– No, i jaka wyniosła się z naszej Nastki! Prawda to, iż pieniądze ludzi psują! – Ja nie rozumiałam,…

twojacena.pl 18 godzin temu

Dziś wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Myśli cały czas krążyły wokół tego, co usłyszałam niedawno od znajomej. Podobno teściowa mówiła, iż zrobiłam się zarozumiała, iż pieniądze mnie zepsuły. Podobno nie pomagam im finansowo, tylko sobie wszystko zostawiam. Tak bardzo mnie to zabolało. Nigdy nie uważałam się za lepszą od innych, po prostu życie postawiło mnie w trudnej sytuacji i musiałam się starać ze wszystkich sił dla dzieci.

Miałam przecież kiedyś szczęśliwe życie. Kochający mąż, dwójka dzieci, ciepły dom w Toruniu. Los jednak bywa okrutny Paweł wracał z pracy, zdarzył się wypadek, już nigdy nie wrócił do nas. Myślałam, iż nie udźwignę tej tragedii, ale to mama przekonała mnie, żebym się dla dzieci nie poddawała. Wzięłam się w garść. Zmieniałam prace, żeby jakoś się utrzymać, wszystko robiłam z myślą o moich dzieciach.

Kiedy podrosły, postanowiłam wyjechać do pracy za granicą. Najpierw była Warszawa, potem Wrocław, aż w końcu trafiłam do Londynu. Długie lata ciężkiej pracy. Przeżywałam różne chwile, czasem miałam ochotę się poddać, ale myśl o córce Zofii i synu Adamie dodawała sił. Przesyłałam im pieniądze, potem kupiłam im mieszkania, a w swoim trochę odnowiłam. Byłam z siebie dumna i powoli zaczęłam marzyć o powrocie do Polski. Ale rok temu moje życie znów się odmieniło poznałam Jana, Polaka, który od dwudziestu lat mieszka w Anglii. Sporo ze sobą rozmawialiśmy, poczułam, iż może coś dobrego mnie jeszcze spotkać.

Często myślę, czy powinnam do niego się zbliżyć. On nie chce wracać do Polski, ja jednak ciągle tęsknię za domem. Dlatego przyjechałam na kilka dni. Najpierw spotkałam się z dziećmi, potem odwiedziłam rodziców, ale do teściów nie miałam kiedy pójść spraw tyle się uzbierało, ciągle coś pilnego. Aż w końcu odwiedziła mnie moja przyjaciółka Iwona, która od lat pracuje w sklepie. Przy kawie powiedziała:

Twoja teściowa jest bardzo na ciebie zła!
Skąd wiesz?
Słyszałam rozmowę z panią Jadwigą, obgadywały cię. Że masz o sobie wysokie mniemanie, iż pieniądze cię zepsuły. I iż nigdy nie wsparłaś ich finansowo.

Te słowa mnie przytłoczyły. Przecież sama przez tyle lat harowałam, wychowywałam dzieci w pojedynkę. Skąd miałam brać jeszcze dla teściów? Musiałam zostawić coś i dla siebie, bo przecież nikt z nikąd mi nie pomagał…

Na te odwiedziny już wcale nie miałam ochoty, ale przełamałam się. Poszłam do sklepu, kupiłam warzywa, kiełbasę, bułki, herbatę. Przyszłam z siatkami, na początku było choćby miło, ale cała ta sytuacja nie dawała mi spokoju. W końcu powiedziałam:

Naprawdę nie było mi łatwo wszystkie te lata. Pracowałam na dzieci, bo nie miał kto mi pomóc.

Teściowie spojrzeli smutno. Teściowa powiedziała:

My też nie mamy wsparcia, wszyscy mają dzieci pomagające, a my sami! Ty powinnaś wrócić do kraju i wspierać nas bardziej przecież dalej jesteśmy rodziną.

Przeszył mnie wstyd. Nie umiałam powiedzieć im o Janie z Anglii, o nowym życiu. Wyszłam przygnębiona. Cały czas zadaję sobie pytanie: czy naprawdę powinnam pomagać rodzicom Pawła, skoro sama już ledwo daję sobie radę? Ile jeszcze muszę wytrzymać, żeby nikogo nie zawieść?

Idź do oryginalnego materiału