Nie dzwoń więcej! Po co tracić czas na coś, czego nie chcesz? Już dawno zrozumiałam, iż ani ty, ani twoje dzieci nie dbacie o to, czy babcia jeszcze żyje i jak się czuje!

polregion.pl 18 godzin temu

Nie odzywaj się do mnie więcej! Po co tracić czas na coś, co cię nie interesuje? Już dawno zrozumiałam, iż ani ty, ani twoje córki nie dbacie o to, czy staruszka jeszcze oddycha!

Moje studia skończyły się równocześnie z dwoma ważnymi momentami ślubem z Witoldem i pierwszą posadą w korporacji. Zostałam kierownikiem, a po latach poszłam na macierzyński, rodząc cudowną dziewczynkę Kasię. Wyrosła na bystrą kobietę, więc razem z mężem nie żałowaliśmy grosza na jej edukację na Uniwersytecie Warszawskim. Gdy skończyła studia, Witold załatwił jej pracę w dobrej firmie.

Rok później poznaliśmy jej narzeczonego, a niedługo potem wzięli ślub i na świat przyszły bliźniaczki Zosia i Hania.

Miały osiem lat, gdy ich dziadek odszedł. To była rana, która nigdy się nie zagoiła. Kasia zdawała sobie sprawę z mojego bólu dzwoniła codziennie po pracy, opowiadała o swoim dniu, a ja dzieliłam się swoimi smutkami.

Ale z czasem córka stała się coraz bardziej pochłonięta swoim życiem. Gdy ja dzwoniłam, zawsze była „w biegu” albo gotowała, albo zbierała dzieci ze szkoły. W końcu ograniczyła kontakty do krótkich rozmów raz na tydzień, ledwie udając zainteresowanie. Pewnego dnia nie wytrzymałam. Kiedy znów odebrała, zrzucając talerze w tle, wybuchnęłam:

jeżeli nie masz czasu dla matki, to po co w ogóle odbierasz? Lepiej się nie odzywaj!

Przeprosiłam później za te słowa, a ona na chwilę się poprawiła. Ale niedługo znowu było tylko: *”Mamo, nie teraz, zaraz wychodzimy”*.

Ból w piersi rósł z każdym dniem. Przestałam jeść, spać. Aż w końcu tydzień ciszy. Żadnego odzewu na moje telefony. Gdy w końcu zadzwoniła, krzyknęłam przez łzy:

Koniec! Nie potrzebuję twoich łaskawych minut między praniem a zakupami! Wiem, iż jestem wam potrzebna tylko przy okazji świąt, gdy paczka z pierogami ma wartość!

Odpowiedziała zimno: *”Skoro tak myślisz, to nie ma o czym mówić”*. W gardle ścisnęło mi się tak, iż świat zawirował. Ocknęłam się na szpitalnym łóżku.

Pielęgniarka, słuchając mojej historii, pokiwała głową z politowaniem:

Proszę pani, my, młodzi, ledwie zipiemy między pracą, dziećmi a rachunkami. Czasem choćby obiad jemy w biegu. Niech pani znajdzie sobie hobby haft, ogródek, cokolwiek. Wtedy nie będzie pani liczyć godzin do następnego telefonu.

I miała rację. Gdy zajęłam się malarstwem, przestałam patrzeć na telefon. A gdy Kasia dzwoniła teraz już nie z poczucia obowiązku, ale z tęsknoty uśmiech sama cisnął mi się na usta.

Idź do oryginalnego materiału