Nie mogę zapomnieć go już dziesięć lat. Jak mam żyć dalej?

newsempire24.com 1 dzień temu

Nie potrafię zapomnieć o nim od dziesięciu lat. Jak mam teraz żyć?

Miałam zaledwie 23 lata, gdy wyjechałam na studia do Stanów Zjednoczonych. Młoda, naiwna, pełna nadziei i marzeń — nie zdawałam sobie sprawy, iż jedno spotkanie może przewrócić całe moje życie do góry nogami i pozostawić ślad, który nie zatarł się do dziś.

Już pierwszego dnia na uczelni los zetknął mnie z Andrzejem. Był starszy ode mnie o dziesięć lat, Polak, opanowany, spokojny — zupełnie nie mój typ. Ale gdy nasze oczy się spotkały, wszyscy inni wokół zniknęli. Przy stoliku siedziało z dwadzieścia osób, ale ja widziałam tylko jego. Coś we mnie zadrżało. Jakbym go znała od zawsze. Jakbym go szukała przez całe życie i w końcu odnalazła.

Zaczęliśmy spotykać się coraz częściej — okazało się, iż mamy wspólnych znajomych. Powoli się zbliżyliśmy, a niedługo zaczęła się nasza historia. Zaczął uczyć się polskiego, ja — włoskiego. To była prawdziwa euforia. W jego ramionach czułam się sobą, a jego głos brzmiał z czułością, którą znałam tylko z filmów. Byłam szczęśliwa. Aż dowiedziałam się, iż jest żonaty. Miał żonę i dziecko w Polsce.

Świat się zawalił w jednej chwili. Chciałam odejść, zerwać wszystko, zapomnieć, ale nie mogłam. Opowiedział, iż planuje się rozwieść — żona go zdradziła, ich relacje wygasły, czeka tylko na odpowiedni moment. Cierpiałam, miotałam się i w końcu wróciłam do Polski. Ale wróciłam złamana.

Przez trzy miesiące nie wychodziłam z domu. Jedyną osobą, z którą rozmawiałam, był Andrzej. Codziennie — godzinami — rozmawialiśmy przez Skype. Nie zostawił mnie samej w tym piekle. Gdy zdecydowałam się wrócić do USA, spotkał mnie na lotnisku z kwiatami i ciepłym posiłkiem, który sam przygotował. Zawsze się troszczył, zawsze pytał, czy mam pieniądze, czy nie zmarzłam, czy jadłam. Był jak starszy brat, a jednocześnie — moja miłość.

Ale niedługo potem wszystko znów się posypało. Żona Andrzeja zdecydowała się nie rozwodzić — dla dobra dziecka. Nie mógł jej opuścić, nie mógł zostawić syna. Szczerze powiedział mi, iż nie mamy przyszłości. Znowu zostałam sama. Po raz drugi złamał mi serce.

Minął rok. Wciąż nie potrafiłam go zapomnieć. Wtedy w moim życiu pojawił się Filip — też Polak, z tego samego miasta co Andrzej. Zaczęliśmy się spotykać, potem zaszłam w ciążę i urodziłam. Nie byliśmy małżeństwem, ale żyliśmy jak rodzina. Z Andrzejem przez cały ten czas przez cały czas się kontaktowałam. Pytał o mnie u wspólnych znajomych, interesował się, jak żyję i jak dziecko. Nie zniknął z mojego życia, choć był gdzieś w tle.

I pewnego dnia — 19 stycznia — mieliśmy z Filipem wziąć ślub. Ale z pewnych powodów przełożyliśmy ceremonię na lato. A dwa dni później — 21 stycznia — odnaleziony przez Andrzeja, usłyszałam, iż w końcu się rozwiódł. Był wolny. I zrozumiałam, iż nie mogę wyjść za Filipa. Nie mogłam oszukiwać ani jego, ani siebie.

Powiedziałam Filipowi całą prawdę. Że przez te wszystkie lata kochałam kogoś innego. Że nie potrafiłam zapomnieć. Że próbowałam, walczyłam, ale uczucie było silniejsze ode mnie. Andrzej przyznał, iż nigdy mnie nie zapomniał, iż przez cały ten czas myślał o mnie.

Przedstawiłam Andrzeja mojemu dziecku. Zaproponował, żebyśmy zamieszkali razem. I choć serce rozdzierało się z poczucia winy wobec Filipa, wiedziałam, iż nie mam wyboru. Zbyt długo żyłam przeszłością. Przez dziesięć lat próbowałam wymazać Andrzeja z pamięci, ale był w moim sercu każdą sekundą.

Nie chcę zabrać dziecka Filipowi. Nie chcę go ranić. Jest dobrym człowiekiem i wspaniałym ojcem. Ale miłości się nie wybiera. Ona po prostu jest lub jej nie ma.

Teraz stoję na rozdrożu. Moje serce bije w rytmie bólu i nadziei. Patrzę w oczy mojego dziecka i nie wiem, jak mu wytłumaczyć, iż czasem, by być szczęśliwą, trzeba zrobić krok w nieznane. Patrzę w oczy Andrzeja — i widzę w nich tę samą iskrę, którą dostrzegłam w dniu naszego pierwszego spotkania.

Dziesięć lat temu nie wiedziałam, czym jest prawdziwa miłość. Teraz wiem. Ale ta miłość przyniosła tyle łez, tyle strat, iż nie jestem pewna, czy do końca będę szczęśliwa. A jednak… wybieram ją. Bo nic silniejszego w swoim życiu nie czułam.

Idź do oryginalnego materiału