Spójrz, tam jest! Mówię ci, iż to ona wyszeptała wysoka kobieta do mężczyzny o prostolinijnym spojrzeniu. Obserwujmy ją jeszcze chwilę.
Mała dziewczynka, może pięcioletnia, bawiła się spokojnie w piaskownicy. W jej wyobraźni powstawał prawdziwy zamek dla księżniczki, choć póki co przypominał bardziej wysoki kopiec niż pałac. Kinga uparcie odrzucała wszelką pomoc dorosłych. Sama sobie poradzi! Jeszcze tylko fosa i jaskinia dla smoka w końcu ktoś musi bronić królestwa!
Słońce w zenicie przypiekało sierpniowe niebo nad Poznaniem, ale Kinga bawiła się bezpiecznie pod brezentowym daszkiem nad piaskownicą zupełnie inaczej niż rodzice, spoceni na ławce nieopodal. Mama dziewczynki, zaniepokojona, iż upał może być dla dziecka zbyt dokuczliwy, oddaliła się na chwilę do cienia, wysyłając męża po lody i wodę mineralną. Kobieta odebrała telefon, przez chwilę nie widziała córki. I właśnie wtedy para stojąca opodal zdecydowała się na ruch.
Cześć, kotku powiedziała zuchwale i cicho kobieta, klękając obok dziewczynki. Kinga przestraszona odsunęła się, potykając i przewracając na budowany zamek. Cała praca poszła na marne palące łzy natychmiast zaszkliły się w jej oczach. Phi, nie płacz, to tylko odrobina piachu. Chcesz, to ci zbuduję prawdziwy zamek.
MAMO! wrzasnęła Kinga tak, jak ją uczono w przedszkolu i w domu na wszelki wypadek.
Wyskoczyła z piaskownicy, cudem wymykając się dłoniom zupełnie obcego mężczyzny, próbującego ją złapać.
Karolina, usłyszawszy krzyk córki, rzuciła się biegiem, upuszczając telefon na trawę. Z głośnika słychać było jeszcze przez chwilę kobiecy głos potem już tylko szum.
Moja kochana! chwyciła Kingę, przyciskając do piersi. Co się stało, złotko?
Tam… ta pani i ten pan… Chciał mnie zabrać! zanosiła się szlochem Kinga, nie puszczając matczynej szyi.
W tym samym momencie pojawił się ojciec z rożkiem lodowym w dłoni. gwałtownie ocenił sytuację, po czym spojrzał na obcych i natychmiast był gotów w razie czego działać.
Obca kobieta, około sześćdziesiątki, z wąskimi ustami, obserwowała rodzinną scenę z nieprzyjazną miną. Ta dziewczynka… Nie miała wątpliwości Kinga to jej wnuczka! Te same włosy, te same oczy, owal twarzy… Prawie jak Janusz, gdy był dzieckiem! Choć w wersji dziewczęcej.
Daleko zaszłaś zaczęła zadrwiwszy kobieta, przyglądając się przyszłej synowej. Mów, jak miałaś czelność wywieźć moją wnuczkę aż na koniec świata?!
Tomek, weź Kingę do domu, ja tu wszystko załatwię powiedziała Karolina cicho, powierzając córkę mężowi. I zadzwoń do taty, niech wyśle tu któregoś z ludzi.
choćby nie próbuj! Chcę poznać wnuczkę! wybuchła kobieta, choć nie spróbowała dogonić wysokiego mężczyzny z dzieckiem. Co by mu zrobiła? Żałowała, iż nie upewniła się, czy Karolina wzięła ponownie ślub…
Pani Zofia, syknęła Karolina z nieskrywaną niechęcią Co pani w ogóle wygaduje o jakiejś wnuczce? Pogubiła się pani w życiu? Przypomnę
********************
I co z moim przyszłym wnukiem? niecierpliwie spytała Zofia, gdy syn i synowa wrócili ze szpitala.
Będzie dziewczynka, mówiłam przecież wymusiła uśmiech Karolina, chociaż najchętniej uciekłaby do sypialni. Ostatnio teściowa znikała u siebie tylko na noc, a ona sama musiała udawać złe samopoczucie, by zaznać chwili spokoju.
Lekarz się pomylił, nie przejęła się Zofia U nas, w rodzinie Kwiatkowskich, rodzą się tylko chłopcy!
Dlatego wykreśliła pani starszego syna z rodziny? Bo urodziła mu się córka? zakpiła Karolina, mając dość codziennych tyrad teściowej.
To nie jego dziecko! warknęła Zofia. Ta Kalina go oszukała! A on, głupi, dał się zmanipulować! MNIE nie chciał słuchać! wręcz syczała na końcu.
Kalina ma wyniki testu DNA i sama pani je czytała, ze sto razy. Ale ciągle próbuje pani wmówić Łukaszowi, iż to wszystko sfałszowane…
Bo jest sfałszowane! Jak śmiesz mi nie wierzyć?! Bezwstydna dziewucho… świszczała Zofia, powstrzymując się przed sceną. Jeszcze nie czas bo dziečkowi coś się stanie, a wnuk potrzebny! Przed koleżankami nie ma czym się pochwalić.
Idę się położyć, źle się czuję rzuciła Karolina, zamykając się w pokoju.
Ostatnio Karolina coraz częściej zastanawiała się, czy nie popełniła błędu, wychodząc za Janusza. Kochała go, pewnie, ale życie z taką teściową Po głowie dźwięczały mamine rady, iż lepiej wyprowadzić się jak najdalej od przewrażliwionej krewnej.
