repertuar – śpiewanie sprawiało jej radość, choć dotąd miała za słuchaczy tylko zwierzęta. Marzena podsumowała: – Prawdziwy diament! Czysty głos, nie zawahała się choćby chwili! Odniosła sukces! Po poważnej rozmowie nauczycieli z babcią Natalii, ta musiała zmniejszyć jej domowe obowiązki. Babcię to bolało – martwiła się, iż wnuczka zadźwignie nosa. Zwierzyła się Zofii. – To co, mam ją karmić za darmo? Po koncertach ją wożą, a ja muszę dźwigać wszystko na emeryturze? – Przecież dostajesz dodatek na wnuczkę! – Co mi z tego? A ubrania, buty? Myślałam, iż latem zarobi przy gospodarstwie! Co mi da to śpiewanie? Zofia rozmarzona westchnęła: – A wyobraź sobie, iż za dziesięć lat Natalka zostanie artystką! Pokazy w telewizji, zdjęcia w gazetach! – A co z tego mi przyjdzie? Muszę dzieciom pomagać, gospodarstwa nikt nie przypilnuje! Przyjaciółka spojrzała na nią z wyrzutem. – Ludzie mają rację – traktujesz ją jak macocha Kopciuszka! Zobacz, jaka jest zmęczona! Po tej rozmowie przyjaźń się rozpadła, Nadzieja straciła jedyną powierniczkę. Kariera młodej artystki rozwijała się szybko. Z zespołem objechała wszystkie okoliczne wsie, zachwycała mechaników i mleczarki. Na konkursie wojewódzkim zdobyła laury, ale nie zmieniła charakteru – przez cały czas opiekuńczo i z szacunkiem traktowała babcię, a gdy ta nagle zaniemogła, nie odstępowała jej ani na chwilę. Żadna z córek nie odwiedziła matki, pojawiły się dopiero tuż przed Wielkanocą. Jak zwykle – tylko po wiejskie specjały, które mama zrobiła! Nadzieja Leonidowna wyszła do furtki powitać córki. – Po co przyjechałyście? – rzuciła chłodno. Starsza, Sylwia, była w szoku. – Mamo, co się dzieje?! – zapytała. – Wszystko dobrze! Kochane moje. Ale wszystko już sprzedałam, całe gospodarstwo… – Jak to? A my? – córki były zszokowane. – Idźcie do sklepu i kupcie, czego potrzebujecie! Nie mam już siły wszystkiego prowadzić! – A Natalia, co z nią? Tego już Nadzieja nie wytrzymała. – Natalia nie jest służącą! Nie będzie na was pracować! Gdy byłam chora, nie przyjechałyście! Teraz koniec! Ja też mam prawo na spokojną starość! A Natalia… Niech się uczy, może artystką naprawdę zostanie! Siostry wyjechały z niczym, a Nadzieja poszła do Zofii. – Dziękuję, iż otworzyłaś mi oczy! Byłam bliska zniszczenia życia wnuczki. Teraz pomóż mi sprzedać mięso! – Jakie mięso, Nadziejo? – Całe, tylko jedną kozę zostawiłam! – I dobrze zrobiłaś! A córki? – Niech sobie radzą, nie mam już do nich siły… …Natalia przez lata nie odwiedzała Olszynowa, ale stale dzwoniła, wysyłała pieniądze. Częste koncerty i praca pedagoga pochłaniały czas, ale udało jej się wyrwać tydzień na wizytę w rodzinnym domu. Z tylnego siedzenia za­gasł głos synka: – Mamo, daleko jeszcze do babci? – Synku, już jesteśmy! A tam babcia już czeka! Mimo wieku Nadzieja Leonidowna trzymała się dziarsko. Porwała prawnuka na ręce i całowała. – Moje złote słoneczko! Doczekałam się tego dnia! Natalię przytuliła nieco ostrożniej, żeby nie popsuć fryzury. – Oglądałam twój koncert w telewizji – byłaś najpiękniejsza! Natalia przytuliła babcię. – Przesadzasz! Jestem zwykła, po prostu trochę śpiewam. – Nie wstydź się, jesteś prawdziwą artystką! – Gdyby nie ty i pan Paweł, nic by ze mnie nie było! Tak zostałabym Kopciuszkiem. – Ale w bajce to wróżka wyczarowała karocę i księcia… A ty swoje szczęście wypracowałaś własnymi rękoma… Natalia odruchowo schowała kiedyś spracowane dłonie, ale babcia to zobaczyła. Babcia wtuliła się w ramię wnuczki, płakała i przepraszała – ale z dawnych żali wnuczka już dawno wybaczyła. Najważniejsze było to, iż miała na świecie bliską osobę, o którą mogła się troszczyć…

naszkraj.online 6 godzin temu
Nagle Stanisława Leonidówna podupada na zdrowiu. Żadna z jej córek nie odwiedza matki, gdy ta leży w łóżku. Opiekuje się nią tylko wnuczka Zosia. Córki pojawiają się dopiero przed Wielkanocą jak zwykle przyjeżdżają po wiejskie smakołyki, które mama przygotowała specjalnie dla nich. Stanisława Leonidówna wychodzi do furtki, by je przywitać. Po co przyjechałyście? mówi chłodno. […]
Idź do oryginalnego materiału