W czerwcu obchodziliśmy 15-lecie działalności Lubońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Warto przy tej okazji przybliżyć sylwetkę najstarszej słuchaczki – Pani Lucyny Gawrońskiej. Poniżej prezentujemy garść wspomnień Pani Lucyny.
Lucyna Maria Gawrońska z domu Szymanowska urodziła się w 1934 r. w Jutrosinie, a od 1975 roku mieszka w Luboniu, w którego pejzaż całkowicie wrosła i stała się jego wyjątkową częścią jako nauczycielka Szkoły Podstawowej nr 2 w latach 1974 -1989 oraz aktywna studentka Lubońskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, w którym działała od początku jego istnienia, czyli od roku 2011. Od samego początku Pani Lucyna była najstarsza studentką Uniwersytetu Lubońskiego – wstąpiła w jego szeregi, mając 77 lat – i taki status ma do dziś, choć w tej chwili z racji ograniczeń zdrowotnych nie uczestniczy w zajęciach, pozostaje Członkiem Honorowym.
Gazeta Lubońska: Jakie są Pani wspomnienia z dzieciństwa, bo przecież należy Pani do szacownych przedwojennych roczników?
Lucyna Gawrońska: Urodziłam się i mieszkałam w Jutrosinie, w powiecie rawickim. Jutrosin kocham. Luboń cenię, bo tu mam wszystko blisko, ale Jutrosin kocham. Miałam 5 lat jak wybuchła wojna. Zapamiętałam wyjątkowe zdarzenie tuż przed wojną, które zapowiadało dalsze wypadki. W sierpniu 1939 roku na rynku w Jutrosinie ludzie jak zwykle siedzieli na ławeczkach, rozmawiali, śpiewali – tak toczyło się życie w miasteczku – i pewnego sierpniowego dnia, ktoś powiedział, iż nad drogą do Dubina ukazała się zorza polarna, a zorza zawsze świadczy o czymś ważnym. Jako dziecko strasznie mnie ciekawiło, cóż to jest ta zorza polarna – byłam takim dociekliwym dzieckiem. Tak pamiętam początek wojny. Później to wszystko opisałam, całe 5 lat okupacji.
Gazeta Lubońska: Czy gdzieś opublikowano Pani wojenne wspomnienia?
Lucyna Gawrońska: Tak, drukowano moje wspomnienia w lokalnej prasie, w „Wiadomościach Jutrosińskich” pod tytułem Dzieciństwo w cieniu wojny. Z Jutrosinem miałam w związku z tym przez cały czas kontakt. W 2019 roku – to była 80. rocznica wybuchu wojny – wystąpiłam też w Radiu Poznań, gdzie także podzieliłam się swoimi wojennymi wspomnieniami. I powstała z tego audycja wyemitowana w radiu poznańskim 4 września 2019 roku pod tytułem „Historia, jakiej nie znacie – Jutrosin”.
Gazeta Lubońska: Czyli Jutrosin to Pani dzieciństwo i młodość.
Lucyna Gawrońska: Oczywiście. Tam po wojnie zaraz poszłam do trzeciej klasy, jak Rosjanie w styczniu wyzwolili Jutrosin, to już w lutym była szkoła czynna. A mnie rodzice w czasie wojny uczyli czytać i liczyć, więc mogłam iść od razu do klasy wyższej. A potem należałam tam do harcerstwa, ale tego o tradycjach przedwojennych, skautingowego.
Gazeta Lubońska: Jakie były Pani dalsze losy?
Lucyna Gawrońska: Po wojnie potrzebowano nauczycieli, więc ja skończyłam w Bydgoszczy studium pedagogiczne – dwa kierunki: pedagogiczne i studium kulturalno-oświatowe i w 1981 roku uzyskałam Dyplom Kwalifikacyjny równoważny Wyższym Studiom Zawodowym przy Instytucie Kształcenia Nauczycieli. Potem dziesięć lat pracowałam w szkolnictwie rolniczym, a następnie od 1975 roku, po przeprowadzce do Lubonia, przez wiele kolejnych lat uczyłam w lubońskiej podstawówce, głównie klasy 4-5.
