Nie potrafiłam pokochać – Lilia, odezwij się, która z Was to Lila? – zagadnęła z figlarnym błyskiem …

newsempire24.com 5 godzin temu

NIE UDAŁO SIĘ POKOCHAĆ

Dziewczyny, przyznajcie się, która z was to Malwina? młoda kobieta z figlarnym uśmiechem lustrowała mnie i moją przyjaciółkę.

Ja jestem Malwina. Ale o co chodzi? zapytałam z niedowierzaniem.

Proszę, list dla ciebie, Malwina. Od Włodka nieznajoma wyciągnęła z kieszeni fartucha zmięty kopertę i podała mi ją.

Od Włodka? A gdzie on jest? zdziwiłam się.

Przenieśli go do domu opieki dla dorosłych. Czekał na ciebie jak na cud z nieba. Wypatrywał cię godzinami. Ten list dał mi do przeczytania, żebym poprawiła błędy. Włodek nie chciał się przed tobą zbłaźnić. No, muszę już lecieć, zaraz obiad. Pracuję tu jako wychowawczyni dziewczyna spojrzała na mnie z wyrzutem, westchnęła i pobiegła dalej.

…Zdarzyło się, iż podczas spaceru z Karoliną, przypadkiem weszłyśmy na teren nieznanej placówki. Miałyśmy po szesnaście lat, wakacje kusiły wolnością, marzyłyśmy o przygodzie.

Usiadłyśmy z Karoliną na wygodnej ławce i rozmawiałyśmy, śmiejąc się beztrosko. Nie zauważyłyśmy, jak podeszło do nas dwóch chłopaków.

Cześć dziewczyny! Nudzicie się? Może się poznamy? jeden z nich wyciągnął rękę Włodek.

Malwina. A to moja przyjaciółka Karolina. A twój cichy kolega jak ma na imię?

Leon odparł nieśmiało drugi chłopak.

Wydało nam się z Karoliną, iż chłopcy są trochę staroświeccy, zasadniczy. Włodek powiedział stanowczo:

Dziewczyny, czemu nosicie takie krótkie spódnice? A Karolina ma bardzo głęboki dekolt.

Ach, chłopaki, nie patrzcie tam, gdzie nie wolno, bo wam się oczy “rozbiegną” na wszystkie strony zaśmiałyśmy się z Karoliną.

Nie da się nie zaglądać. Jesteśmy przecież facetami. Palicie papierosy? dociekał moralizatorsko Włodek.

Jasne, palimy, ale na krótko żartowałyśmy.

Wtedy zauważyłyśmy, iż coś jest nie tak z ich nogami.

Włodek z trudem się poruszał, Leon mocno utykał.

Jesteście tu na leczeniu? domyśliłam się.

Tak. Ja miałem wypadek na motorze. Leon źle wskoczył do wody ze skały wypowiedział Włodek niemal z pamięci. Już niedługo nas wypiszą.

Z Karoliną uwierzyłyśmy w ich historie; nie wiedziałyśmy wtedy, iż Włodek i Leon to niepełnosprawni od dziecka, skazani na długie życie w ośrodku. Dla nich byłyśmy oddechem wolności.

Mieszkali i uczyli się w zamkniętym internacie dla dzieci niepełnosprawnych, gdzie każdy wymyślał swoją legendę: wypadek, bójka, nieszczęśliwy skok… by ukryć prawdę.

Włodek i Leon okazali się interesujący, oczytani, dojrzali ponad wiek.

Z Karoliną zaczęłyśmy odwiedzać ich co tydzień.

Z jednej strony było nam ich żal, chciałyśmy rozweselić chłopaków, z drugiej miałam od nich czego się uczyć.

Nasze krótkie spotkania weszły nam w krew.

Włodek przynosił mi kwiatki z pobliskiej rabatki, Leon każdorazowo wręczał Karolinie własnoręcznie złożoną origami, podając jej je z lekkim wstydem.

Potem siadaliśmy we czwórkę na jednej ławce: Włodek blisko mnie, Leon z tyłu, całą uwagę skupiał na Karolinie. Moja przyjaciółka się peszyła, czerwieniła, ale była wyraźnie zadowolona z obecności nieśmiałego Leona. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.

Ciepłe, łaskawe lato przemknęło jak sen.

Nadeszła deszczowa jesień. Wakacje skończyły się. Przed nami ostatnia klasa liceum. O Włodku i Leonie zapomniałyśmy zupełnie.

…Egzaminy, ostatni dzwonek, bal maturalny wszystko to minęło. Przed nami upragnione lato, czas marzeń i nowych dróg.

