25 listopada 2025 r.
Dziś znowu myślę o przeszłości, a pióro nie chce przestać drżeć.
Jadzia? Po co jej pan? Niech leci do domu dziecka.
Ciocia Małgorzata, szkoda jej, powiedziała Olga.
Szkoda? To weź ją, jeżeli tak dobroć w tobie drzemie, wyskakiwała Marzena, zapinając szary warkocz i przyciskując fartuch. Idź, mam robotę: gotować, bo zaraz wróci mąż z budowy, a wnuki przyjdą z zajęć. Moje garnki już puste, a gości mam pod dostatkiem!
Widzę. Mam też trójkę własnych dzieci, więc co mam zrobić z Jadzią?
No i po co ten dialog? podsumowała Marzena, wypuszczając siostrzenicę na korytarz. W domu dziecka jej miejsce, tam przynajmniej nie będzie pijańskim schronieniem.
***
Jadzia, o której rozmawiały jej krewni, Marzena i Olga, straciła rodziców już w najwcześniejszym dzieciństwie, a później także dziadków, którzy opiekowali się nią do szóstego roku życia. Dokładniej mówiąc, sąd odebrał jej rodziców.
Moja mama zaczęła pić już w szkole, opowiadała teraz trzydziestoletnia Jadzia swojej przyjaciółce Zuzannie. Dziadkowie, jej rodzice, obwiniali się, bo rozpieszczali córkę, pozwalając na wszystko. Nie chciała się uczyć, dostawała same piątki. Po dziewiątej klasie urodziła mnie z takiego samego miłośnika alkoholu, osiemnastoletniego chłopaka, Szymona.
To straszne westchnęła Zuzanna, zaskoczona taką szczerością. Jadzia nigdy wcześniej nie wspominała o swoim dzieciństwie.
Wychowali mnie dziadkowie ze strony matki. Po stronie ojca było cicho alkokolicy w rodzinie sięgają kilku pokoleń. To dynastyka pijaków. Wiem, iż to przeraża, ale ja w tym żyłam, przyznała Jadzia.
Zuzanna poczuła dreszcz.
Co stało się z dziadkami? Dlaczego zmarli tak wcześnie? zapytała.
Dziadek miał problemy z sercem, a babcia nie mogła bez niego żyć. Po roku po nim odszedła, poważnie chora. Moja mama była ich jedynym, spóźnialskim, bardzo pożądanym dzieckiem, więc rozpieszczali ją, ale i tak odszedli, wyczerpawszy ich nerwy. westchnęła Jadzia.
Co potem z tobą? zapytała cicho Zuzanna.
Odesłano mnie do domu dziecka. Krewni odmówili przyjęcia, a potem dowiedziałam się, iż wszyscy się odwrócili. Co do ojca Jadzia przerwała, wpatrzona w podłogę.
Co się stało z ojcem? dopytała Zuzanna.
Trzy lata spędziłam w domu dziecka. Strasznie było, płakałam codziennie. Potem poszła mnie szkołainternat, ale nie miałam żadnego przygotowania. Wszyscy byli tak samo biedni, ale ja byłam najgorsza. Pamiętam, jak nauczycielka matematyki wykrzyknęła na mnie, iż dzieci pijących rodziców są po prostu głupie, iż tak się rodzą i tak umrą To bolało. Okazało się, iż mój ojciec, Szymon, nie zapomniał o mnie. Trzy lata poświęcił na odzyskanie praw rodzicielskich uśmiechnęłam się lekko.
Naprawdę mu zależało? zdziwiona Zuzanna.
Wyobraź sobie, iż tak!
Szymon, po raz pierwszy od lat, rzucił alkohol. Stało się to nagle, gdy właśnie miał już półrozpadły dom w małej wiosce pod Krakowem. Jego matka zmarła w trakcie awantury pod wpływem wódki. Pewnego poranka, po kolejnej nocnej hulacji, zobaczył w szaleńczym półśnie swoją zmarłą matkę, która zerwawszy się w gniewie, zażądała od niego, iż nigdy nie wybaczy mu tego, co jej uczynił, i groziła, iż położy kres jego życiu, bo wątroba już nie wytrzymała.
Spotkamy się wkrótce! A ja ci się pomszczę, synu, ryknęła w śnie matka, wyglądając niczym czarna czarownica w podartych szatach.
Szymon nagle otworzył oczy, podskoczył z łóżka i świat przed nim zakręcił. Potrząsnął się, próbując wyrzucić z umysłu przerażającą wizję. I krzyknął:
Jadzia! Jadzia! Mam powód, by żyć! Ty, stara wiedźmo, to przez ciebie zacząłem pić! Pamiętam, jak w dwunastu lat podałaś mi alkohol Zgubiłaś niewinną duszę dziecka
Zalał się łzami, które pachniały alkoholem. Po chwili, pełen gniewu, postanowił zerwać z nałogiem. Przyjaciele szydzili, próbowali go wciągnąć z powrotem, ale on miał plan.
Mam dopiero dwadzieścia pięć lat! Przed mną całe życie! Wyleczę się i przyprowadzę Jadzię do domu! wołał, wypychał ludzi z domu.
Znalazł pracę na nowoczesnym magazynie przy drodze krajowej, zgromadził oszczędności i odnowił zniszczony domek. Zgromadził wszystkie dokumenty i wytoczył sprawę w sądzie o odzyskanie praw rodzicielskich. Potem poszedł do Niny, swojej byłej ukochanej, i zaproponował, by razem wychowywali córkę, ale ona odrzuciła go, mówiąc, iż nie ma zamiaru zmieniać swojego życia w nieustannym upojeniu.
