"Najgorsza klasa" to nie zawsze wyzwanie dla nauczyciela
Praca nauczyciela w szkole to jedna z najtrudniejszych i najbardziej niedocenianych profesji. Pedagodzy często mierzą się z krytyką społeczną – zarzuca im się roszczeniowe podejście (m.in. w kontekście walki o wyższe pensje) oraz nadmierną liczbę dni wolnych od pracy.
Tymczasem ich codzienność nie należy do najłatwiejszych. To nie tylko hałas na korytarzach, ogromna odpowiedzialność społeczna czy sterty dokumentacji wypełnianej po godzinach. To także praca z dziećmi i młodzieżą, które nie zawsze mają gotowość, by słuchać i współpracować.
O tym, iż szkolna rzeczywistość nie składa się wyłącznie z trudnych doświadczeń, ciekawie opowiedział Paweł Grabias, nauczyciel języka angielskiego oraz twórca cyfrowy, który w mediach społecznościowych publikuje na koncie @rockyourenglish.
W jednym z ostatnich wpisów anglista wyjaśnił, dlaczego praca z "najtrudniejszymi klasami" wcale nie musi być dla pedagoga karą.
W dalszej części wpisu opowiada o tym, jak wiele satysfakcji dawało mu dmuchanie uczniom w skrzydła – tym, którzy sami zaczęli wierzyć, iż są "najgorszą klasą". Opisał dumę, jaką odczuwał, gdy udawało mu się do nich dotrzeć i czegoś ich nauczyć. Nagle okazywało się, iż problem nie tkwi w uczniach, ale w etykietach i uprzedzeniach dorosłych.
Czasami wystarczy tylko uwierzyć w siły uczniów
Z perspektywy osoby, która nie pracuje w szkole, przydzielenie trudnej klasy może wyglądać jak forma kary. Czasem jest to po prostu decyzja dyrekcji, wynikająca z braków kadrowych i konieczności organizacyjnych. Jednak w tej historii jest coś więcej – przypomina ona fabułę filmu, w którym młody, zaangażowany nauczyciel wierzy w uczniów skreślonych już przez innych.
Bardzo często brak chęci do współpracy, słabe oceny czy nieodpowiednie zachowanie są po prostu wołaniem o uwagę i o wiarę ze strony dorosłych. Uczniowie, którzy słyszą, iż "z nimi się nie da", zaczynają tę narrację powtarzać. A przecież szkoła powinna być miejscem, w którym młody człowiek dostaje nie tylko wiedzę, ale też szansę na zmianę swojego zachowania.
Być może właśnie dlatego historie takie jak ta pokazują, iż największym narzędziem nauczyciela nie jest podręcznik ani system oceniania, ale relacja. Czasem wystarczy jeden dorosły, który spojrzy na klasę bez uprzedzeń i zamiast powielać opinię z pokoju nauczycielskiego, spróbuje inaczej spojrzeć na swoich uczniów. I to często wystarcza, by "najgorsza klasa" stała się po prostu klasą, która wreszcie ktoś potraktował poważnie.