Gazeta Lubońska: Lubiła Pani swoją pracę?
Lucyna Gawrońska: Był taki okres w tych klasach 4-5, iż literatura, historia i plastyka, bo też miałam taki przedmiot, wszystko się łączyło, a tym wspólnym mianownikiem była starożytna Grecja, mity, historia starożytna i sztuka starożytna – wspaniale mi się tego uczyło, bardzo to lubiłam, a dzieciaki wtedy jeszcze chciały się uczyć.
Gazeta Lubońska: A więc historia, literatura i sztuka oraz pedagogika – udało się Pani połączyć pasję i pracę. Czy sztuka była obecna jeszcze w jakiś sposób w Pani życiu?
Lucyna Gawrońska: Oczywiście. Będąc mężatką i mając dzieci skończyłam w Gdańsku studium instruktorskie. Potem prowadziłam różne zespoły taneczne wśród uczniów, pracując w szkołach rolniczych, jeszcze zanim przeniosłam się do Lubonia. Dzieci rolników były nauczone pracy i im chciało się uczyć wszystkiego od podstaw. Występowaliśmy na konkursach zespołów ludowych i zdobywałam nagrody, np. w konkursie organizowanym przez Szkołę Baletową w Gdańsku. W ten sposób spełniałam swoje dziecięce marzenie – jako dziewczynka chciałam iść do zespołu Mazowsze.
Gazeta Lubońska: Kiedy zakończyła Pani swoją ścieżkę zawodową?
Lucyna Gawrońska: Na emeryturę poszłam w wieku 53 lat, po 36 latach pracy, zajęłam się wtedy wnukami. Pomogłam je wychować i jestem teraz z nich bardzo zadowolona i dumna. przez cały czas do mnie przyjeżdżają, dzwonią i dbają o mnie. Najmłodsza wnuczka ma teraz 37 lat i z nią się najlepiej dogaduję, jest wspaniałym lekarzem. Najstarszy prawnuk ma 17 lat, a najmłodsza prawnuczka 3 latka.
Gazeta Lubońska: Czy wnuki przejęły także zainteresowania sztuką po babci?
Lucyna Gawrońska: Najstarsza wnuczka Halszka Lehman przejęła ode mnie i mojego męża zainteresowania artystyczne i została aktorką, a to jest bardzo trudny zawód.
W domowych zbiorach Pani Lucyny można obejrzeć liczne relacje z jej podróży, z wydarzeń, w których uczestniczyła, ale także relacje dotyczące życia rodzinnego. Starannie pozszywane, opatrzone tytułami i opisami, ilustrowane licznymi fotografiami. Te zapisane kartki są świadectwem niezwykłej pasji Pani Lucyny – dokumentowania życia i historii. Skrupulatność opisów, a jednocześnie lekkie pióro Autorki powodują, iż te zapiski stają się dokumentem historycznym, bo czymże jest historia – zbiorem ludzkich doświadczeń, ludzkich życiorysów.
Gazeta Lubońska: Widzę, iż zapisywanie wspomnień nie zakończyło się na wojennym dzieciństwie. Pani zbiory to bogata dokumentacja różnych okresów w Pani życiu.
Lucyna Gawrońska: Ja codziennie coś piszę. Moje dwie córki i znajomi mnie namawiali, iż mam wydać książkę, ale nie chciałam, nie dałabym rady, ale materiały są zgromadzone i może moja córka polonistka kiedyś je opracuje. Bo te następne pokolenia – moje córki, wnuki i prawnuki – już nie będą znali tych czasów, bo to jest prawie 100 lat. Mam 92 lata, skończyłam w lutym. Siły fizyczne już nie te, ale psychika działa normalnie. I najgorsze jest to, iż się denerwuję, iż nie mogę czegoś zrobić, bo ja naprawdę lubię pracować – i fizycznie, i umysłowo. Całe życie, od dziecka ja bardzo dużo pisałam. Ja tak jak Józef Ignacy Kraszewski – Kraszewski powiedział, iż on mówić nie lubi, ale pisać to pisze, wszystkie jego książki przeczytałam, ale te nawiązujące do historii, bo moim hobby jest historia, głównie historia w powiązaniu z literaturą. Wszystko to łączę, a mam tyle wspomnień.
