Nie tylko niania
Alicja siedziała przy drewnianym stole w uczelnianej bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, otoczona grubymi tomami i zeszytami z notatkami. Jej smukłe dłonie w pośpiechu przewracały strony konspektu, a zmęczone oczy pochłaniały kolejne zdania musiała wykuć jak najwięcej, zanim nadejdzie kartkówka z pedagogiki. Profesor Wolski słynął z zasadniczości. Jedno potknięcie na teście i poprawka była nieunikniona, a Alicja nie mogła sobie na to pozwolić ten semestr i tak już ją wykończył psychicznie.
Wtedy pod桌ło dosiadła się Marysia, jej serdeczna koleżanka z grupy. Uśmiechnęła się ciepło, unosząc brwi, i przysiadła ostrożnie na rogu stołu.
Szukasz pracy dorywczej, prawda?
Alicja zerknęła znad notatek, potakująco kiwnęła głową, nie wydobywając z siebie głosu, po czym wróciła wzrokiem do kartek. Czuła, jak czas bezlitośnie się kurczy.
No tak mruknęła cicho, nie chcąc tracić wątku. Ale wiesz, jak się u nas układa Zajęcia codziennie do czternastej, nie mogę opuszczać, a wieczory to nauka.
Marysia uśmiechnęła się ze zrozumieniem. Dobrze znała upór Alicji i jej ambicje. Przez chwilę była cicho, potem mówiła już z wyraźnym entuzjazmem:
Znalazłam dla ciebie coś idealnego. Mój sąsiad, Tomek, samotny ojciec, został ostatnio pogrążony po śmierci żony. Teraz nie daje już rady sam. Musi pracować do późna, a dwie córeczki zostają pod opieką starszego syna Ale on sam ledwo ogarnia, treningi ma niemal codziennie. Tomkowi pilnie potrzebna jest niania na popołudnia, mniej więcej od szesnastej do dwudziestej.
Alicja uniosła wzrok wyczuła, iż ta oferta nie była banalna. Marysia kontynuowała, już całkiem żywo:
Przecież dzieciaki uwielbiasz, studiujesz pedagogikę, doświadczenie ogromne czterech młodszych braci to nie przelewki!
Alicja zamyśliła się. Samo wspomnienie dzieci wywoływało u niej ciepło. Z własnymi braćmi przecież radziła sobie bez szemrania, czasem bywało ciężko, ale dawało też dużą satysfakcję.
Ile mają lat? zapytała z troską, którą w głosie trudno było zignorować.
W palcach obracała ołówek, ale po spojrzeniu Marysi czuła narastającą niepewność. Dzieci w żałobie to była zupełnie inna sprawa. Czy sobie poradzi?
Bliźniaczki, mają sześć lat. pozostało jeden syn, Patryk ma trzynaście, trenuje judo, ale dziewczynkami nie może się zajmować. Tomek sam już nie daje rady wczoraj dosłownie błagał mnie, żebym znalazła kogoś godnego zaufania.
Ale czy mnie przyjmie? spytała z wahaniem Alicja, nerwowo stukając ołówkiem. Jestem dopiero na czwartym roku
Owszem, pomagała w domu i miała praktyki w przedszkolu, ale cudze dzieci to wielka odpowiedzialność.
Marysia tylko machnęła ręką:
Jasne, iż tak! Dzwonić do niego?
Alicja spojrzała na zegarek pół godziny do następnych zajęć. Perspektywa pracy niedaleko uczelni, elastyczność godzin i dzieciaki To mogłoby być właśnie to, czego potrzebuje.
Poczuła przyspieszony puls, choćby ręce lekko drżały od nowego napięcia. Wzięła głęboki wdech.
Daj mu mój numer.
