Nie maluje życia samotność

newsempire24.com 9 godzin temu

Aniu, idź dziś do klubu, muszę z tobą pogadać rzucił Zbigniew, gdy wyszła ze sklepu, po czym pośpieszył w swoją stronę.

Anna spojrzała mu w oczy i skinęła głową, ale Zbigniew już zniknął za rogiem.

Ten Zbigniew jest taki dziwny, zawsze patrzy na mnie poważnie. Może dlatego, iż jest ode mnie o sześć lat starszy myślała, krocząc wąską wiejską ścieżką ku domowi.

Wieczorem w klubie już się pojawiła, choć nie do końca wiedziała, o co mu chodzi. Weronika nieustannie krążyła przy Zbigniewie, nie pozwalając innym dziewczynom się do niego zbliżyć. W całej wsi wszyscy wiedzieli, iż Weronika nie daje Zbigniewowi wolnego pola i przykleja się do niego jak przyklejona. Anna widziała, jak Zbigniew unikał Weroniki, gdy ta zapraszała go do tańca.

Weronika, daj spokój słyszała, jak mówiła Anna, a Weronika tylko się śmiała.

Nie uciekniesz, zakochasz się i wyjdziesz za mąż, i tak będziesz moja nuciła Weronika.

Gdyby to powiedział jakiś chłopak, od razu bym go pominęła, wstyd myślała Anna.

W klubie serce jej szybowało. Miała dziewiętnaście lat, przed nią całe życie, marzyła o dobrym, kochającym mężu i dwójce dzieci.

Zbigniew jest fajnym facetem, choć starszy o sześć lat, ale kiedy patrzy, czuję dreszcz po plecach rozmyślała, patrząc w lustrze na nowe sukienki, które jej bardzo pasowały. Trzykrotnie odprowadził mnie do domu, zawsze skromny, nigdy nie wziął mnie za rękę, w przeciwieństwie do niektórych, co od razu chcą przytulić.

W klubie już było tłoczno. Gdy Anna weszła, od razu spotkała wzrok Zbigniewa, który czekał na nią i rzucił się w jej stronę. Rozejrzała się za Weroniką, ale jej nie zobaczyła pewnie przyjdzie później.

Cześć, Aniu przywitał się Zbigniew i poprowadził ją na środku sali, gdzie zaczęli tańczyć przy piosence Moja jasna gwiazda.

Zanim jeszcze zdążyła się rozejrzeć, już wirują razem. Zbigniew był jak zawsze poważny, ale od czasu do czasu pojawiała się uśmiechnięta kreska na jego ustach. Bliskość ich była zaskakująca, trzymał ją mocno za talię. Tańczyli dalej, gdy w klubie pojawiła się Weronika, rzucając złośliwe spojrzenie na parę, a Zbigniew nie przestawał zapraszać Annę do kolejnych tańców.

Nagle Zbigniew zaproponował:

Aniu, chodźmy na spacer.

Chodźmy zgodziła się i oboje wymknęli się z klubu, zostawiając Weronikę na parkiecie.

Poza wsią panował spokój, słychać było jedynie śpiew świerszczy, a z rzeki nadciągał chłodny powiew. Gdzieś w oddali unosiła się mgła, a wonie łąk otaczały ich. Zbigniew przystanął i powiedział:

Aniu, nie będę krążyć wokół wyjdź za mnie za mąż.

Anna zatrzymała się, nie spodziewając się takiego pytania, myśląc, iż może wyzna miłość.

Co się dzieje, milczysz? dopytał Zbigniew.

Och, Zbigniew, nie spodziewałam się ale się zgadzam odpowiedziała, śmiejąc się cicho, po czym on objął ją i pocałował.

Ślub był radosny, poślubili się z miłości i byli szczęśliwi. Po weselu Anna wprowadziła się do domu Zbigniewa, zamieszkała razem z jego rodzicami. gwałtownie przyzwyczaiła się do nowej rodziny; teściówka przyjęła ją z ciepłem. Choć słyszała straszne historie o teściowych, jej stosunki były doskonałe.

Anna zawsze słuchała męża, uważając, iż ponieważ jest starszy, powinien kierować rodziną. Zbigniew nie krzywdził żony, wspierał ją w trudnych chwilach. niedługo urodził się syn, a Anna wzięła się za macierzyństwo. Teściowa pomagała przy wnuku, a choćby w nocy podnosiła go, by uspokoić.

Po trzech latach przyszedła córka; dziadkowie rozpieszczali wnuki. Anna nie musiała wiele pracować; jej matka i teściowa często przychodziły z pomocą.

Aniu, zbudujemy dom rzekł kiedyś Zbigniew. Każdy mężczyzna powinien mieć własny dom. Żona się zgodziła i ruszyli w pracę.

Syn miał wtedy pięć lat, córka jeszcze małą, a żona nie mogła się radować. Anna od dawna marzyła o własnym domu, choć kochała żyć razem z teściami. Chciała mieć własną przestrzeń, w której mogłaby robić, co chce.