Gazeta Lubońska: A więc pisanie jako chęć udokumentowania przeszłości i ocalenia od zapomnienia?
Lucyna Gawrońska: Tak, ale i jeszcze coś więcej. Po odejściu męża bardzo się załamałam, myśmy byli zgodnym małżeństwem, oboje nauczyciele, mieliśmy ze sobą zawsze wiele tematów do rozmów. Jak męża zabrakło, rozpaczałam. Za radą wnuczki skorzystałam z pomocy medycznej, wspaniały psychiatra zapisał mi leki, ale ja żadnego nie mogłam zażyć, gdyż jestem alergikiem. Ja cztery razy byłam u bram świętego Piotra – po ukąszeniu osy, pszczoły i meszki. Postanowiłam sobie sama poradzić. Momentem przełomowym była wycieczka po Europie zachodniej i północnej. Ofertę wycieczki zobaczyłam w biurze turystycznym w lubońskim Pajo. Pojechałam na tę wycieczkę i po powrocie skończyłam moją rozpacz po mężu. Nowe wrażenia, nowe miejsca wypełniły moją pustkę. Wróciła mi chęć do życia. Zawsze lubiłam zwiedzać. Po tym powrocie zaczęłam opisywać wszystkie zwiedzone miejsca. Bardzo mnie to pochłonęło. Postanowiłam sięgnąć dalej i wrócić do wspomnień z mojego dzieciństwa. Mam tyle wspomnień. Zaczęłam pisać wspomnienia od 1939 roku, tak jak czułam, jak pamiętałam, całe 5 lat okupacji. Uwielbiałam dokumentować, opisywać rzeczywistość, dokumentować.
Gazeta Lubońska: Kontynuowała Pani te zapiski?
Lucyna Gawrońska: Jak już opisałam wspomnienia jutrosińskie, to zastanawiałam się, co dalej. Zaczęłam pisać wspomnienia rodzinne, apotem drążyłam swój rodowód i doszłam do roku 1810. Przesiedziałam dużo czasu w archiwach. I dowiedziałam się, iż niejaki ziemianin Korwin-Szymanowski ofiarował część swej ziemi na cmentarz powązkowski w Warszawie, ale nie znalazły się w archiwach cmentarza żadne dokumenty, które by to potwierdziły. Wiele z nich zaginęło w czasie zawieruchy wojennej.
Gazeta Lubońska: Udało się Pani potwierdzić te przypuszczenia?
Lucyna Gawrońska: Bardzo chciałam drążyć ten temat głębiej, ale w 2011 roku utworzył się w Luboniu Uniwersytet Trzeciego wieku. Porzuciłam przeszłość i zaangażowałam się w działanie tego stowarzyszenia. Wcześniej z mężem jeździliśmy na różne wykłady do Poznania, ale gdy w Luboniu zawiązano oddział, zaczęłam tutaj uczęszczać.
Gazeta Lubońska: Tak więc doszłyśmy do okresu, kiedy jest już Pani na emeryturze, ale pasje artystyczne, twórcze wciąż są żywe. Jakie nowe możliwości otworzył przed Panią Luboński Uniwersytet Trzeciego Wieku? Uczestniczyła Pani w jego działalności od samego początku, jak Pani wspomina ten okres?