***
Alicja tego dnia była kłębkiem nerwów. To miał być jej pierwszy oficjalny dzień pracy. Sprawdzała w torbie chyba wszystko po trzy razy: telefon, klucze, notes, podręczne przekąski dla bliźniaczek. W głowie słyszała powtarzalne: Nie daj się, dasz radę…
Zapoznanie z Tomkiem i dziećmi dzień wcześniej okazało się dużo łatwiejsze, niż się obawiała. Ojciec bliźniaczek był cichy, pogodny, tłumaczył nowe zasady bardzo przejrzyście. Dziewczynki Jadzia i Helenka na początku ściskały fartuch taty, ale już po chwili beztrosko pokazywały Alicji swoje rysunki. Największe zaskoczenie, jakie przeżyła Alicja, dotyczyło jednak Tomka. Marysia ani słowem nie wspomniała, jak przystojny jest jej sąsiad wysoki, z czułym spojrzeniem i łagodnym uśmiechem, naturalnie uroczy. W duchu trochę się złościła: było jej teraz znacznie trudniej zachować profesjonalny dystans.
Skup się, to tylko praca, powtarzała sobie w myślach.
Stanęła pod niskim, kolorowym budynkiem przedszkola, otoczonym klombami bratków i placem zabaw. Tomek wcześniej zgłosił, iż dzieci odbiera niania, i dał jej na wszelki wypadek specjalną zgodę podpisaną długopisem na piśmie.
Na placu zabaw panowała radosna wrzawa dzieci biegały, sypały piasek, podnosiły ręce do słońca. Alicja od razu dostrzegła Jadzię i Helenkę; przy huśtawkach szepczące coś po cichu, ale gdy ją zobaczyły, ich twarze złagodniały.
Podeszła spokojnie, przyklęknęła, by być na ich wysokości, i posłała serdeczny uśmiech.
Chodźmy już do domu, przygotuję wam pyszny podwieczorek!
Jadzia wymieniła szybkie spojrzenie z Helenką i odważnie podeszła:
A co zjeszemy? dopytała zadziornie.
Może naleśniki z konfiturą? Albo ciastka z kawałkami czekolady? udawała, iż się zastanawia.
Helenka natychmiast podskoczyła:
Ciastka! Ja lubię z czekoladą!
No to idziemy, mądre główki! wyciągnęła obie dłonie. Dziewczynki, choć przez chwilę wahały się, ujęły jej ręce.
Wtedy z Alicji opadło spięcie, poczuła miękkość i spokój, jakiego nie czuła od miesięcy. Może naprawdę to się uda?
Przypomniała sobie rozmowę z Patrykiem, starszym bratem bliźniaczek, jeszcze sprzed tygodnia. Zaprosił ją na bok i niemal szeptem wyznał:
Kiedyś dziewczynki były inne wiecznie radosne, przytulały się do wszystkich. Po śmierci mamy zamknęły się w sobie. Ciągle płakały, pytały, czy to przez nie mama odeszła. Próbuję im tłumaczyć, tata też, ale przestali się śmiać. Nikomu obcemu nie ufały. Babcia kiedyś pomagała, ale sama bardzo zachorowała, więc tata musiał szukać niani.
Patryk mówił z taką odpowiedzialnością, jakby już był dorosły. Alicja wtedy pokiwała głową i poczuła, jak ściska ją coś głęboko, w środku klatki piersiowej. Wiedziała, iż dostała delikatną, kruchej natury misję.
Ale ze mną dziewczynki od razu zaczęły rozmawiać, powiedziała później Marysi w wiadomości. Pokazałam im kilka sztuczek z chustką, śmiały się w głos.
Patryk patrzył z uwagą, a potem, nieoczekiwanie poważny, rzucił:
Tata natychmiast cię polubił. Po prostu nie zawiedź, dobrze?
W jego ciemnych oczach zobaczyła nadzieję i prośbę z tamtym zobowiązaniem Alicja została do dziś.
Nie zawiodę, obiecuję. Zrobię wszystko, żeby wasze siostrzyczki się znowu uśmiechały.
