Drogi pamiętniku,
Od kiedy miałam pięć lat, los odciął mi najcenniejsze węzły rodzinnego drzewka. Najpierw zmarła matka, potem w ciągu kilku miesięcy odszedł ojciec, a po pół roku odszedł już dziadek, a babcia przetrwała nas wszystkich jeszcze rok. Po jej śmierci przejęła mnie ciotka, Stasia, mieszkająca w odległej wiosce, sama wychowująca troje własnych dzieci.
Życie pod dachem Stasi nie należało do najłagodniejszych. Ciotka nie szczędziła ani mnie, ani jej własnych pociech; krzyczała na każdy hałas, biła niczym burza. Czasami jednak, pośród ikon, wylewała gorzkie łzy i błagała Boga o przebaczenie. Dzieci, płacząc, podchodziły do niej, obejmowały ją i współczuły. Tak na krótko zapadał w domu kruchy pokój.
Unikałam tej niestabilnej rodziny, bałam się gorących dłoni wściekłej ciotki. Marzyłam, by dorosnąć i wyrwać się z tego domu. Często wspominałam prawdziwą rodzinę, w której panowało zrozumienie i miłość.
Mój biedny skarbie, naprawdę odejdziesz ze mną? jęczała chora matka, głaszcząc mnie po czole, wyczuwając swój nieuchronny odejście.
Lata mijały.
Kiedy skończyłam osiemnaście lat, pożegnałam Stasię i jej dzieci z ulgą. Nie miałam pojęcia, dokąd mam iść, jedyne co liczyło się, to rozstać się z nienawistnym domem i jego mieszkańcami.
Wróciłam do miasta, z którego kiedyś odprowadzono mnie do wioski. Powietrze wydawało się słodsze, gwiazdy jaśniejsze, a ludzie bliżsi. Otworzyłam drzwi do dawnego mieszkania, w którym kiedyś mieszkałam z najbliższymi. Wszystko było znajome i tak przytulne, iż zapachy przywoływały wspomnienia beztroskich lat. Ciotka wynajmowała to lokum różnym najemcom, ale teraz mogłam z powrotem zamieszkać.
Znalazłam pracę jako kelnerka w małej kawiarni. Dostawały się hojnie napiwki, pojawiały się podżegające zaloty, a szampan leje się niczym rzeka. Jak mała, niedojrzała dusza nie mogła oprzeć się temu wirującemu tańcowi uczuć? Młodość wirowała wokół mnie.
Po roku byłam już sama z noworodkiem w ramionach. Musiałam wrócić do wioski, do Stasi. Oczywiście ciotka nie szczędziła mi ostrej krytyki:
Nie zdążyłaś jeszcze zeskoczyć z progu, a już przyniosłaś dziecko!
Mimo to przyjęła mnie i natychmiast zaproponowała chrzest w miejscowym kościele. Niech anioł stróż rozpostrze skrzydła nad tą dziewczynką. Nazwałyśmy ją Wiera.
Płakałam dniami i nocami. Czułam, iż moje młode życie jest już na zawsze zrujnowane. Na szczęście w wsi nie brakowało zajęć zawsze było co robić.
Z czasem uspokoiłam się, ale nie zapomniałam o marzeniu o wyjeździe. Gdy tylko Wiera urosła, znów planowałam odejść. Nie przywykłam do życia na wsi. Stasia dała mi przestrogę:
Uważaj, kochana, grzechy prowadzą prosto na przepaść. Wybieraj mądrze ludzi.
Po powrocie do miasta zapisałam córkę do przedszkola, a sama podjęłam pracę jako pomoc domowa u arabskiego handlarza na targu. Jego imię było Marjan. Rzucał na mnie subtelne sygnały, obiecywał małżeństwo, podróże i wprowadzenie do rodziny.
Mając wiarę w lepszy los, urodziłam z Marjanem syna, którego chciałem nazwać Jaśmina, ku czci jego matki. Niedługo potem ojciec zaczął mnie unikać, zwolnił i zerwał wszystkie kontakty. Nie chciałam już obciążać ciotki dodatkowo byłoby wstyd przychodzić do niej z dwójką półsierot.
Boże, czemu znowu wpadam w bagno? gniewałam się na siebie. Postanowiłam wykrzesać się z tej błoto samodzielnie.
Tylko Bóg znał, jak ciężko było mi jako młodej kobiecie. Kiedy ręce opadały, chciało się wyć z rozpaczy. Często przywoływałam słowa ciotki: Jesteś teraz bez rodu, bez plemienia. Licz się tylko na siebie. A może kiedyś promień słońca zajrzy w twoje okno. Choć ciotka była irytująca, stała się dla mnie przykładem wytrwałości samotnie wychowała własne dzieci i przygarnęła mnie, mimo iż miała spokój w rodzinie. Dopiero wtedy mogłam w pełni ją zrozumieć i nie potępiać.
Lata mijały, a ja stałam się ostrożna w relacjach bo ich naprawdę nie było. Dzieci rosły, a troski mnożyły się. Na barkach nosiłam ciężki krzyż, nazywając los gorzką piołą. W wieku trzydziestu siedmiu spotkałam Waleriana w domu wypoczynkowym. Podobało mi się, jak troszczy się o córki, jak z nimi rozmawia, jak uśmiecha się, jak patrzy.
