„Nie patrz na mnie w ten sposób! Nie potrzebuję tego dziecka. Weź je!” – krzyknęła nieznajoma, wrzucając mi nosidełko dla dziecka. Nie miałem pojęcia, co się dzieje.

newsempire24.com 12 godzin temu

Nie patrz na mnie tak! Nie potrzebuję tego dziecka. Weź je! rzuca mi nieznajoma kobieta, wrzucając nosidełko w moje dłonie. Nie mam pojęcia, co się dzieje.

Mój mąż, Paweł, i ja od zawsze żyjemy w zgodzie. Rzadko się kłócimy, a ja staram się być dobrą żoną i gospodynią. Poznałyśmy się na Uniwersytecie Warszawskim, tam się pobrałyśmy, a niedługo potem zaszłam w ciążę i urodziły nam się bliźniaki. Kiedy dzieci podrosły, założyłyśmy małą firmę w Krakowie. Pomagam Pawłowi tylko od czasu do czasu, bo muszę zajmować się domem i gotowaniem to moja pasja.

Paweł zawsze czeka na weekend, kiedy mogę go rozpieścić pysznym daniem. Co raz wymyślam nowy przepis, a on jest pierwszym degustatorem. Dzieci zawsze ciekawią się, co dziś wrzuci mama do garnka. Wśród codziennych problemów, obowiązków domowych i pracy nie zwracam uwagi, co Paweł robi poza domem. Nigdy nie pomyślałabym, iż może mnie zdradzić. Ostatni rok był dla nas ciężki: w firmie nie idzie dobrze, więc oszczędzamy każdy grosz. Paweł musi podróżować po całej Polsce, podpisując nowe umowy zakupowe, a nasze dzieci chodzą do pierwszej klasy, więc spędzam z nimi czas w domu.

Pewnego popołudnia, wracając z pracy, zatrzymujemy się pod domem w Poznaniu. Zza rogu wyłania się piękna kobieta. Wysiadamy z samochodu, a nieznajoma podchodzi do mnie i wrzuca mi w ręce wózek.

Nie patrz na mnie tak! Nie potrzebuję tego dziecka, jeżeli nie chce być ze mną. Zostaw je! krzyczy, wskazując palcem na Pawła.

Stoję, nie rozumiejąc, co się dzieje.

Obiecałeś zostawić ją i być ze mną! jeżeli tego nie zrobisz, nie chcę tego dziecka! pluje na moje buty, odwraca się na wysokim obcasie i odchodzi.

Przez kilka minut trwam w szoku, aż zauważam, iż trzymam nosidełko. Nie pytam Pawła; z jego wyrazu twarzy wiem, kim była ta kobieta i iż w głębi serca chcielibyśmy po prostu się poddać. Milcząco wchodzimy do mieszkania. Na poduszce leży mały chłopiec w chustce, nie starszy niż dwa tygodnie.

Zabierz dzieci ze szkoły i kup wszystko, co napiszę, na tego maleńkiego! kiwa głową Paweł, nie mówiąc już nic.

Od tamtej chwili mija osiemnaście lat. Przyjaciółki osądzają mnie, nie rozumiejąc, dlaczego wychowuję cudze dziecko, mając już dwie córki Jadwigę i Zofię. Nie pytam Pawła o tę kobietę. Wychowuję chłopca jak własnego syna. Dziewczynki cieszą się, iż mają młodszego brata. Nie ukrywamy prawdy przed synem; kiedy dorasta, wyjaśniamy mu całą sytuację. Ku naszemu zdziwieniu przyjmuje to z godnością i nie pyta o swoją prawdziwą matkę. Czuję się spełniona mam troje cudownych dzieci, które nas kochają. Relacje z Pawłem po tym nieco się pogorszyły, ale on stara się naprawić je, jak najlepiej potrafi.

W dniu osiemnastego urodzin syna organizujemy rodzinny obiad. Nasze córki, już zamężne i z własnymi mężami, mają przyjechać. Właśnie siadamy do stołu, gdy rozlega się dzwonek do drzwi. Nie spodziewaliśmy się już żadnych gości, więc niepokój rośnie. Od rana czułam, iż coś jest nie tak, i miałam rację. Otwieram drzwi i widzę szczupłą kobietę, przypominającą tę, która oddała mi syna.

Chcę porozmawiać z moim synem! mówi.

Tutaj nie ma pana syna! odpowiadam razem z synem w jednym głosie.

Mój syn zamyka drzwi przed nią, zaprasza wszystkich do stołu i łzy napływają mi do oczu. Jestem szczęśliwa, iż mam tak wspaniałego syna, choć nie jest mój biologiczny.

Idź do oryginalnego materiału