Nie chcę być matką! Chcę wyjść z domu! te słowa mojej córki Marioli pamiętam do dziś.
Wszystko zaczęło się dawno temu, gdy Mariola jeszcze była nastolatką. Miała wtedy zaledwie 15 lat, kiedy dowiedzieliśmy się z mężem, Stanisławem, iż nosi pod sercem dziecko. Przez kilka miesięcy ukrywała ciążę, była cicha, zamknięta w sobie, aż pewnego dnia, w piątym miesiącu, nie dało się już nic ukryć.
Nie było mowy o przerywaniu ciąży wychowano nas w tradycyjnych, polskich wartościach. Baliśmy się, co ludzie powiedzą, ale ważniejsze było dla nas dobro naszego dziecka i nienarodzonego wnuka.
Nigdy nie poznaliśmy ojca chłopca. Mariola niezgrabnie tłumaczyła, iż widywali się z chłopakiem może trzy miesiące, a później kontakt się urwał. choćby nie wiedziała dokładnie, ile miał lat może siedemnaście, a może osiemnaście, no, może dziewiętnaście powtarzała z zakłopotaniem.
Dla nas, rodziców, była to ogromna próba. Mariola przez długi czas przekonywała, iż pragnie zostać matką, iż chce tego dziecka, choć wyraźnie widziałam, iż nie rozumiała, z czym się to wiąże.
Po czterech miesiącach urodziła zdrowego, silnego chłopca naszego wnuka, Bartka. Poród był trudny, wracała do sił przez kilka miesięcy. Zrezygnowałam wtedy z pracy, by móc jej pomóc. Opiekowałam się i nią, i Bartkiem. Mariola była jak cień, nie interesowała się synem, kładła się spać wcześnie, a w dzień praktycznie nie zbliżała się do kołyski. Zrobiłam, co tylko mogłam prosiłam, tłumaczyłam, czasem choćby krzyczałam, żeby się obudziła i pomogła.
W końcu powiedziała prosto z mostu:
Widzę, iż go kochasz. To weź go, zaadoptuj! Ja mogę być dla niego starszą siostrą. Nie chcę być matką, chcę wychodzić z dziewczynami na spacer, chodzić na potańcówki! Chcę żyć!
Byłam przekonana, iż to może depresja poporodowa, ale lekarz uznał, iż Mariola po prostu nie czuje więzi z własnym dzieckiem. Z Stanisławem postanowiliśmy więc, iż uregulujemy sprawy prawne i przejęliśmy oficjalnie opiekę nad Bartkiem. Nasza córka całkowicie się oddaliła jej życie kręciło się wokół spotkań z przyjaciółkami, wychodziła nocami, wracała skoro świt, choćby nie spojrzała na syna.
Tak egzystowaliśmy przez kilka lat. Myśleliśmy już, iż nic się nie zmieni, iż tak już będzie zawsze. Bartek rósł, a my z czasem przestaliśmy zamartwiać się przyszłością Marioli skupiliśmy się na wnuku. W ciągu dwóch lat Bartek bardzo się zmienił. Stał się rezolutnym, wesołym chłopcem; dużo się śmiał, z każdym tygodniem był coraz bardziej interesujący świata.
Z czasem zauważyliśmy, iż coś się w Marioli zmienia. Zaczęła wracać do domu na czas, zauważała synka, coraz częściej podchodziła do Bartka, kiedy ten z euforią biegł się do niej przytulić. Najpierw nieśmiało, potem coraz pewniej, Mariola zaczęła spędzać z nim wspólne popołudnia bawili się, śmiali, rozmawiali. Bartek cieszył się z każdej chwili we dwoje, a my patrzyliśmy na to z łezką w oku. Mariola odzyskała spokój, stała się prawdziwą matką. Dziś nie wyobraża sobie życia bez synka.
Jak ja się cieszę, iż mam Bartka! powtarza często, całując go i przytulając do siebie mocno. Jest największym skarbem w moim życiu! Nigdy nie oddam go nikomu!
Teraz nasz dom w Krakowie wypełnia śmiech i spokój. Jesteśmy z mężem szczęśliwi, iż wszystko w końcu ułożyło się najlepiej, jak tylko mogło.