Lucyna Gawrońska: Na początku było nas 70 osób, a pan prof. Mikołaj Tomaszyk z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wygłaszał dla nas wykłady – pięknie to prowadził, a także zapraszał do nas wspaniałych wykładowców. To było coś wspaniałego. A w bibliotece lubońskiej była wtedy pani Elżbieta Stefaniak – to była cudowna kobieta, ona tak kochała biblioteki i miała wiele lat pracy za sobą. Trzeci Wiek podzielił się na sekcje. Ja byłam zainteresowana sekcją biblioteczno-literacko-teatralną. A wtedy, wśród pierwszych słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku było wiele osób chłonnych wiedzy i ta Ela tak nam organizowała, takich cudownych ludzi nam zapraszała. My mieliśmy dwa razy w tygodniu zajęcia po dwie godziny. A chcieliśmy tego coraz więcej, myśmy byli spragnieni takich działań.
Kiedy Ela Stefaniak przeszła na emeryturę, ja przejęłam opiekę nad sekcją biblioteczno-literacko-teatralną, przez cały czas korzystając z jej pomocy. Trwało to do pandemii, która przerwała nasze działania, jeszcze mieliśmy mieć zakończenie roku akademickiego, ale ono już się nie odbyło.
W tym miejscu warto przypomnieć jedno z wydarzeń artystycznych wyreżyserowanych przez Lucynę Gawrońską (razem z Elżbietą Wasielewską). A mianowicie 23 listopada 2016 roku w Ośrodku Kultury w Luboniu, studenci sekcji literacko-teatralno-bibliotecznej Uniwersytetu Lubońskiego Trzeciego Wieku wystąpili w przedstawieniu na podstawie powieści historycznej Józefa Ignacego Kraszewskiego pt. Lubonie. Powieść z X wieku. Spektakl opowiadał o losach chrystianizacji Polski, czemu w całości podporządkowany został też fikcyjny wątek, czyli dzieje tytułowej rodziny Luboniów. Spektakl był owocem fascynacji Lucyny historią i twórczością Kraszewskiego. Samodzielną pracą Lucyny był scenariusz na podstawie Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. Przedstawienie miało tytuł Wakacje w Soplicowie.
Gazeta Lubońska: Uczestniczyła Pani w uroczystościach 15-lecia LUTW?
Lucyna Gawrońska: Niestety nie mogę już sama wychodzić. Więc miałam 4 lata przerwy. Ale córka pomogła mi dotrzeć na uroczystość. Spotkałam po 4 latach dawnych znajomych. Byłam i już oczywiście opisałam. Zrobiłam to bardzo gwałtownie i krótko. Bo zdaję sobie sprawę, iż w moim wieku ja dziś jestem, a jutro nie wiem, czy będę. Ale co zapisane, pozostanie.
Gazeta Lubońska: Jak dziś wspomina Pani bycie studentką uniwersytetu dla seniorów?
Lucyna Gawrońska: Przeglądając czasem moje nagrody, podziękowania i wyróżnienia (np. Wolontariusza Powiatu Poznańskiego z 2014 roku czy medal za zasługi dla LUTW), cieszę się, iż żyjąc w ostatniej dziesiątce wieku, mam wewnętrzny spokój, iż nie przetrwoniłam życia. Lata mojej aktywności w LUTW to był mój najlepszy okres w moim dorosłym życiu, najlepszy okres starzejącego się człowieka.
Gazeta Lubońska: To chyba najlepsza puenta naszej rozmowy. Bardzo dziękuję za spotkanie.
W czerwcu tego roku Luboński Uniwersytet Trzeciego Wieku obchodził 15-lecie swej działalności. Relację z uroczystości jubileuszowych zamieściliśmy w lipcowym numerze Gazety Lubońskiej. Że jest to organizacja prężnie działająca, dowiedziała się cała Polska z mównicy sejmowej, z której poseł Bartosz Zawieja mówił o lubońskim uniwersytecie, iż „jest to jedna z najbardziej zaangażowanych tego typu instytucji, nie tylko w metropolii, ale także w całym województwie wielkopolskim”. Wspomnienia Pani Lucyny Gawrońskiej są tego najlepszym potwierdzeniem.
Aleksandra Radziszewska
Lucyna Gawrońska w uroczystym stroju studenta LUTW fot. Zb. Lucyny Gawrońskiej






