Nie mogłem po prostu tak odejść

twojacena.pl 2 godzin temu

Hej, słuchaj, muszę ci opowiedzieć, co się wydarzyło u moich znajomych. Jagoda w końcu poślubiła Jana, mimo iż jej mama, Helena Kowalska, nie była zachwycona tym wyborem.

Córeczko, nie ten facet ci się przyda, co wiesz o tym Janie? Jego babcia go wyciągała na świat, rodziców już nie ma. Pracuje w jakimś warsztacie samochodowym jedyne słowo, iż jest robotnikiem

Mamo, Jan nic nie zrobił, iż jego rodzice zginęli, kiedy był mały broniła go Jagoda. Do tego skończył technikum, ma ręce do roboty, potrafi zrobić wszystko.

Co on potrafi? Tylko kombinować przy śrubach, to i tak nie wystarczy na utrzymanie wtrącała się matka. Jak wy będziecie żyć na jego pensję? Ty dopiero na czwartym semestrze studiów, a musisz skończyć. Bez naszej pomocy nie wytrzymacie.

Jagoda słuchała tych niecenzurowanych uwag od Heleny, a Jan, który codziennie wychodził do pracy, nie słyszał tego hałasu. Mama robiła wszystko, żeby wcisnąć się między młodych i rozdzielić ich. Jan nie podobał się jej w żaden sposób.

Jan był poważnym facetem, po służbie w wojsku, kochał Jagodę nad życie, ona nie wyobrażała sobie bez niego przyszłości. Przed ślubem namawiał ją:

Mieszkajmy u mojej babci. Mamy dwupokojowy kąt, nie tak duży jak czteropokojowy w domu twoich rodziców Jan wiedział, iż Helena go nie dopuszcza, ale z ojcem ojca udało mu się dogadać. W tej rodzinie jednak rządziła Helena twarda i uparta.

Gdy Helena coś postanowi, potrafi doprowadzić to do końca, a Jagoda o tym doskonale wiedziała, więc stała mocno przy swoim zdaniu i nie słuchała matki. Helena nie znosiła samodzielności córki, ale rozumiała, iż to jej własny charakter. Jagoda przejęła od niej pewne cechy, jednak nie wszystkie.

Jagoda wiedziała, iż Janę drażni jej matka, ale i tak namówiła go, żeby na chwilę zamieszkali u rodziców.

Janku, ja ciągle studiuję, ty pracujesz sam, nie damy rady na jedną pensję, a mama zawsze pomoże.

Dobra, zobaczymy zgodził się Jan.

Pewnego dnia Jan dostał wypłatę i wpadł do marketu po zakupy. Jagoda jeszcze nie wróciła z zajęć. Na progu spotkała go teściowa, zobaczyła, co kupił, i wykrzyknęła:

Kto ci kazał to kupować?

Sam postanowiłem, odpowiedział spokojnie. Jagoda lubi ten ser, a to jest ale teściowa nie dała mu dokończyć.

A kto ty w ogóle jesteś? W tym domu nie masz wstępu. Toleruję cię tylko dla córki, która znalazła takiego rzuciła surowo. Jan zamarł.

Pani Heleno, po co mnie obrażacie? Rozmawiam z wami z szacunkiem.

Patrz na niego, jeszcze mnie będzie uczyć. Słuchaj uważnie: całą wypłatę, którą dostaniesz następnym razem, oddasz mi, i tak będzie zawsze. Będę zarządzać tymi pieniędzmi kupować jedzenie też. Rozumiesz?

Dlaczego mam oddawać ci pensję? My z Jagodą mamy własną rodzinę.

Nie macie rodziny, nie macie. Daj mi pieniądze.

Nie, pani Heleno, zarobiłem je, oddam żonie.