*
Już dwa miesiące Alicja była w domu Zielińskich bo tak brzmiało nazwisko Tomka. Nad nieufnością i wycofaniem Jadzi i Helenki zaczęły powoli brać górę ciepło i dziecięca serdeczność. Dziewczynki rzucały się jej na szyję przy każdym wejściu i nie chciały wypuścić, gdy przychodził czas wracać do domu.
Tamtego wieczoru Alicja pakowała do torby zabawki po skończonej zabawie i cicho nuciła nową piosenkę dzieci. Jadzia i Helenka przysłuchiwały się z ponurymi minkami.
Zostań dziś z nami, proszę! zawołała nagle Jadzia, obejmując ją w pasie z całej siły. Po co wracać do domu?
Alicja na moment zastygła, potem z rozczuleniem uśmiechnęła się i przysiadła, by spojrzeć dziewczynce w oczy.
Muszę się przygotować na zajęcia. Mam jutro wykład z pedagogiki i muszę powtórzyć teorię Ale wrócę jutro i zrobimy tony ciasteczek!
Helenka podskoczyła, przytuliła się do ich dwójki i z promienną twarzą dodała:
I tak już tęsknimy!
Alicja przyklęknęła.
A gdzie mam spać? Przecież w waszym pokoju się nie zmieszczę!
Jadzia namyśliła się i dumnie obwieściła:
Tata ma dużą kanapę w sypialni, tam ci najwygodniej!
Helenka potakiwała z dziecięcą naiwnością.
Alicja ledwie się powstrzymała od śmiechu. Dobrze wiedziała, iż to błahostka dla nich liczyło się tylko, by przez cały czas była blisko. Pogładziła ich policzki i powiedziała:
Dziękuję moje księżniczki, ale dziś muszę wracać. Jutro przyjdę szybciej i razem zrobimy ciasteczka oraz poczytamy bajki!
Dziewczynki westchnęły, ale w końcu zgodziły się.
Gdy Alicja żegnała się, nie mogła powstrzymać lekkiego rumieńca ba, skrępowanie ogarniało ją na samą myśl, iż miałaby zostać na noc u Tomka, choćby jeżeli tylko w dziecięcej wyobraźni. Przecież dla niej to coś więcej czuła się tu już niemal domowniczką. Marzyła o tej codzienności, o wieczornej herbacie, o długich rozmowach przy kubku gorącej herbaty z Tomkiem
To tylko praca, pamiętaj napominała się, zbierając torbę.
Na klatce schodowej ledwo ukrywała wzruszenie oczy jej błyszczały, ruchy były nieskoordynowane, zarzuciła włosy na plecy i odetchnęła głęboko warszawskim wieczorem.
W drzwiach na piętrze stał Patryk, oparty o framugę z szerokim uśmiechem.
Już od dawna widział, jak atmosfera w domu zmieniła się z przyjściem Alicji. Tata nie potrafił ukryć zainteresowania nianią, a ona choć próbowała być profesjonalna co rusz rumieniła się na widok jego spojrzenia.
Chyba mój stary ma jeszcze szansę na szczęście pomyślał z satysfakcją Patryk. Zawsze chciał, by tata miał przy sobie kogoś, kto będzie dla nich czymś więcej niż nianią. Alicja wydawała się idealna serdeczna, cierpliwa, zabawna; ewidentnie pokochała bliźniaczki.
Ale kiedy wszyscy dorośli zachowują się jak dzieci, ktoś musi wziąć sprawy w swoje ręce. Gdy następnym razem Tomek wracał z pracy, Patryk usiadł naprzeciw i rzucił prosto z mostu:
Tato, dlaczego zwlekasz?
Tomek, wytrącony z papierów, spojrzał na syna zdziwiony:
O co ci chodzi?
Wiesz, o co. Alicja ci się podoba, prawda? A tobie na niej zależy, to widać. Zaproś ją w końcu gdzieś, nie bądź tchórzem!
