Nauczycielka, której się chce. Zdobyła sprzęt sportowy dla dzieci. "Wysiłek całej wsi nie poszedł na marne"

gazeta.pl 2 miesięcy temu
Sala gimnastyczna przedstawiała żałosny widok, a sprzętu sportowego prawie nie było. Do czasu, gdy w szkole pojawiła się pani Marzena - wuefistka z prawdziwego zdarzenia. Zaczarowała lokalną społeczność, zaraziła dzieci i rodziców entuzjazmem. Boisko, które dzięki niej powstało, tętni życiem do dziś, choć ona sama jest już na emeryturze.Marzena Wilson była nauczycielką wychowania fizycznego przez 35 lat. W tym czasie pracowała m.in. w Szkole Podstawowej w Grabinach-Zameczku. To niewielka popegeerowska wieś w województwie pomorskim. Kiedy zaczynała tam pracę, nie miała sprzętu, żeby prowadzić lekcje. No ale nowe piłki do siatkówki lub skakanki nie były przewidziane w budżecie wsi, w której królowały bezrobocie i alkohol. Od tego, w jaki sposób je zdobyła, zaczyna opowieść o swojej pracy.
REKLAMA


Zobacz wideo


Po czym poznać, iż dziecko ma skrócone wędzidełko? Logopedka mówi o "domowym teście"


Nie można kupić, ale można wygraćCo roku mieliśmy środki na zakup 6 piłek do różnych dyscyplin. To było za mało. Dowiedziałam się, iż Szkolny Związek Sportowy organizuje dwa konkursy rangi wojewódzkiej, w których dla zwycięskich szkół były przewidziane pamiątkowe puchary i nagrody rzeczowe - po 8 piłek z różnych dyscyplin sportu.Nauczycielka podjęła decyzję, iż musi zdobyć te piłki dla swoich uczniów. A w zasadzie pomóc dzieciom samodzielnie je zdobyć. Wiedziałam, iż przy zaangażowaniu uczniów, rodziców i wszystkich pracowników szkoły, możemy odnieść sukces w tych konkursach. I tak się stało. Nasza szkoła co roku brała w nich udział, pozyskaliśmy w ten sposób ok. 30 piłek dobrej klasy. No i oczywiście miejsca od II do IV w różnych konkurencjach.Piłki, to nie wszystko, co było potrzebne Razem z mieszkańcami wsi zbudowaliśmy trawiaste boisko do piłki nożnej, odmalowaliśmy salę gimnastyczną i polakierowaliśmy parkiet. Były potrzebne woreczki gimnastyczne, więc je uszyliśmy. Ja zorganizowałam groch i materiał, szyć pomagały mi koleżanka i mama jednego z uczniów.Skakanki zrobiłam sama z zakupionego przez szkołę sznurka żeglarskiego. Są kolorowe i bardzo trwałe. Okładziny rakietek tenisowych, które były już w opłakanym stanie naprawiłam z pomocą rodziców uczniów, sama łatałam przebite piłki nożne. Szczególnie dumna byłam z materaca gimnastycznego. Uszyliśmy go z porofleksu [powlekana tkanina skóropodobna - przyp. red.], kosztowało nas to 1/3 ceny, którą musielibyśmy zapłacić w hurtowni.Nauczycielka, której się chcePani Marzena przez całą swoją karierę zawodową była tym nauczycielem, "któremu zależy", "któremu się chce". Pracowała tak, żeby uczniowie z utęsknieniem czekali na każdą jej lekcję, żeby czuli, iż chce im pomóc, iż docenia ich starania i postępy.Żeby tych, którzy lubią WF było jak najwięcej, napisałam autorski program nauki pływania dla klas I-VI szkoły podstawowej. Dlaczego akurat pływanie? Po pierwsze dzieciaki uwielbiają wodę, a po drugie, zajęcia te wyrównują szanse uczniów mniej sprawnych, z tymi bardziej sprawnymi. Woda to środowisko bardzo przyjazne dla dzieci z nadwagą lub tych otyłych. Usprawniając ich, pomagam im doświadczyć sukcesu. A każdy, kto poczuł smak endorfin wydzielanych podczas ćwiczeń fizycznych, będzie chętniej uczestniczył w takich zajęciach. Wuefistka zawsze była zdania, iż to zadaniem szkoły, szczególnie tej Grabinach-Zameczku, jest pokazanie dzieciom i ich rodzicom, jak można aktywnie spędzać czas i wypoczywać. Że aktywność fizyczna, a nie alkohol, może być źródłem przyjemności. I iż bezrobocie nie musi być dziedziczne.


Uczniowie nie byli wyśmiewaniLekcje pani Marzeny podporządkowane były naczelne zasadzie. Żadnego wyśmiewania, złośliwych uwag. Zajęcia były dla wszystkich - tych bardziej i tych mnie sprawnych i każdy, niezależnie od poziomu wytrenowania, miał się czuć bezpiecznie. Kto nie dawał sobie rady z jednym ćwiczeniem, dostawał inne, dostosowane do swojego poziomu. Ci, którzy w trakcie gry w siatkówkę mieli problemy z zagrywką z adekwatnej odległości, zagrywali z bliższej. Sprawniejsi uczniowie to akceptowali, a choćby ich dopingowali. Dobrze się to także sprawdzało podczas biegów na dłuższe dystanse. Mówiłam uczniom, iż mają przebiec minimum trzy okrążenia boiska, ale ci, którzy chcieli, mogli przebiec choćby sześć. Nikt nie pytał, dlaczego ktoś już nie biegał, a inny pokonywał większe dystanse. Ten drugi z reguły był szczęśliwy, iż mógł jeszcze pobiegać i nikt mu tego nie zabraniał, jak to przeważnie bywało na przerwach.


Marzena Wilson archiwum prywatne


Odeszła na emeryturę, ale boisko i sprzęt zostałyI chociaż Marzena Wilson jest już na emeryturze, lubi mówić, iż wysiłek całej wsi nie poszedł na marne. Zbudowane z jej inicjatywy boisko tętni życiem, w godzinach popołudniowych jest dostępne dla dzieci i młodzieży. Mogą korzystać z niego bez ograniczeń. Trawa jest systematycznie ścinana, widziałam, iż założono nowe siatki i rozbudowano plac zabaw. Cieszy mnie to... Być może sportowe osiągnięcia naszej szkoły nie były jakieś oszałamiające, ale zawsze byłam niezwykle dumna z moich uczniów i uczennic. Zawsze też zachęcałam innych nauczycieli, żeby podejmowali działania wykraczające poza ich codzienne obowiązki. Któż, jak nie my, nauczyciele, wskaże adekwatne postawy życiowe naszym wychowankom?Ponad 35 proc. ośmiolatków w Polsce ma nadwagę. W innych grupach wiekowych wcale nie jest lepiej. Chyba nikt nie ma wątpliwości, iż potrzebujemy dobrych zajęć wychowania fizycznego, a żeby to osiągnąć - także dobrych i zaangażowanych nauczycieli. Bo WF to nie tylko rzucenie piłki grupce dzieciaków na 45 min, to nie pusta godzina do siedzenia w telefonie albo odrobienia pracy domowej. To przedmiot, który - ma to w swojej nazwie - wychowuje. A żeby kogoś wychować, potrzebny jest ktoś drugi, kto wie, jak to zrobić.


A ty? Spotkałeś się w czasie swojej edukacji z wyjątkowym nauczycielem, którego wspominasz po latach? Daj znać w komentarzu lub opowiedz nam o tym w wiadomości: ewa.rabek@grupagazeta.pl.
Idź do oryginalnego materiału