Wtedy wynoś się z mojego mieszkania, natychmiast. Nie chcę cię więcej widzieć

Jan odszedł. Trzy dni nie było od niego żadnych wieści. Jagoda czekała, ale nie odważyła się do niego zadzwonić, wiedząc, iż to nie było po prostu tak. Wiedziała też, iż jest w ciąży.

Nie dzwoni, myślała, gdzie on jest, na pewno u babci Anny.

Helena krótko wytłumaczyła córce powód wyjścia, udając, iż Jan ją obraził. O tym, iż żądała pieniędzy i wyrzuciła go z mieszkania, nie wspomniała.

Mamo, powiedziałaś mi wszystko szczerze? spytała podejrzliwie Jagoda. Nie mogło Jan po prostu tak zostawić.

Córeczko, dlaczego wątpisz w prawdę? Dlaczego miałabym cię okłamywać?

Czwarty dzień i Jagoda postanowiła pojechać do babci. Jan nie odbierał telefonu.

Jadę do Jana powiedziała mamie.

Gdzie?

Do jego domu, na pewno u babci, gdzie indziej nie może być.

A jeżeli się nie pojawi, to chyba nie jesteś mu potrzebna.

To nieprawda, nie mógł po prostu odejść Nie wiem, mamo, co między wami się stało, ale coś mi ukrywasz. Nie mógłby tak po prostu wyjechać.

Oczywiście, iż Jan jest dla ciebie najważniejszy, a ja? Ile pieniędzy i sił wkładam w was, a wy oboje jesteście niewdzięczni.

Mamo, nie o to chodzi. Dziękuję za wsparcie, ale wiem, iż nie lubisz Jana. Ciągle mu dokuczasz, on cię nie słucha, jakbyś mu kazała oddychać.

Jagoda wzięła torbę, wpadła na zewnątrz i zaczęła rozważać, co powiedzieć mężowi.

Nie można zachowywać się jak obrażony dzieciak. Niezależnie od tego, co mama powie, nie można tak reagować. W końcu to dorosły człowiek pomyślała i trzeba trzymać się w ryzach. Mama go drażni, a ja też stoję między dwoma ogniami. Jestem zmęczona studiami

Przekonała się, iż Jan odszedł przez jedną z maminkowych uwag i teraz czeka, aż przyjdzie po niego. Postanowiła najpierw wszystko wyjaśnić, a potem wybaczyć.

Gdy dotarła do domu babci Anny, zobaczyła otwartą drzwi, a babcia patrzyła smutno i z wyrzutem. Wkroczyła do mieszkania, a Jan siedział przy stole, przed którym stała otwarta butelka wódki. Jagoda była w szoku Jan nigdy nie pił, ani nie palił, a tu

Jan nie wyglądał na zdruzgotanego, tylko lekko sięgnął po kieliszek, wypił trochę i skinął głową w stronę krzesła naprzeciw. Jagoda usiadła i wpatrzyła się w jego oczy. Wszystkie słowa, które przygotowała, uciekły, a serce ścisnęło się ze współczucia.

Co mogła powiedzieć moja mama, iż Jan otworzył wódkę? pomyślała, po czym cicho rzekła:

Janie, chodźmy do domu.

Nie odpowiedział głośno.

Dlaczego?

Nie chcę żyć z twoją mamą Nie mogę nic zrobić bez jej nakazów. Kontroluje każdy mój krok, udziela przydatnych rad, jak jeść, jak rozmawiać, co nosić. Niedługo powie, jak oddychać A teraz mam oddawać jej wszystkie pieniądze, a ja tego nie zamierzam. Mamy własną rodzinę.

Ach, więc o to chodzi szepnęła Jagoda.

Zrozumiała, iż matka ukrywała przed nią prawdę o kłótni.

Co teraz robimy?

Nie wiem przyznał Jan. Może zostaniemy u babci.

Potrzebujemy pieniędzy, niedługo przyjdzie nasz synek, a dla dziecka trzeba mieć zaczął Jan.