Wspominała przy Januszu o przeprowadzce, ale on był całkowicie przeciwny.
Jak mógłby zostawić matkę samą? Przecież ojciec i tak się do niczego nie nadaje, milczący cieniak na kanapie. Brat? Przecież z matką się pokłócił, nie chciał słuchać rozsądku. Ekspertyza? Niby nie można podrobić papierka…
Naciskała jeszcze, by Janusz przynajmniej porozmawiał z matką, by rzadziej przychodziła i mniej ingerowała w ich życie.
Mama tylko dobrze nam życzy! Pomaga, wspiera! Powinnaś jej dziękować! oburzył się Janusz. Wciąż siedzisz w sypialni
Bo już nie mogę znieść twojej mamy! wybuchła Karolina. Jak się nie uspokoi, wnuczki nie zobaczy pojadę do rodziców! A mój tata, jak nie pamiętasz, jest pułkownikiem, więc to zorganizuje! Jasne?
Zofia wtedy nieco odpuściła. przez cały czas codziennie przychodziła, choć krócej. Przestała się tak czepiać. Karolina przeczuwała, iż to spokój na krótko.
Złościła ją także obsesja teściowej na punkcie chłopca w ich rodzinie rodzą się WYŁĄCZNIE synowie! Kłótnia z Łukaszem, bardziej rozsądnym bratankiem Janusza, była koronnym przykładem tej fiksacji.
A Janusz stał po stronie matki. Mógłby mieć tylko syna! Córka nie wchodzi w grę. Wyniki USG traktował jak nieudany dowcip.
Urodzisz dziewczynkę wyrzucę was obie na bruk, powiedział kiedyś po pijaku. To będzie znak, iż mnie zdradziłaś! Nie dam się tak omamić!
Po tym Karolina ostatecznie zwątpiła w małżeństwo. Wiedziała, iż musi uciec i złożyć pozew o rozwód. Ojciec jej pomoże miał przecież znajomości.
Urodziła się dziewczynka. Janusz wpadł w szał już na porodówce, wrzeszcząc w obecności młodej współlokatorki Karoliny, która schowała się ze strachu pod swój kocyk. Ochrona gwałtownie usunęła furiata ze szpitala.
Następnego dnia pojawiła się Zofia. Nie krzyczała, mając w pamięci wybryk syna, ale wygarnęła Karolinie wszystko najgorsze. Gdy tylko zaczęła się powtarzać, w drzwiach stanął mężczyzna w mundurze z pagonami. Uniesieniem brwi posłał ją do diabła. Groził problemami, jeżeli nie przestanie szkalować synowej.
Janusz od razu poleciał złożyć wniosek o rozwód. Gdy mu wyjaśniono, iż przez polskie prawo nie można tego zrobić do ukończenia przez dziecko roku, natychmiast zaparł się dziecka i zażądał testu na ojcostwo.
Prawnik ironicznie cmokał, słysząc powód? Bo w tej rodzinie rodzą się tylko chłopcy? Brak słów. Bez testu DNA nic nie mogę poradzić tłumaczył.
Nie jestem pewien, czy pan wygra. A pański brat ma też córkę.
To nie jego dziecko!
Ale jest ekspertyza…
Podrobiona! Janusz, podjudzony przez matkę, trwał uparcie przy swoim.
Sąd raczej uzna badanie DNA, o ile je powoła…
To nie moja córka i koniec.
Ostatecznie test okazał się niepotrzebny. Karolina, mając dość rodzinnych dramatów, zgodziła się na wszystko. Wolała być matką samotnie wychowującą dziecko, niż bać się, iż za kilka lat Janusz lub teściowa upomną się o wnuczkę.
************************
No i co? Przypomniała pani sobie? Czemu Janusza nie zabrała pani ze sobą?
Janusz… Janusz zginął powiedziała kobieta łamiącym się głosem. Twoja córka to wszystko, co mi po nim zostało. Nie bój się, wychowamy ją na porządnego człowieka…
Wychowacie? Wy? Co za tupet Karolina niemal warczała. Nie jesteście dla mojej córki nikim! W sądzie ustalono! Spotkam was jeszcze raz w pobliżu mojego dziecka zgłaszam porwanie. Mój ojciec ma tu szacunek, nie liczcie na łaskę.
Nie rozumiesz, nie mamy nikogo innego!
Macie jeszcze starszego syna! Idźcie do Łukasza on też ma córkę.
On nie chce nas znać wymamrotała kobieta, spuszczając wzrok. Dopiero teraz pojęła, jak wielką popełniła głupotę.
To rozsądny facet Karolina kiwnęła głową. Tyle wam życia napsuliśmy, a wy jeszcze czegoś oczekujecie? Przypomnieć, jak nazywaliście moją córeczkę?
Pani Karolino, wszystko w porządku? dwóch postawnych mundurowych zbliżyło się szybkim krokiem.
Mała sprawa. Odprowadźcie tych państwa za miasto. Nie chcę ich tu już widzieć.
Ale…
Bez ale, przerwał chłopak, robiąc krok do przodu. Kwiatkowscy natychmiast się cofnęli, Karolina patrzyła na nich z satysfakcją. Prosimy wyjść.
Karolina wróciła do domu. Humor dopisywał tylko jedna myśl zasępiła jej czoło.
Trzeba dopilnować, by ci Kwiatkowscy więcej tu nie zaglądali Powiem tacie, on już coś wymyśli…














