Ależ ta wasza Weronika się wywyższa! Mówią, iż pieniądze zmieniają ludzi! Zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi i czym takim mogłam urazić innych.
Kiedyś miałam szczęśliwy dom. Mąż i dwa dzieci syn i córka. Wszystko wyglądało dobrze, aż nagle świat się rozsypał. Mój ukochany wracał z pracy i wtedy wydarzył się koszmar wypadek samochodowy. Myślałam, iż nie dam rady tego przetrwać, ale mama powtarzała mi, żebym trzymała się dla dzieci. Postanowiłam nie poddam się. Zaczęłam pracować dniami i nocami. Gdy dzieci podrosły, wyjechałam do pracy za granicę najpierw do Niemiec, później do Anglii. Musiałam ich wspierać, nie miałam od nikogo pomocy ani wsparcia.
Tak minęły lata. Co miesiąc przesyłałam dzieciom pieniądze, potem kupiłam im mieszkania w Warszawie, a u siebie zrobiłam porządny remont. Czułam dumę, iż dałam radę. Marzyłam, by wrócić do Polski na stałe, ale rok temu, wszystko się zmieniło. Poznałam pewnego Polaka, Piotra, który od 20 lat mieszkał w Londynie. Wpadł mi w oko, rozpoczęliśmy rozmowy, coraz bardziej miałam wrażenie, iż z Piotrem może być coś więcej.
Jednak nie byłam spokojna. Piotr nie chciał wracać do Polski, ja tęskniłam za domem. Kilka dni temu zdecydowałam się na przyjazd. Najpierw spotkałam się z dziećmi, potem z rodzicami. Tylko teściowej nie mogłam odwiedzić. Tyle spraw mnie przytłoczyło, iż czasu zabrakło. Pewnego dnia wpadła do mnie znajoma Teresa, która pracuje w sklepie spożywczym, i powiedziała coś dziwnego:
Twoja teściowa jest na ciebie bardzo zła!
Skąd to wiesz?
Słyszałam, jak rozmawiała z sąsiadką na ławce. Mówiła, iż wywyższasz się przez kasę. Twierdzi, iż nigdy nic im nie dałaś.
Zrobiło mi się wyjątkowo przykro. Sama wychowywałam dzieci, robiłam wszystko, by im zapewnić dobry start. Po prostu nie mogłam dawać jeszcze pieniędzy teściom. Musiałam mieć coś dla siebie, rozumiesz?
Po takiej rozmowie nie miałam ochoty odwiedzać teściowej. Jednak przemogłam się. Kupiłam torbę jedzenia chleb z piekarni, twaróg, wędlinę z targu i poszłam. Na początku było miło, ale głos tej rozmowy brzmiał mi w uszach. W końcu powiedziałam:
Rozumie pani, iż przez tyle lat nie było mi łatwo. Pracowałam dla dzieci, nie mogłam liczyć na niczyją pomoc.
My też zostaliśmy sami. Inni mają dzieci, które pomagają rodzicom, a my się czujemy jak sieroty! Powinnaś wrócić do kraju i pomagać nam!
Teściowa jakby zaczęła mnie strofować. choćby nie odważyłam się powiedzieć, iż w Londynie mam partnera. Odeszłam smutna, z głową ciężką. Teraz nie wiem, co robić. Czy rzeczywiście powinnam pomagać rodzicom zmarłego męża? Czy muszę dalej brać na siebie cudze oczekiwania? Czuję się, jakby wokół mnie wszystko płynęło niczym warszawska Wisła w surrealistycznym śnie a odpowiedzi przez cały czas nie znajduję.











