Nasi sąsiedzi postanowili udowodnić, kto tu rządzi na klatce – i to zupełnie bez powodu!

newsempire24.com 7 godzin temu

Sąsiedzi postanowili nam pokazać, kto tu rządzi zupełnie bez powodu.

To działo się pięć lat temu. Z mężem mieliśmy wtedy już dwójkę dzieci, a cała nasza rodzina gnieździła się w niewielkim, jednoosobowym pokoju. Nic dziwnego, iż pilnie potrzebowaliśmy większej przestrzeni. Jednak na tamtym etapie rozmowy o przeprowadzce były tylko marzeniami.

Gdy dowiedzieliśmy się, iż niebawem pojawi się nasze trzecie dziecko, musieliśmy działać. Jedyna realna opcja, by zyskać większe mieszkanie, to była sprzedaż naszego aktualnego lokum i dołożenie pieniędzy, aby kupić trzypokojowe mieszkanie, choćby na obrzeżach Warszawy.

Tak właśnie zrobiliśmy. Sprzedaliśmy nasze mieszkanie i w końcu kupiliśmy upragnione trzypokojowe w starej kamienicy. Nowe mieszkanie było wyremontowane, wystarczyło tylko je umeblować.

Byliśmy naprawdę szczęśliwi. Jednak sielankę przerwał konflikt z sąsiadami z wyższych pięter, którzy połączyli siły i uznali, iż muszą nam udowodnić, kto tu jest gospodarzem.

Nieustannie zgłaszali do nas pretensje i pisali zażalenia.

Dlaczego drzwi do klatki schodowej były tak długo otwarte?
Nosiliśmy meble i dziecięce rzeczy, musieliśmy je po prostu przez chwilę zostawić otwarte.
Dlaczego parkujesz samochód pod moimi oknami?
Parkuję pod własnymi oknami, bo mieszkam na pierwszym piętrze. Twoje okna są wyżej, nie mam na to wpływu.

Najbardziej wytrąciła mnie z równowagi kolejna uwaga:
Twoje dzieci po powrocie z przedszkola biegają jak oszalałe i puszczasz im bajki nie mogę tego znieść!
Jak dzieci mogą ci przeszkadzać, skoro mieszkasz piętro wyżej nad nami?

Ostatecznie, czarę goryczy przelała sytuacja, gdy sąsiadki postanowiły podnieść awanturę z moją ciężarną żoną, która miała rodzić za miesiąc.
Przyszły w południe, podczas mojej nieobecności, i zaczęły krzyczeć i narzekać.

Przyszłyśmy w sprawie poważnej rozmowy.
O co chodzi?
Twój mąż, wychodząc na papierosa, wpuścił do domu obcego faceta. On chodził od drzwi do drzwi i oferował dorabianie kluczy do domofonu.
Mój mąż nie pali! (Naprawdę nigdy nie paliłem). Dodały jeszcze, iż jeżeli ten facet dorobi klucze, będzie mógł swobodnie wchodzić do kamienicy.

Gdy wróciłem i dowiedziałem się, co się stało, poszedłem do sąsiadów i jasno im wyłożyłem, żeby się uspokoili i przestali się do nas czepiać.

Od tej pory nasze relacje z sąsiadami nieco się poprawiły, choć już nie mówimy sobie dzień dobry.

Idź do oryginalnego materiału