Nie. Zdecydowaliśmy, iż lepiej będzie, jeżeli nie przywieziesz żony i dziecka do tego mieszkania. Długo nie zniesiemy niewygód i w końcu poprosimy was, żebyście się wyprowadzili. A twoja żona potem wszystkim opowie, iż wyrzuciliśmy was z małym dzieckiem na ulicę.
Ewa, wyglądasz, jakbyś straciła twarz. Co się stało? zapytała sąsiadka.
Krzysztof powiedział, iż gospodyni kazała nam się wynosić. Natychmiast. Podobno wynajmowała mieszkanie parze bez dzieci, a wy chcecie wnieść niemowlę. Będzie płakało w nocy, sąsiedzi zaczną narzekać, a ona nie potrzebuje problemów.
I co? Nie macie gdzie się podziać?
Rodzice Krzysztofa mają trzypokojowe mieszkanie, ale mieszka tam jeszcze jego młodsza siostra. A moi rodzice są w miasteczku dwadzieścia kilometrów od miasta odpowiedziała Ewa.
No to pomieszkacie tydzień czy dwa u teściów, aż znajdziecie nowe mieszkanie poradziła kobieta.
Krzysztof już szukał. Ale jak tylko właściciele słyszą o małym dziecku, od razu odmawiają.
To problem. Ale nic, masz jeszcze dwa dni twój mąż coś wymyśli.
Ale Krzysztof nic nie wymyślił. Zadzwonił do kilku ogłoszeń, otrzymał odmowy i po prostu przeniósł ich rzeczy z wynajmowanego mieszkania do swoich rodziców.
Jednak rodzice i młodsza siostra nie byli zachwyceni, iż w mieszkaniu zamieszka rodzina Krzysztofa, i to z tak niespokojnym lokatorem.
Synku, pamiętasz, jeszcze przed waszym ślubem ustaliliśmy, iż nie będziecie z żoną mieszkać u nas powiedziała matka. Masz prawo przebywać w swoim pokoju, ale obcych ludzi w naszym mieszkaniu nie chcemy.
A twoja Ewa jest obca. Dla ciebie to żona, dla nas ktoś obcy. Ty ją wybrałeś, my nie.
Mamo, to tylko tymczasowo, aż znajdziemy coś odpowiedniego próbował się dogadać Krzysztof.
Wiesz, iż nie ma nic bardziej stałego niż tymczasowe. Najpierw wprowadzicie się na tydzień, tydzień zmieni się w miesiąc, a miesiąc w wieczność.
Nie. Poza tym, ja i twój ojciec pracujemy, twoja siostra się uczy. Wszyscy chcemy odpoczywać. A z małym dzieckiem w mieszkaniu to niemożliwe: nie mów głośno, nie oglądaj telewizji, a w nocy bądź gotowy budzić się o każdej porze od płaczu niemowlęcia.
Postaramy się znaleźć coś szybciej obiecał syn.
Nie. Zdecydowaliśmy, iż lepiej będzie, jeżeli nie przywieziesz żony i dziecka do tego mieszkania. Długo nie zniesiemy niewygód i w końcu poprosimy was, żebyście się wyprowadzili.
A twoja żona potem wszystkim opowie, iż wyrzuciliśmy was z małym dzieckiem na ulicę. To zrujnuje nam opinię, a ja nie chcę, żeby o nas źle mówili. Więc choćby nie próbuj przywozić tu Ewy i dziecka. Rozwiązuj sprawy inaczej.
Z tymi wiadomościami Krzysztof przyjechał do szpitala.
Posłuchaj, Ewo, może na razie zamieszkasz z dzieckiem u swoich rodziców? zapytał.
Czy twojej matce nie ciekaw zobaczyć wnuka? zdziwiła się Ewa.
Nie wiem, mama powiedziała, żebyśmy do nich nie przyjeżdżali odparł Krzysztof.
Świetnie! Inne kobiety z dziećmi witają krewni kwiaty, prezenty, radość. A my jak bezdomni i bezrodzni. choćby nas widzieć nie chcą obraziła się Ewa.
Wieczorem zadzwoniła do swoich rodziców, i w dniu, gdy ją z synem wypisali, oprócz Krzysztofa, przyjechał po nich ojciec.
Pakuj się, córko, wnuka, jedziemy do domu. A ty zwrócił się teść do Krzysztofa przywieź wszystkie rzeczy Ewy i to, co kupiliście dla malucha.
Do miasteczka dojechali gwałtownie jakieś trzydzieści minut. Tam już wszystko było przygotowane dla dziecka: w małym pokoju stało łóżeczko, przykryte pościelą z misiami i zajączkami, obok komoda z ubrankami i wygodny fotel do karmienia.
A w salonie czekał na nich stół nakryty na uroczysty obiad. Nikogo obcego nie było, tylko rodzice, babcia Ewy i jej młodsza siostra, Ania.
O rodzinie Krzysztofa przy obiedzie nie wspomniano, za to żywo dyskutowano, jak nazwać chłopca. Wybrano imię Jakub.
Krzysztof zaraz po obiedzie wrócił do miasta, obiecując przywieźć rzeczy Ewy następnego dnia.
A gdy wrócił, czekały na niego dobre wiadomości.
Ewo, Krzysztofie powiedział ojciec, gdy cała rodzina zebrała się przy stole. Naradziliśmy się z matką i postanowiliśmy sprzedać babciny dom, a uzyskane pieniądze przekażemy wam.
Otrzymacie to jako prezent od naszej rodziny dla Ewy. Ale jest jeden warunek: dom, w którym teraz mieszkamy, zgodnie z testamentem przejdzie na Anię. Ewo, zgadzasz się?
Oczywiście, zgadzam się.
W takim razie jutro podam ogłoszenie o sprzedaży powiedział ojciec.
Dom udało się sprzedać dopiero po trzech miesiącach. Przez cały ten czas Ewa z Jakubem mieszkali w miasteczku, a Krzysztof w mieście, u rodziców, ale w weekendy zawsze przyjeżdżał do żony i syna.
Potem jeszcze półtora miesiąca zajęło znalezienie mieszkania, załatwienie kredytu i remont.
I wreszcie nadszedł dzień, gdy Ewa, Krzysztof i mały Jakub wprowadzili się do swojego mieszkania. Prawie miesiąc urządzali się, a gdy każda rzecz znalazła swoje miejsce, urządzili przyjęcie.
Zaprosili rodziców Ewy, jej przyjaciółki i kolegów Krzysztofa. Jego rodziców na tej uroczystości nie było. Dowiedzieli się o nowym mieszkaniu przypadkiem.
Gdy Krzysztof zabierał swoje rzeczy, matka pomyślała, iż po prostu przenoszą się do kolejnego wynajmowanego lokum.
Synku, wiejską rodzinę zaprosiłeś na przyjęcie, a nam choćby nie powiedziałeś, iż masz własne mieszkanie? Mógłbyś i nas zaprosić!
W końcu choćby wnuka nie widzieliśmy. Nie po rodzinnemu się zachowujecie wyrzucała matka przez telefon.
A nie wpuścić mojej żony z noworodkiem to po rodzinnemu? zapytał.
Ależ wszystko ci wyjaśniłam jesteśmy starsi, potrzebujemy spokoju odpowiedziała matka. Ale teraz możemy przyjść w odwiedziny?
Po co?
Jak to po co? Przecież Jakub to nasz wnuk.
Mamo, nas