Pracuję i dostaję porządną pensję, mogę pracować po dziesięć godzin, a jeszcze lepiej mi płacą.

Nie rozumiesz, iż przy moich studiach i twojej pracy nie zapewnimy dziecku wszystkiego. Trzeba kupować jedzenie, gotować, a ja już nie zdążę. Nie chcę porzucać studiów, zostało niewiele. Może wrócimy do rodziców, dopóki nie urodzi się chłopiec i nie pójdzie do przedszkola, a ja znajdę pracę.

Nie, Jagodo, nie wrócę do teściowej stanowczo odparł Jan.

Może po prostu się rozwiedziemy? wybuchła Jagoda, przestraszona własnymi słowami.

jeżeli nie możesz mieszkać ze mną, nie odpuścić pomocy od rodziców, stać się samodzielna, to może rzeczywiście powinniśmy się rozstać odrzekł ostry głos.

Jagoda wstała, chciała wybiec na korytarz, ale zatrzymała ją babcia Anna.

Usiądź, Kocie, uspokój się Przepraszam, iż podsłuchałam waszą rozmowę, ale wiedziałam, iż to tak się skończy. Pomogę wam. Nie musisz rezygnować ze studiów, mam trochę oszczędności, choć nie tyle co twoi rodzice, tylko jedną emeryturę, ale podzielę się. Nie potrzebuję wiele. Mogę gotować i opiekować się wnukiem, obiecuję. Tylko proszę, nie myślcie o rozwodzie. Przeprowadźcie się do nas.

Jagoda przyjęła tę propozycję. Myślała o komforcie i pomocy rodziców, ale miłość do Jana była ważniejsza. W końcu własna rodzina, mąż i nienarodzony chłopiec stały się dla niej najważniejsze.

Jan patrzył na żonę, czując, iż decyzja Jagody będzie w końcu podjęta. W końcu uśmiechnęła się:

Dobra, zgoda, nie odchodź, Janie i Jan podskoczył, przytulając ją, całując, a babcia też się uśmiechnęła i pomodliła w duchu.

Jagoda musiała znosić presję matki, pakując rzeczy, by wyjechać do Jana. Stała na schodach, słysząc krzyki teściowej.

Umierzesz z Janem z głodu, będziesz w nędzy, a wnuk mi niepotrzebny. Będzie taki uparty, jak jego ojciec. Odejdź, wyjdź stąd!

Matka wypluwała ciąg przekleństw, a Jagodę prawie doprowadziły do szału.

Zabrała walizkę, postawiła dużą torbę na progu. Jan podniósł rzeczy i zszedł w dół, a za nimi leciały przekleństwa.

Boże, to moja matka wykrzyknęła przerażona Jagoda. Dobrze, iż wyjechałam, teraz rozumiem męża, wyobrażam sobie, co jej powiedziała.

Życie Jana i Jagody wreszcie się ułożyło. Mieszkali u babci, która przejęła wszystkie obowiązki. Jagoda spokojnie przeszła ciążę i urodziła zdrowego chłopca, Antka. Babcia Anna i młodzi rodzice byli w siódmym niebie. Helena Kowalska nie utrzymywała z nimi kontaktu, a wnuk nie był jej potrzebny. Dziadek jednak potajemnie dzwonił, pytał o Antka, a Jagoda przesyłała mu zdjęcia, co go bardzo cieszyło.

Gdy Antkowi skończyły się trzy lata, poszło do przedszkola, choć babcia namawiała, iż może go trzymać. Jagoda wróciła do pracy.

Babciu, Antoś ma spotykać się z innymi dziećmi, w przedszkolu szybciej się rozwinie, bo nauczyciele pracują z dziećmi. A ty będziesz go odbierać, bo jest blisko mówiła Jagoda. A potem odpoczywaj, bo wciąż jesteś nam potrzebna, chcemy jeszcze jedną córeczkę.

Idź do oryginalnego materiału