Nie rozdrapuj przeszłości
Grażyna coraz częściej rozmyślała o swoim życiu, zwłaszcza po przekroczeniu pięćdziesiątki. Nie mogła nazwać swojego małżeństwa szczęśliwym, a wszystko przez Krzysztofa, męża. Pobrali się z miłości, oboje byli zakochani. Przegapiła jednak moment, w którym w nim coś się zmieniło.
Mieszkali na wsi, w domu teściowej, pani Marii. Grażyna starała się o domowy spokój, szanowała teściową, a tamta otaczała ją ciepłem. Matka Grażyny mieszkała w sąsiedniej wiosce z młodszym synem, często chorowała.
Maria, jak się dogadujesz z tą swoją synową Grażynką? wypytywały ciekawskie sąsiadki na przystanku, w sklepie czy po prostu na drodze.
Co mogę złego o Grażynce powiedzieć odpowiadała Maria jest szanująca, wszystko w domu potrafi, gospodarstwa pilnuje, pomaga mi we wszystkim.
Akurat uwierzymy, iż u was zgoda, a tak już teściowa synową chwali powątpiewały kobiety.
Wasza sprawa rzucała Maria i szła dalej.
Grażyna urodziła córeczkę, Jagodę, wszyscy się cieszyli.
Grażynko, Jagódka to cała ja! doszukiwała się Maria swoich cech w wnuczce, a synowa śmiała się wesoło, jej było obojętne, do kogo podobna jest córka.
Gdy Jagódka miała trzy lata, Grażyna urodziła synka. Znowu radosne zamieszanie. Krzysztof pracował, ona była w domu z dziećmi, teściowa dużo pomagała. Żyli jak wszyscy, może choćby lepiej cicho i spokojnie. Krzysztof nie pił, jak inni mężowie. Niejedna żona szukała swojego po klubie, gdzie spotykali się, pili do nieprzytomności i ledwo wracali do domu. Wtedy trzeba było ich dźwigać i przeklinać los.
Grażyna była już w trzeciej ciąży, gdy dowiedziała się o zdradzie męża. Na wsi żadne tajemnice się nie ukrywają wieść o Krzysztofie z Martą, wdową, rozniosła się szybko. Pierwsza przyszła sąsiadka Halina.
Grażynko, nosisz trzecie dziecko Krzyśka, a on… użyła mocnego słowa włóczy się po innych babach.
Halina, naprawdę? Nic nie zauważam zdziwiła się Grażyna.
Kiedy masz to zauważyć? Dwójka dzieci, trzecie w drodze, dom, teściowa, gospodarstwo. On żyje dla siebie. Cała wieś wie o ich romansie, a Marta choćby się z tym nie kryje.
Grażyna się załamała. Maria też wiedziała, milczała z litości dla synowej. Wielokrotnie upominała Krzysztofa, czasem choćby pyskował, ale gwałtownie go uspokajała.
Mamo, ty tam byłaś? Gadają baby, bo nie mają o czym zbywał ją Krzysztof.
Pewnego razu Halina wpadła znów.
Grażynko, twój Krzysiek właśnie przed chwilą wszedł do Marty, widziałam na własne oczy. Chcesz zostać sama z trójką dzieci? Idź do tej bezwstydnej i zrób jej awanturę. Jesteś w ciąży, Krzysiek cię nie tknie doradzała.
Grażyna wiedziała, iż nie starczy jej odwagi na bijatykę z Martą. Tamta była temperamentna, awanturnicza, jej mąż utopił się pijany w Wiśle, wiecznie u nich były awantury, więc Marta zahartowała się i potrafiła się bronić. Po zastanowieniu jednak poszła.
Podejdę, spojrzę Krzysztofowi w oczy, spróbuję wydobyć prawdę. On zawsze powie, iż to plotki mówiła teściowej, a tamta ją odwodziła.
Grażynko, gdzie ty z brzuchatem? Szkoda cię…
Była późna jesień, już ciemno. Grażyna zastukała w okno Marty, czekała, aż ta wyjdzie. Ale przez zamknięte drzwi usłyszała:
Czego chcesz, czemu pukasz?
Otwórz, puść mnie. Wiem, iż mój Krzysiek jest u ciebie, ludzie powiedzieli zawołała Grażyna.
Aha, już lecę ci otwierać. Idź do domu, nie rób sobie wstydu Marta zaśmiała się.
Grażyna odstała trochę pod oknem, potem wróciła do domu, wiedząc, iż drzwi nie zostaną otwarte. Krzysztof wrócił po północy, pijany. Rzadko pił, ale czasem jemu się zdarzało. Żona czekała.
Gdzie byłeś? Wiem, iż u Marty siedziałeś, razem piliście. Przychodziłam nie otworzyła mi. Ty dobrze wiesz.
Wymyślasz oburzył się nie byłem tam. Z Zenkiem ułomnym piliśmy, choćby nie zauważyliśmy, kiedy zrobiła się noc.
Nie uwierzyła mu, ale nie zrobiła awantury zbyt późno, nie była skłonna do krzyków. Co mogła zrobić? Nie złapałaś, to nie kradł jak mawiają. Podczas bezsennej nocy myślała:
I dokąd pójdę z dwójką dzieci, trzecie w drodze? Mama chora, brat z rodziną, trójka dzieci. I tak ciasno. Jak się tam pomieścimy?
Matka zawsze mówiła, gdy żaliła się na zdrady męża:
Cierp, córeczko, skoro wyszłaś za mąż, masz dzieci cierp. Myślisz, iż mnie było łatwo z twoim ojcem? Pił i gnał nas, przecież pamiętasz, jak u sąsiadów się chowaliśmy. Bóg postanowił inaczej, zabrał go do siebie. Ale ja wytrzymałam, twój Krzysiek rzadko pije i ręki na ciebie nie podnosi. Od zawsze kobiety musiały znosić.
