REKLAMA
Zobacz wideo
Marcin Józefaciuk: Nauczyciele nie tylko chcą pieniędzy, oni chcą godnych warunków pracy
Nauczyciele o swojej pracy. "Nie narzekam"Praca pracy nierówna, a, jak się okazuje, widać to przede wszystkim w szkole. Nauczyciele dostają tę samą pensję, jednak wkład ich pracę bardzo się różni. W tej sprawie głos zabrało kilku pedagogów."Jestem nauczycielem z 25-letnim stażem pracy. Przeżyłem wielu ministrów i wiele reform, ale nikt do tej pory nie podjął rzetelnej analizy rzeczywistego czasu pracy poszczególnych grup nauczycieli. Trudno się zgodzić, iż wszyscy pracują w porównywalny sposób. Wielu nauczycieli tzw. przedmiotów trudnych prowadzi zajęcia wymagające intensywnego przygotowania, stałej koncentracji i odpowiedzialności za rozwój uczniów. Tymczasem w praktyce szkolnej widać ogromne różnice w rzeczywistym nakładzie pracy między przedmiotami" - zaznacza w liście do redakcji eDziecka pan Piotr, który dodaje, iż w jego ocenie "realia prowadzenia zajęć wychowania fizycznego w wielu szkołach znacząco odbiegają od standardów".Wciąż normą bywają lekcje sprowadzające się do hasła: "macie piłkę i grajcie". Trudno porównywać to z pracą polonisty, matematyka albo nauczyciela przedmiotów zawodowych, który poświęca godziny na przygotowanie zajęć, sprawdzanie prac, analizę postępów uczniów i dokumentację- komentuje nauczyciel. Podobnego zdania jest pani Zuzanna, polonistka. Ona również uważa, iż 40-godzinny tydzień pracy nijak ma się do faktycznego czasu, który poświęca na wykonywanie obowiązków służbowych.
Właśnie wróciłam z konferencji rady pedagogicznej i dyżuru, tzw. konsultacji z rodzicami. Rada rozpoczyna się po lekcjach, o 15:15. Jest godzina 20:39. Na konferencji usłyszałam, nie wiem, który raz w swoim nauczycielskim życiu, iż pracujemy 40 godzin tygodniowo- twierdzi z żalem polonistka z 40-letnim stażem, emerytka, ale wciąż aktywną zawodowo. "Mam dwie klasy czwarte, w ubiegłym roku szkolnym 'wypuściłam' też dwie. W każdym oddziale klasy czwartej mam zawsze 35 uczniów. Właśnie podsumowaliśmy próbną maturę, która była w listopadzie. Jedna z dwóch czwartych ma tzw. rozszerzenie z polskiego, z tej klasy 17 osób pisało maturę rozszerzoną. Zróbmy rachunek: każdy uczeń pisze dwie części matury z polskiego na poziomie podstawowym. To część 1 i 2, czyli test zawierający także pytania otwarte i notatkę syntetyzującą na 60-90 wyrazów, a także część 3 - wypracowanie, które musi zawierać co najmniej 300 słów. Do sprawdzenia ogrom prac, bo do tego trzeba doliczyć jeszcze wypracowania tych z rozszerzenia, które są obowiązkowo dłuższe, muszą zawierać min. 400 wyrazów. Daruję sobie dalsze liczenie. Nie narzekam. Ale włączam się do dyskusji" - kwituje dosadnie nasza czytelniczka. Przepełnione klasy też są problememNa swoje wyznanie zdecydowała się również pani Aneta, nauczycielka matematyki. Zasygnalizowała kolejny problem. Twierdzi, iż trudno pracować w przepełnionej klasie i zająć się odpowiednio każdym uczniem.Też jestem nauczycielem, który ma poczucie niesprawiedliwości. Uczę w liceum matematyki. Co roku przygotowuję swoich uczniów do matury z przedmiotu, który nie należy do najłatwiejszych. Wymaga to przez cztery lata dużych nakładów pracy ze strony nauczyciela. Najbardziej jednak boli mnie liczba osób w klasach. Poloniści i matematycy przygotowują całe klasy do matury, a uczą w klasach powyżej 30 osób (anglista ma tych uczniów połowę, bo pracuje z podziałem na grupy). W tym roku mam dwie klasy maturalne. Każda liczy 36 osób i pozostało grupa rozszerzona, czyli 32 osoby. W młodszych klasach też zwykle mam powyżej 34 osób- sygnalizuje w swoim liście do naszej redakcji pani Aneta. "Poloniści i matematycy powinni mieć przynajmniej dodatek za pracę w szczególnych warunkach" - dodaje.A Ty? Co sądzisz o sytuacji zawodowej nauczycieli w Polsce? Daj znać w komentarzu lub napisz w wiadomości do redakcji: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.