Z Karoliną znów trafiłyśmy na teren internatu. Chciałyśmy odwiedzić dawnych kolegów. Usiedliśmy na starej ławce, czekając, iż zaraz podejdą Włodek i Leon, jeden z kwiatami, drugi z ośmiokątnym origami. Niestety, na próżno czekałyśmy dwie godziny.

Nagle z drzwi budynku wyszła młoda kobieta, podeszła prosto do nas i wręczyła mi list od Włodka. Otworzyłam go natychmiast:

Malwinko kochana! Jesteś moim pachnącym kwiatem! Moją gwiazdą nieosiągalną! Może choćby nie zauważyłaś, iż zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Nasze spotkania były dla mnie jak oddech, jak życie. Przez pół roku codziennie patrzyłem w okno, czekając na ciebie. Zapomniałaś o mnie. Jak bardzo żałuję! Nasze ścieżki się rozchodzą. Ale dziękuję, bo dzięki tobie poznałem prawdziwą miłość. Pamiętam twój aksamitny głos, uśmiech, delikatne dłonie. Źle mi bez ciebie, Malwino! Choć raz jeszcze by cię zobaczyć! Chciałbym oddychać, ale brakuje powietrza…

Nam i Leonowi stuknęło już po osiemnaście lat. Na wiosnę przeniosą nas do nowego internatu. Wątpię, byśmy się jeszcze spotkali. Dusza mi się rwie w strzępy! Mam nadzieję, iż kiedyś wyleczę się z tej miłości.

Żegnaj, moja jedyna!

Podpis na zawsze twój Włodek.

Do listu był dołączony zasuszony kwiatek.

Zalała mnie fala wstydu. Serce ścisnęło się z żalu, iż nic nie da się już zmienić. Przypomniałam sobie słowa: Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy.

Nie zdawałam sobie sprawy, jakie namiętności tliły się w duszy Włodka. Ale nie potrafiłabym odwzajemnić jego uczucia. Nie czułam do niego nic ponad sympatię i zaciekawienie do rozmówcy pełnego wiedzy. Moje drobne kokieterie, żarty, były dla niego podsycaniem ognia wielkiej miłości, o której nie miałam pojęcia.

Od tamtej pory minęło bardzo wiele lat. List od Włodka zżółkł, kwiatek się rozsypał w pył. A jednak pamiętam nasze niewinne spotkania, lekkomyślne rozmowy, niepowstrzymany śmiech z żartów Włodka.

Ta historia ma ciąg dalszy. Moja przyjaciółka Karolina przejęła się losem Leona odrzuconym przez rodziców z powodu inności. Leon od urodzenia miał jedną nogę wyraźnie krótszą. Karolina skończyła pedagogikę, pracuje w internacie dla osób niepełnosprawnych od dzieciństwa. Leon jest jej ukochanym mężem. Mają dwóch dorosłych synów.

Włodek, według opowieści Leona, większość życia spędził samotnie. Gdy miał około czterdziestu lat, odwiedziła go matka. Zobaczyła swojego nieszczęsnego syna, rozpłakała się, przypomniała sobie o miłości i zabrała Włodka do rodzinnej wioski. I tam jego ślad się urywaPodobno Włodek na starość często siadał pod lipą przed domem, nucił dawne melodie i patrzył w dal, jakby kogoś wypatrywał na horyzoncie. Sąsiedzi mówili, iż miał w oczach bezkresne czekanie i być może odrobinę szczęścia. Może to była pogodna rezygnacja, a może tylko cień miłości, która nigdy nie rozkwitła.

Czasem myślę, iż każdy z nas nosi w sobie choć jedną niewypowiedzianą historię miłość, której nie udało się pokochać, przyjaźń, której nie zapisano po stronie codzienności. Ale choćby te ulotne uczucia splatają się w życiu jak wstążki w dziecięcym bukiecie: i choć nie wszystkie wytrzymują próbę lat, to ich echo potrafi rozbrzmiewać najgłośniej wtedy, gdy cichnie świat.

Do dziś nie potrafię żałować, iż nie byłam Malwiną z Włodkowego listu do końca. Dziękuję mu, iż pozwolił mi być jego gwiazdą choćby tylko na chwilę.

A może prawdziwa miłość to nie wyznanie ani wzajemność, ale pamięć? Bo przecież nosimy w sobie tych, którzy kiedyś na nas czekali, z kwiatem w dłoni i duszą na wietrze, gotowi kochać całym sercem.

I choć biegnę dalej swoją drogą, czasem zatrzymuje mnie zapach lipy. Wtedy wiem, iż gdzieś daleko, pod starym drzewem, ktoś wciąż potrafi wierzyć w cud choćby jeżeli nie udało się pokochać.

Idź do oryginalnego materiału