W własnym domu zrobię wszystko po swojemu, jak mi się podoba, myślała, dzieci będą mieć własne pokoje, my własną sypialnię. Zbigniew spełniał jej życzenia.

W końcu dom stanął, przeprowadzili się, wszyscy cieszyli się. Zbigniew bawił się z dziećmi jak dziecko, a w domu pojawił się mały kociak, którego wszyscy goniły po kątach.

Aniu, może pomyślimy o trzecim dziecku? zapytał Zbigniew. Nie mam nic przeciwko.

Można rozważyć zaśmiała się, szczęśliwa, mamy już miejsce, spójrz na ten piękny dom.

Los miał inne plany. Zbigniew nagle zmarł okazało się, iż miał problem z sercem, którego nie leczył. Rankiem po śniadaniu złapał się za klatkę piersiową, Anna pomogła mu usiąść na kanapie i pobiegła po lekarza. Gdy przyjechał, Zbigniew już nie żył.

Anna była zdruzgotana, nie wiedziała, jak żyć sama z dziećmi w nowym domu.

Muszę żyć i cieszyć się, choć chciałam trzeciego dziecka płakała, nie rozumiejąc, dlaczego dobrzy mężczyźni odchodzą. Zostałam wdową z dwójką dzieci.

Początkowo płakała codziennie, wspominając Zbigniewa, ale musiała iść dalej, podnosić dzieci.

Nie mam już nikogo oprócz dzieci, muszę wytrwać, nie poddawać się przekonywała siebie.

Pracowała na dwóch etatach, żeby dzieci nie brakowało niczego, a rodzina pomagała. Z czasem odzyskała formę. Mężczyźni zaczęli się do niej zbliżać, proponując związki i małżeństwo, ale Anna nie myślała o tym, dopóki jej dzieci nie dorośnieły.

Co jeżeli nowy facet nie zostanie zaakceptowany, nie będzie dla nich ojcem, a może ich skrzywdzi? torowało w jej głowie wiele pytań. Najpierw niech dorosną dzieci, wtedy zobaczę.

Dzieci urosły: syn skończył studia, córka college, oboje założyli własne rodziny, a Anna ma już dwóch wnuków. Ma czterdzieści osiem lat. Weekendy spędzają przybywający dzieci i wnuki. Syn kiedyś powiedział:

Mamo, jesteś wciąż młoda i piękna, nie zostawaj sama, znajdź dobrego faceta i wyjdź za mąż. Nie chcemy, żebyś była samotna.

Synu, myślę o tym, ale nie wiem, czy znajdę kogoś takiego jak Zbigniew. Odrzucam nieodpowiednich, bo niektórzy piją, krzyczą, nie pracują. Mam dom i pracę, które mnie trzymają. Wiesz, iż wszystko się psuje, ale przynajmniej masz moje rękodzieło odpowiedziała.

Sąsiadka przedstawiła Annę swojemu znajomemu, wdowcowi z sąsiedniej wsi Grzegorzowi, znanemu człowiekowi. Przyjechał do niej własnym samochodem, przynosząc przysmaki.

Anna przyjęła go serdecznie, upiekła ciasta, nakryła stół, postawiła butelkę wina, które przyniósł syn z miasta. Sąsiadka zapewniała, iż Grzegorz nie pije, ale on otworzył butelkę i nalał do kieliszków dla siebie i Anny.

Co za wino, Anno, skąd je masz? zapytał, popijając.

Syn przyniósł odparła szczerze, zauważając, iż oczy Grzegorza zaczynają się błyszczeć.

Grzegorz po kilku łykach powiedział:

Słuchaj, Anno, zamieszkajmy razem u mnie. Mój dom jest duży i solidny, a mój już nie zostawię. Spędziłem w nim połowę życia. Sprzedamy ten dom, nie potrzebuję go.

Grzegorzu, mam dzieci, a ten dom należy do nich. To mój ojciec go zbudował protestowała.

No i co? Nie przyjdziesz puste ręce? odpowiedział rozdrażniony.

Anna wstała i rzekła:

Grzegorzu, nie będzie między nami życia. Idź do domu. Jesteśmy zupełnie różni i nie dogadamy się.

Co ty, Anno? Znasz mnie dopiero od dwóch godzin, a już mówisz, iż się nie dogadamy odparł.

Nie potrzebuję już nikogo, wszystko rozumiem wypowiedziała.

Wypchnęła Grzegorza z domu, nie przejmując się, jak wróci do wsi. Zamknęła drzwi na klucz.

W tym domu nie będzie już żadnego mężczyzny. Będę sama. Może i będzie nudno, ale nie potrzebuję mężczyzn rzekła głośno, po czym roześmiała się.

Anno, nie myśl o mężczyznach. Nie znajdziesz takiego jak Zbigniew. Będę żyła sama dla dzieci i wnuków. Samotność nie ozdabia życia, ale z kimkolwiek nie chcę żyć, więc zostaje pytanie samotność czy Życie toczy się dalej.

Idź do oryginalnego materiału