Już na początku rozmowy padły liczby, które robią wrażenie choćby w mieście przyzwyczajonym do wielkich społecznych inicjatyw.
– „850 wolontariuszy i w samym dniu finału jest dodatkowo 150 osób zaangażowanych, żeby ta cała machina u nas w sztabie działała” – powiedziała rzeczniczka.
Jak dodała, to „największy sztab w Poznaniu i w zachodniej Polsce”, a według zestawień – „trzeci co do wielkości w ogóle w całej Polsce”.
Prowadzący zapytał, jak zaczęła się jej przygoda z WOŚP. Odpowiedź była historią, którą zna wielu wolontariuszy, od pierwszej puszki po odpowiedzialność za duże działania organizacyjne.
– „Zaczęła się ona jeszcze w szkole podstawowej, gdzie u mnie w rodzinnym mieście po prostu kwestowałam jako taki zwykły wolontariusz z puszką w mieście” – wspominała.
Kolejny etap przyniosły studia i wejście w struktury sztabu.
– „Kiedy pojawiłam się na studiach, no to właśnie przez Samorząd Politechniki Poznańskiej już tam zaczęłam sobie działać bezpośrednio w sztabie” – mówiła.
Z czasem z „naszego skrzata sztabowego” stała się koordynatorką działań i współtwórczynią rozwoju zespołu. Dziś, po zakończeniu studiów, przez cały czas wspiera studentów, którzy prowadzą sztab.
– „Jestem zarówno dalej naszym rzecznikiem naszego sztabu, jak i taką, można powiedzieć, ciocią Olgą, która mentalnie wspiera naszych studentów, którzy tworzą sztab” – podkreśliła.
Choć nazwa sugeruje akademicki charakter, sztab WOŚP przy Politechnice Poznańskiej jest otwarty dla wszystkich poznaniaków.
– „Sam sztab, czyli te osoby koordynujące te prace, to tworzą jak najbardziej studenci Politechniki Poznańskiej albo też byli studenci jak ja” – zaznaczyła Gonsh. – „A o ile chodzi o wolontariuszy, no to nasza rejestracja jest to roku otwarta dla wszystkich mieszkańców Poznania. Może się zarejestrować każdy” – dodała, wymieniając zarówno osoby niepełnoletnie (za zgodą opiekunów), studentów, jak i seniorów.
W rozmowie wybrzmiał też wątek wsparcia dla tych, którzy kwestują po raz pierwszy.
– „Ja staram się co roku właśnie wspierać, pomagać, przekazywać tą wiedzę, żeby ta cała nasza machina tego wielkiego sztabu mogła działać” – podkreśliła rzeczniczka.
Pytanie o program finału przyniosło listę atrakcji, które sztab przygotowuje z myślą o różnych grupach – od tych, którzy chcą się przebadać, po tych, którzy szukają sportu, muzyki i rodzinnych aktywności.
– „W samym naszym sztabie będzie działać już od godziny dziesiątej Centrum Badań Profilaktycznych” – zapowiedziała Olga Gonsh.
Przed siedzibą sztabu mają pojawić się także „Mamobus i Cytobus”, a całość ma łączyć profilaktykę z atmosferą finałowego święta.
Z wydarzeń plenerowych wyróżniła m.in. miasteczko służb mundurowych i obecność środowiska akademickiego.
– „Pod Telewizją Polską na Serafitku w tym roku mamy tradycyjnie nasze miasteczko służb mundurowych… będą tam się między innymi też wystawiać koła naukowe Politechniki Poznańskiej, będą też koncerty” – mówiła.
Nie zabraknie także zimowych klasyków WOŚP w Poznaniu.
– „Nie zabraknie jak co roku morsowania nad Rusałką” – podkreśliła. W planie znalazł się również „maraton taneczny, zarówno zumby, jak i tutaj innych tańców”, a także możliwość jazdy na lodowisku Malta.
Wątek aukcji zawsze budzi ciekawość, bo co roku pojawiają się oferty, których nie da się kupić w żadnym innym miejscu.
– „Aukcje jak najbardziej będą i te aukcje są w tym roku też bardzo ciekawe” – zapewniła rzeczniczka, dodając, iż przedmioty i propozycje „spływają do nas… na bieżąco”.
Wśród najpopularniejszych tradycyjnie mają znaleźć się aukcje związane z władzami uczelni.
– „Co roku nasze władze Politechniki Poznańskiej też wystawiają różne właśnie interesujące spotkania ze sobą” – mówiła.
Prowadzący dopytał: – „Kolacja z rektorem?” – a rozmówczyni potwierdziła: – „Tego typu właśnie rzeczy”.
Wspomniała też, iż aukcje dają szansę na poznanie kampusu z innej strony: z opowieściami, do których na co dzień trudno mieć dostęp. Padł również przykład aktywności w terenie.
– „Jest też np. możliwość z jednym z prorektorów np. spływ kajakowy” – dodała.
Na koniec rozmowy pojawiło się pytanie o presję wyniku – czy sztaby ścigają się na kwoty. Odpowiedź była jednoznaczna.
– „Nie ma takiej presji… ja zawsze powtarzam, iż my nie gramy na rekord” – podkreśliła Olga Gonsh.
Dodała, iż oczywiście większa kwota cieszy, ale brak nowego rekordu nie jest porażką.
– „Dla nas liczy się mimo to najbardziej, żeby nasi wolontariusze wracali z tej kwestii z miasta uśmiechnięci, zadowoleni” – zaznaczyła.
Zwróciła też uwagę, iż wynik zależy od wielu czynników: ferii, pogody i frekwencji w mieście.
– „Od pogody dużo zależy… jak mamy straszny deszcz, straszny mróz, też jest gorzej” – mówiła, podkreślając jednocześnie, iż wolontariusze mogą liczyć na wsparcie darczyńców.
– „Mamy masę darczyńców, wiele kawiarni, restauracji, którzy zapraszają wolontariuszy na przykład na darmową herbatę, na darmową kawę, jakiś posiłek” – dodała, pokazując, iż finał to także sieć drobnych gestów rozpięta nad całym miastem.
Rozmowa pokazała również mniej widoczną stronę finału: logistykę i czas pracy sztabu. Jak mówiła rzeczniczka, wolontariusze odbierają puszki bardzo wcześnie.
– „Nasz sztab zaczyna swoją pracę o 6 rano… są kolejki już wtedy przed sztabem” – relacjonowała.
Potem kwestowanie trwa do wieczora, bo puszki trzeba rozliczyć.
A jak wygląda finał dla osób koordynujących działania?
– „Ja zawsze się śmieję, iż to jest najdłuższa doba w roku i ona się zaczyna pewnie już piątek, sobota i trwa do… takiej 3-4 w poniedziałek” – przyznała.
Dopiero wtedy, jak dodała, „odsypiamy w poniedziałek wszyscy”.
Na zakończenie Piotr Szulc zachęcał poznaniaków, by licznie wyszli na ulice i wsparli zbiórkę. Gościni programu podsumowała krótko i w duchu WOŚP: – „Zapraszamy”.