Tomek zarumienił się wyraźnie, przetarł grzbietem dłoni czoło.
Synu, to nie takie proste Ona jest opiekunką dziewczynek, bardzo dobrze się z nimi dogaduje Nie chcę, żeby przez moje uczucia musiała odejść. Dziewczynki by tego nie zniosły.
Patryk nie ustępował.
Przecież ona też na ciebie patrzy z rumieńcem! Zrób pierwszy krok chociaż rodzinna wycieczka do parku, do kawiarni. Przestańcie krążyć wokół siebie jak bociany!
Tomek przetarł twarz dłońmi, wziął kilka głębokich wdechów. Gdzieś tam, poza słowami syna, tliła się cicha nadzieja: czyżby to naprawdę było takie proste?
Może masz rację, mruknął, może warto spróbować powoli rodzinnie.
W głowie już pojawiały się plany: Łazienki Królewskie, cukiernia na Powiślu, gdzie dziewczynki kochają lody pistacjowe
Dobry pomysł. W sobotę możemy spróbować. Ale jak się nie uda
To wybacz, już nie będę cię podpuszczał, Patryk uniósł ręce i roześmiał się serdecznie.
Przez mieszkaniem przebiegły bliźniaczki, zatrzymały się na chwilę i wyszczerzyły zęby do Alicji, która właśnie wychodziła do domu. Tomek spojrzał na syna i uśmiechnął się po raz pierwszy od miesięcy naprawdę szczerze.
*
Przez kilka tygodni organizowali wspólne wyjścia: na Powiśle, do kina, potem do cukierni. Najpierw w czwórkę, potem zostawali jeszcze na chwilę na dłuższą rozmowę. Tomasz stał się pogodniejszy, zaczął żartować, Alicja przestała chować wzrok. Coraz częściej siadali potem w kuchni nad herbatą, czasem słuchali płyt, rozmawiali po cichu o wszystkim: o przyszłości, marzeniach, dziecięcych kłopotach.
Patryk patrzył na nich i coraz szerzej się uśmiechał pod nosem.
Pewnego wieczoru, kiedy dzieci już spały, a na stole w kuchni stały dwie filiżanki zalanej, zimnej już herbaty, Tomek spojrzał na Alicję.
Muszę ci coś powiedzieć zaczął. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Bez twojego uśmiechu, twojej cierpliwości, twojego światła w naszym domu. Zakochałem się w tobie. Chciałbym, żebyś została z nami nie tylko jako niania, ale jako żona.
Alicja przez moment walczyła z napływającymi łzami. Potem cicho odpowiedziała:
Ja też cię kocham. Chcę, byśmy byli razem.
*
Ślub był skromny i rodzinny w kawiarni pod Warszawą, z wianuszkiem piwonii na stole, balonami. Najważniejsze były dzieci: Jadzia z Helenką, w różowych sukniach, z bukiecikami piwonii, podawały obrączki, Patryk stał z dumą koło ojca.
Tatusiu, jesteś dziś najpiękniejszy! szepnęła Jadzia, gdy przytulił ją do siebie podczas życzeń.
A Alicja wygląda jak prawdziwa wróżka! dodała Helenka, z zachwytem patrząc na białą, prostą suknię niani.
Po przysiędze dzieci rzuciły się nowożeńcom na szyję. Były śmiechy, tańce i tort, który pierwszy kroiły dziewczynki.
Wieczorem, już we dwoje na werandzie, patrząc w gwiazdy, Alicja przytuliła się do Tomka.
Miałam dziś najpiękniejszy dzień życia.
Ja też szepnął on, całując ją we włosy. A przed nami jeszcze wiele pięknych dni Razem.
I wtedy już nie było ani strachu, ani wahania za to była prawdziwa rodzina, taka, o której kiedyś nie ośmielili się choćby marzyć.