Kiedy ojciec przyjechał po mnie, nie mogłam uwierzyć w szczęście, wspominała Jadzia, łzy lśniły w oczach. Myślałam, iż będę w domu dziecka, jak w więzieniu, do końca dni
Biedna dziewczynka! powiedziała Zuzanna, łzy spływając po policzkach.
Od tego dnia wszystko się odmieniło. Ojciec bardzo się starał, a opiekunowie regularnie nas odwiedzali, choć trudno im było coś przyznać. Bałam się surowych ciotek i myślałam, iż znów wrócę do domu dziecka. Teraz jednak podziwiam ojca był młody, prosty, bez wykształcenia i wsparcia rodziców, a jednak przełamał los.
Gdy Jadzia była w dziewiątej klasie, Szymon postanowił kupić mieszkanie w mieście i zostawić wioskę, w której wspomnienia ciągle krążyły. Chciał, by córka skończyła jedenaście klas, poszła na studia i znalazła dobrą pracę. Sprzedał więc dom w wiosce, który już nie był tak rozpadający się, i przysporzył trochę złotych, pracując na dużym magazynie niedaleko ich miejscowości. Ten magazyn niedawno otwarto i zapewnił zatrudnienie wielu mieszkańcom.
Nina, matka Jadzi, przez cały czas piła i latała z kolejno nowymi kochankami. Jadzia wstydziła się jej. Często bała się wyjść z domu, bo mogła spotkać matkę, którą cicho nienawidziła.
W końcu zamieszkali w mieszkaniu jednopokojowym w Krakowie. Szymon podzielił przestrzeń tak, iż każdy miał własną część. Żyli lepiej niż wcześniej. Jadzia poszła do dziesiątej klasy do nowej szkoły, gdzie nikt nie znał jej historii ani matki, której już nie było człowiekiem, a która spędzała godziny w brudnych kałużach, prosząc o pieniądze na alkohol.
Skąd brała pieniądze? pytała Zuzanna, rozkładając ręce. Czułam wstyd, jakby to była moja wina.
To twoja sprawa? odpowiedziała Jadzia, wzdychając. To było obrzydliwe.
W wieku dwudziestu pięciu lat Jadzia straciła ojca.
Pewnie konsekwencje dawnych nadużyć wciąż były, mówiła Zuzannie. Lekarz mówił o sercu, nie zrozumiałam. Wszystko stało się nagle, zostałam sama.
Przykro mi, wyszeptała Zuzanna. Dlaczego nigdy nie mówiłaś o tym wcześniej?
Bo mieli mnie dość. odpowiedziała Jadzia. Dzwonią, piszą, blokowałam ich, a oni wracają z nowych numerów.
Kto to? dopytała Zuzanna.
Krewni ze strony matki, której nie jestem matką. Olga, jej mąż, ciotka Małgorzata, jej córka wielu, machnęła ręką Jadzia.
Co chcą? zapytała. Jadzia milczała chwilę, po czym cicho wyznała:
Miesiąc temu matka zmarła na udar. Leży, tylko oczy poruszają się bezwładnie. Nie może nic zrobić.
Skąd o tym wiesz? zdziwiła się Zuzanna.
Utrzymywałam kontakt z Olgą i ciotką Małgorzatą od czasów babci. Mieszkaliśmy w małej wiosce, kiedy wróciłam od ojca, przyjeżdżali z prezentami, pytali o życie. Po pogrzebie ojca też przyjechali i pomogli trochę pieniędzmi. Teraz ich matka leży w ich rękach, chora, nikt nie chce się nią opiekować, i oni chcą ją wymusić na mnie.
To straszne! Ale ona nie jest twoją matką! Nie ma praw rodzicielskich! Niech idą w cholerę! wściekła się Zuzanna.
Nie odchodzą! Nękają mnie telefonami, wideo, na którym leży bezradna, oczy kręcą się Przerażające. Nie mogłam spać całą noc, przed oczami jej zdeformowana twarz.
Nie patrz na te nagrania! Usuń je! Zablokuj ich wszystkich! krzyczała Zuzanna.
Myślę, iż przeprowadzę się. Szukam mieszkania w sąsiednim mieście, nie dam im adresu, zmienię numer telefonu. Do pracy mogę dojeżdżać pociągiem, powiedziała Jadzia cicho.
Jesteś silna, damy radę, dodała Zuzanna, przytulając przyjaciółkę. Będę tęsknić.
Będę blisko, uśmiechnęła się Jadzia, choć wciąż czuła odrazę od całej tej sytuacji. Oni szukają litości, a ja chcę oddać wszystko ojcu, by był żywy i godny podziwu. Ona to nie człowiek, to zwierzę. Nie jest moją matką.
***
Rano, przed świtem, stałam na peronie kolejki podmiejskiej, czekając na pociąg do pracy. Zmieniłam mieszkanie, jak planowałam, i wszystko poszło szybko. Jednopokojowe w Krakowie, choć nie podzielone jak kiedyś, wydaje się ogromne.
Nowe miejsce podoba mi się. Najważniejsze w końcu uwolniłam się od przeszłości, która nie chciała mnie puścić. Czasem myślę o matce, czy żyje? Odrzucam te myśli, bo wiem, iż choćby najdrobniejsze zmartwienie nie jest jej warte.
Nie mam już kontaktu z ciotką Małgorzatą ani Olgą. Nie wiem, co stało się z współczującymi krewnymi, którzy niedawno po utracie ze mną kontaktu połączyli siły i umieścili Ninę w państwowym internacie, gdzie leży na szpitalnym łóżku, mając mnóstwo czasu, by rozmyślać o życiu.










