Nie patrz na mnie w ten sposób! Nie chcę tego dziecka. Zabierz je!” – obca kobieta wrzuciła mi nosidełko w ręce. Byłam w szoku i zupełnie nie rozumiałam sytuacji.

twojacena.pl 3 godzin temu

Nie patrz na mnie w ten sposób! Nie chcę tego dziecka. Zabierz je! obca kobieta po prostu wrzuciła mi w ramiona niemowlę w chuście. Stałam jak skamieniała, nie pojmując, co się dzieje.

Z mężem żyliśmy w zgodzie od lat. Rzadko się sprzeczaliśmy. Starałam się być dobrą żoną i panią domu. Pobraliśmy się jeszcze na studiach w Krakowie. Potem przyszły bliźniaczki, Zosia i Hania. Gdy podrosły, założyliśmy małą firmę w Poznaniu. Pomagałam mężowi tylko okazyjnie, bo większość czasu zajmowały mi dzieci i dom. Kochałam gotować mąż zawsze wyczekiwał weekendu, gdy serwowałam coś wyjątkowego. Dziewczynki też uwielbiały te kulinarne eksperymenty. Między gotowaniem, sprzątaniem a firmą nie zauważyłam, iż mój Tadeusz zaczął się oddalać. Nigdy bym nie pomyślała, iż ten uczciwy, stateczny człowiek mógł mnie zdradzić.

Ostatni rok był ciężki. Firma ledwo zipiała, oszczędzaliśmy każdy grosz. Tadeusz jeździł po całej Polsce, szukając nowych klientów. Dziewczynki poszły do szkoły, więc zostałam z nimi w domu.

Pewnego wieczoru, gdy wracaliśmy samochodem do Wrocławia, pod blokiem czekała na nas obca kobieta. Wysiedliśmy, a ona nagle podbiegła i wtłoczyła mi w ręce zawiniątko z dzieckiem.

Nie patrz na mnie jak na potwora! Nie potrzebuję tego dziecka, skoro on nie chce być ze mną! Masz je! wrzeszczała, wskazując na Tadeusza.

Stałam jak słup soli.

Obiecałeś, iż odejdziesz od niej! Skoro mnie oszukałeś, to i dziecko możesz wziąć! plunęła pod moje buty i odeszła, trzaskając drzwiami od klatki.

Dopiero po chwili zrozumiałam, co trzymam. Nie pytałam Tadeusza o nic jego wzrok mówił wszystko. W mieszkaniu, w milczeniu, rozwinęłam chustę. Noworodek, może dwa tygodnie życia.

Odbierz dziewczynki ze szkoły i kup, co wypiszę dla dziecka powiedziałam sucho. Tadeusz tylko skinął głową.

Minęło osiemnaście lat. Wielu znajomych dziwiło się, czemu wychowuję cudze dziecko, skoro mam własne córki. Nigdy nie dopytywałam o tamtą kobietę. Chłopiec, którego nazwaliśmy Kacper, wyrósł na dobrego człowieka. Dziewczynki uwielbiały młodszego braciszka. Nie ukrywaliśmy przed nim prawdy, a gdy dorósł, spokojnie ją przyjął. choćby nie zapytał o biologiczną matkę.

A ja? Byłam szczęśliwa. Trójka dzieci, które nas kochały. Z Tadeuszem relacje były chłodniejsze, ale starał się to naprawiać. W dniu osiemnastych urodzin Kacpra zorganizowaliśmy rodzinne przyjęcie. Zosia i Hania, już mężatki, miały przyjechać z mężami. Gdy właśnie zasiadaliśmy do stołu, rozległ się dzwonek. Przez cały dzień coś mi nie dawało spokoju i miałam rację. W drzwiach stała wychudzona kobieta, twarz jak z tamtej koszmarnej sceny.

Chcę zobaczyć syna! warknęła.

Nie ma tu pani syna odpowiedzieliśmy jednocześnie ja i Kacper.

Drzwi zamknęły się z cichym *klik*. Kacper wrócił do stołu, a ja ukradkiem otarłam łzę. Byłam szczęśliwa. Miałam syna. choćby jeżeli nie był mój.

Idź do oryginalnego materiału