Nie. Zdecydowaliśmy, iż lepiej będzie, jeżeli nie przywieziesz żony i dziecka do tego mieszkania. Długo nie zniesiemy niewygód

twojacena.pl 4 godzin temu

Ewa stała w drzwiach z twarzą bladą jak papier.

Sąsiadka od razu to zauważyła.

– Ewa, co się stało? Wyglądasz, jakbyś straciła twarz – zapytała.

– Krzysztof wrócił od gospodyni. Mamy się wynosić. Natychmiast.

– Jak to? Przecież płaciliście regularnie.

– Gospodyni wynajmowała mieszkanie parze bez dzieci. Powiedziała, iż niemowlę będzie płakać w nocy. Sąsiedzi zaczną narzekać.

– A ona nie chce problemów.

– Właśnie. Ma to w nosie, iż mamy dwa dni na spakowanie się.

– I co teraz? Macie dokąd pójść?

– Rodzice Krzysztofa mają trzy pokoje, ale mieszka tam jeszcze jego siostra. Moi rodzice są w miasteczku, dwadzieścia kilometrów od miasta.

– To pomieszkacie u teściów tydzień czy dwa, aż znajdziecie coś nowego – poradziła sąsiadka.

– Krzysztof już szukał. Jak słyszą o dziecku, zaraz odmawiają.

– To problem. Ale masz jeszcze dwa dni. Mąż coś wymyśli.

Krzysztof nic nie wymyślił.

Zadzwonił pod kilka ogłoszeń, usłyszał same odmowy.

W końcu po prostu przewiózł rzeczy do rodziców.

Tam jednak nikt się nie ucieszył.

– Synku, pamiętasz naszą umowę – powiedziała matka. – Przed ślubem mówiliśmy, iż nie będziecie tu mieszkać.

– Masz prawo do swojego pokoju. Ale obcych ludzi nie chcemy.

– Mamo, Ewa jest moją żoną.

– Dla ciebie żoną. Dla nas kimś obcym. Ty ją wybrałeś, nie my.

– To tylko tymczasowo, aż znajdziemy coś odpowiedniego – próbował Krzysztof.

– Nie ma nic trwalszego niż tymczasowe rozwiązanie. Tydzień zmieni się w miesiąc, miesiąc w wieczność.

– Mamo, proszę…

– Nie. Ja i ojciec pracujemy, siostra się uczy. Wszyscy chcemy odpoczywać.

– A z dzieckiem to niemożliwe. Nie mów głośno, nie oglądaj telewizji, budź się w nocy od płaczu.

– Postaramy się znaleźć coś szybciej – obiecał syn.

– Nie. Zdecydowaliśmy, iż lepiej będzie, jeżeli nie przywieziesz żony i dziecka do tego mieszkania.

– Długo nie zniesiemy niewygód i w końcu was poprosimy, żebyście się wyprowadzili.

– A twoja żona potem wszystkim powie, iż wyrzuciliśmy was z dzieckiem na ulicę.

– To zrujnuje naszą opinię. Nie chcę, żeby o nas źle mówili.

– Więc choćby nie próbuj przywozić tu Ewy i dziecka. Rozwiązuj to inaczej.

Z takimi wiadomościami Krzysztof przyjechał do szpitala.

– Ewo, może zamieszkasz z dzieckiem u swoich rodziców? – zapytał cicho.

– Twojej matce nie interesujący wnuk? – zdziwiła się Ewa.

– Nie wiem. Powiedziała, żebyśmy nie przyjeżdżali.

– Świetnie! Inne kobiety witają kwiatami i prezentami. A my jak bezdomni.

– choćby nas widzieć nie chcą – dodała z goryczą.

Wieczorem zadzwoniła do swoich rodziców.

W dniu wypisu przyjechał po nich ojciec Ewy.

– Pakuj się, córko. Jedziemy do domu.

– A ty – zwrócił się do Krzysztofa – przywieź wszystkie rzeczy Ewy i to, co kupiliście dla malucha.

Do miasteczka dojechali w pół godziny.

Tam wszystko było już gotowe: łóżeczko z pościelą w misie i zajączki, komoda z ubrankami, fotel do karmienia.

W salonie czekał nakryty stół.

Nie było nikogo obcego – tylko rodzice, babcia Ewy i młodsza siostra Ania.

O rodzinie Krzysztofa nikt nie wspomniał.

Dyskutowano tylko, jak nazwać chłopca.

Wybrali imię Jakub.

Krzysztof wrócił do miasta po obiedzie, obiecując przywieźć resztę rzeczy następnego dnia.

Gdy wrócił, czekały dobre wiadomości.

– Ewo, Krzysztofie – powiedział ojciec, gdy rodzina zebrała się przy stole. – Naradziliśmy się z matką.

– Postanowiliśmy sprzedać babciny dom.

Nikt się nie odwrócił.

Idź do oryginalnego materiału