Pierwszego wieczoru wyznałam mu, iż moje życie było trudne. Chciałam po prostu wypłakać się. Walerian uważnie słuchał, kiwając głową. Po moim wyznaniu powiedział:
Majo, wyjdź za mnie za mąż. Nie pożałujesz.
Zabraliśmy się, a Wiera i Jaśmina polubiły go. On naprawdę ich kochał. Walerian rozchodził się wokół mnie jak trzmiel wokół kwiatów. Ja jednak była zamknięta. Bałam się znów się zranić, nie wierzyłam, iż ten mężczyzna jest moim przeznaczeniem. Pamięć o dawnych błędach więzła mnie. Nie okazywałam uczuć; uważałam, iż jako żona wystarczy mi mąż nakarmiony, wyprany, wyprasowany czego więcej?.
Walerian często sugerował wspólne dziecko, ale ja odrzucałam chciałam podnieść już istniejące córki. Pewnego razu, w gniewie, krzyknął:
Królowo lodu, choć raz spójrz na mnie łaskawie! Nie odwołuj się!
Na to odpowiedziałam obojętnie:
Co, mam cię na sznurku wieszać? Nie płaczę, niech odprowadzają!
Kiedy wróciłam pewnego wieczoru do domu, nie znalazłam Waleriana. Odszedł na zawsze. Zastanawiałam się: Czemu mu czegoś brakowało?. Na początku ceniłam swoją samotność jedzenie, spanie, brak krytyki za brudne naczynia, niewyprane skarpety, nieumyte buty wolność!
Lata minęły, córki wyszły za mąż, odleciały z gniazda i założyły własne rodziny. Zostałam sama z tą wolnością i wspomnieniami. Zrodziło się w mnie pragnienie, by jeszcze raz zobaczyć Waleriana choćby przelotnym spojrzeniem, by dowiedzieć się, jak żyje. Minęło dwadzieścia lat.
Dzięki znajomym dowiedziałam się, iż mieszka na przedmieściach. Postanowiłam go odwiedzić, wymyślając wymówkę:
jeżeli spotka mnie żona Waleriana, powiem, iż jestem dalszą krewną.
Gdy podeszłam do bramy, otworzyła ją kobieta w średnim wieku, lat czterdziestu pięciu.
Kogo szukacie? zdziwiła się gospodyni.
Dzień dobry, czy pan Walerian mieszka tutaj? niepewnie spytałam.
Mieszkał A wy kim dla niego jesteście? dopytała.
Jestem siostrą kuzynką. Anią improwizowałam.
Proszę, wejdźcie. Nazywam się Łucja, jestem jego wdową zaprosiła mnie do domu.
Nagle osłabły mi nogi, poczułam się źle Łucja pomogła mi usiąść na łóżku i podała wodę.
Kiedy to się stało? wyszeptałam.
Rok temu. Mój Walerian był bardzo chory. Miał tajemnicę kochał inną kobietę. Mieszkał ze mną, ale w snach przywoływał tę drugą Ja go kochałam, wybaczałam, choć zazdrość bolała. Nie mieliśmy dzieci, bo on nie chciał. Czekał, aż przyjdzie przyjdzie ona, Maja.
O Boże westchnęłam. Łucja zaszła łzy, po czym westchnęła z ulgą. Wydawało się, iż od dawna chciała podzielić się swoją historią, a ja, przypadkowo, stałam się jej siostrą. Nie powstrzymałam łez. Po chwili uspokoiłam się i wyznałam wszystko Łucji.
Maja to ja wypowiedziała cicho.
Co? zaskoczona.
Tak, ja. Pragnęłam zobaczyć Waleriana. Okazało się, iż za późno. Zniszczyłam jego miłość. Zawiodłam. Nie umiałam kochać, nie potrafiłam żałować, nie nauczyłam się chronić Wychowałam się jako sierota, a ciotka przygarnęła mnie w wiosce. Nie mogłam zaakceptować tego życia. We śnie uciekam, a kiedy wreszcie mam paszport, widzą mnie tylko nieliczni. Gdziekolwiek by nie poleciała ptaszka, wszystko wydaje się krzywym. Chciałam znaleźć czystą miłość, ale życie uczyło mnie twardo i wpychało w brud. Dlatego nie ufałam nikomu. Walerian to odczuwał przyznała się.
Byłaś dla niego świętością! Ach, Majo Gdybyś przyjechała rok wcześniej, może by się uzdrowił! Niestety, los kazał mi słuchać twojej wyznania Szkoda, iż nic wam nie wyszło. Wydajesz się niewinna. Nie znałaś miłości w dzieciństwie, więc nie mogłaś jej poczuć tak stwierdziła Łucja.
Zamilkłam, wzruszyłam ramionami. Obie kobiety przytuliły się jak siostry i ponownie zapłakały gorzko.
Zamykam dzisiaj ten wpis, czując jednocześnie ciężar przeszłości i odrobinę ukojenia. Mam nadzieję, iż kiedyś znajdę spokój, którego tak długo szukałam.









![Kultura nie uratuje życia, ale może je ubarwić. Zuzanna Stańska Superbohaterką "WO" [RELACJA Z GALI]](https://bi.im-g.pl/im/ec/26/1f/z32665580IH,Zuzanna-Stanska.jpg)