Grażyna nie zgadzała się w pełni z matką, ale rozumiała, iż nie ma dokąd odejść od męża. Maria również ją przekonywała i pocieszała:
Córeczko, dokąd ty z tymi dziećmi pójdziesz, zaraz trzecie się narodzi. Razem sobie poradzimy z Krzyśkiem.
Urodziła się trzecia córka, Danusia słabiutka i często chorująca. Pewnie przez zmartwienia Grażyny w ciąży odbiło się to na dziecku. Z czasem dziewczynka stała się spokojniejsza, a teściowa otaczała ją szczególną opieką.
Grażynko, słyszałaś? zbiegła sąsiadka, przynosząc plotki z wsi jak sroka Marta przyjęła do siebie Mietka, którego żona wyrzuciła z domu.
Niech sobie przyjęła, jej sprawa Grażyna odpowiedziała obojętnie, w duchu się ucieszyła, mąż już tam nie będzie się kręcił.
Ale po miesiącu Halina znów wpadła:
Mietek wrócił do żony, Marta znowu sama powiedziała gwałtownie teraz znów będzie się rozglądać za chłopem, a ty pilnuj Krzyśka, bo może mu się znów spodobać.
Grażyna i Krzysztof znowu żyli spokojnie, Maria również była zadowolona. Ale jeżeli już w mężczyźnie jakiś chochlik siedzi, nie usiedzi w domu.
W drodze ze sklepu Maria spotkała dawno niewidzianą przyjaciółkę Stanisławę.
Maria, co się stało z Krzyśkiem? Grażynka to dobra, ładna żona, matka, sama ją chwalisz. Czego on jeszcze szuka?
Stanisława, czyżby Krzysiek znowu szukał przygód?
Jeszcze jak! A co ma robić, u was jak pączek w maśle. Nakarmiony, wypierany, zadbany. Teraz biega do Weroniki, rozwódki, która pracuje w stołówce…
Maria nie zdradzała Grażynie, beształa syna po cichu. Ale w końcu nie da się ukryć żona znów dowiedziała się od Haliny. Łzy i prośby Grażyny nie pomogły. Krzysztof przez cały czas chodził na bok. Nie myślał jednak o odejściu, wiedział, iż nie zostawi żony i dzieci, ale też nigdy nie był wierny. Było mu wygodnie, dom prowadzony, dzieci, matka, a na boku przyjemność.
Maria jawnie już strofowała syna, prosiła, by się opamiętał. Ale dorosły mężczyzna nie posłucha starej matki. Krzyś krzyczał, by nie wtrącała się.
Mamo, pracuję dla rodziny, pieniądze przynoszę, a wy tylko obwiniacie. Wierzycie we wsiowe gadanie bronił się.
W końcu jednak, przez lata, dzieci dorosły. Najstarsza Jagoda wyszła za mąż w powiatowym mieście, tam studiowała, tam została. Syn ukończył studia w większym mieście, też się ożenił.
Najmłodsza Danusia właśnie kończyła liceum i planowała wyjazd do miasta. Krzysztof się uspokoił, pracował, siedział w domu. Często leżał na wersalce, dokuczało mu zdrowie, już w ogóle nie pił alkoholu.
Grażynko, coś serce mi doskwiera, aż do pleców boli skarżył się a innym razem kolana strasznie bolą, chyba stawy mi się psują. Trzeba by do lekarza w powiecie…
Grażyna nie bardzo mu współczuła. Jej serce od dawna zastygło, tyle łez przelała, tyle zawodu przeszła, zanim mąż się uspokoił.
Zdrowie dało o sobie znać, więc siedzi w domu, żali się myślała w sobie niech się teraz martwią te jego dawne kochanki.
Maria już umarła, pochowali ją obok męża na wsi. W domu Grażyny i Krzysztofa zapanowała cisza. Od czasu do czasu przyjeżdżają dzieci i wnuki. Oboje się cieszą. Ojciec skarży się dzieciom na zdrowie, czasem oskarża żonę, iż go nie leczy. Starsza córka przywozi lekarstwa, troszczy się, krząta wokół niego, jeszcze matce przypomina:
Mamo, nie kłóć się z tatą, on naprawdę chory a Grażynie przykro, bo córka broni ojca.
Córeczko, sam jest sobie winien. Za młodu nie oszczędzał zdrowia, teraz chce współczucia. Ja też nie jestem z żelaza, swoje zdrowie straciłam przez zmartwienia o niego tłumaczyła matka.
Syn również pociesza ojca, gdy przyjeżdża. Rozmawia z nim częściej niż z matką, mężczyźni…
Dzieci jakby nie rozumieją matki, gdy ta próbuje tłumaczyć, iż ojciec ją zdradzał, a ona znosiła wszystko dla nich. Jak mogła zostawić dzieci bez ojca. Jak jej było ciężko i przykro. Ale co słyszała w odpowiedzi:
Mamo, nie rozdrapuj przeszłości, nie dręcz już taty mówiła starsza córka, a brat był po jej stronie.
Mamo, co było, minęło uspokajał syn, głaszcząc ją po ramieniu.
Zrobiło się Grażynie trochę smutno, iż dzieci stoją po stronie ojca, ale rozumiała ich, nie miała żalu takie jest życie.
Warto pamiętać, iż nie warto wracać do bólu sprzed lat przeszłości już nie zmienimy. Trzeba iść dalej, bo prawdziwa siła to pogodzić się z tym, co było, wyciągnąć wnioski i docenić to, co mamy teraz.
Dziękuję za przeczytanie, za wsparcie i życzę powodzenia w życiu!







