No proszę, jaka wyniosła z naszej Nastki się zrobiła! Prawda, mówią, iż pieniądze psują ludzi! – Nie rozumiałam, o co chodzi i czym ich tak uraziłam Kiedyś miałam wspaniałe małżeństwo – mąż i dwójka dzieci. Ale wszystko rozpadło się w jeden dzień: mój ukochany wracając z pracy miał wypadek. Myślałam, iż nie przeżyję tej żałoby, ale mama przekonała mnie, żebym trzymała się dla dzieci. Wzięłam się w garść, zaczęłam ciężko pracować, a gdy dzieci podrosły – wyjechałam za granicę zarabiać. Musiałam postawić je na nogi, nie miałam żadnego wsparcia. Tak trafiłam najpierw do Polski, potem do Anglii. Zmieniłam wiele prac, zanim zaczęłam sensownie zarabiać. Wysyłałam dzieciom pieniądze co miesiąc, potem każdemu kupiłam mieszkanie, a u siebie zrobiłam porządny remont. Byłam z siebie dumna. Już myślałam o powrocie do Polski na stałe, ale rok temu wszystko się zmieniło – poznałam mężczyznę: Polak, ale od 20 lat żyjący w Anglii. Zaczęliśmy się spotykać i poczułam, iż coś z tego może być. Długo się wahałam: Artur nie mógł wrócić do Polski, a ja bardzo tęskniłam za domem. W końcu przyjechałam. Najpierw odwiedziłam dzieci, potem rodziców. Ale do teściów ciągle nie mogłam dotrzeć – po prostu nie miałam czasu, tyle spraw się nazbierało. Pewnego dnia przyszła do mnie koleżanka, która pracuje w sklepie, i powiedziała mi coś ważnego: – Twoja teściowa ma do ciebie żal! – Skąd wiesz? – Słyszałam, jak rozmawiała z inną znajomą. Mówiła, iż jesteś wyniosła i iż pieniądze cię zmieniły. I jeszcze, iż w ogóle im nie pomagasz finansowo. Było mi bardzo przykro to usłyszeć. Przecież sama wychowałam dwoje dzieci i wszystko robiłam dla nich. Nie mogłam jeszcze wspierać finansowo teściów, musiałam też zadbać o siebie – rozumiesz? Po tym jakoś nie miałam ochoty iść do teściów. W końcu się przemogłam, nakupiłam jedzenia i poszłam. Najpierw było dobrze, ale słowa koleżanki ciągle krążyły mi po głowie. W końcu powiedziałam: – Rozumiecie, iż przez te lata wcale nie było mi łatwo. Wszystko robiłam dla dzieci, nie miałam na kogo liczyć. – My też zostaliśmy bez wsparcia. Wszyscy mają dzieci, które im pomagają – a my sami. Też sieroty! Powinnaś wrócić i nam pomagać. Teściowa jakby mnie zawstydziła. Nie odważyłam się choćby powiedzieć, iż w Anglii mam partnera. Wyszłam stamtąd smutna. Teraz nie wiem, co robić. Czy naprawdę muszę pomagać rodzicom zmarłego męża? Już nie wytrzymuję!

newskey24.com 11 godzin temu

10 czerwca 2024, Warszawa

Czasem zastanawiam się, skąd bierze się tyle plotek? Co ja takiego zrobiłam, iż wokół mnie powtarzają: Ależ ta Zosia się wyniosła! Pieniądze ją zepsuły!.

Szczerze mówiąc, zupełnie nie rozumiem, o co chodzi i czym mogłam kogoś urazić. Przecież moje życie nigdy nie było łatwe. Miałam kiedyś udane małżeństwo, kochanego męża i dwójkę dzieci. Jednak wszystko runęło jednego dnia. Zbigniew wracał wieczorem z pracy i wydarzył się ten okropny wypadek samochodowy… Byłam przekonana, iż nie dam rady, nie poradzę sobie z tą rozpaczą. Tylko mama przekonała mnie, iż muszę żyć dalej dla dzieci. Wzięłam się w garść.

Zaczęłam pracować, ile się dało, a gdy dzieci trochę podrosły, zdecydowałam się wyjechać do pracy za granicą. Musiałam postawić je na nogi, bo na pomoc nie miałam co liczyć.

Najpierw trafiłam do Gdańska, potem znalazłam się w Londynie. Pracowałam gdzie się da, w hotelach, restauracjach, na sprzątaniu… Nie od razu było dobrze, ale z czasem zaczęłam regularnie wysyłać dzieciom pieniądze. Pomogłam im kupić mieszkanie, u siebie zrobiłam porządny remont. Byłam z siebie naprawdę dumna. Myślałam już choćby o powrocie na stałe do Polski. Życie znów się zmieniło rok temu, kiedy poznałam pewnego człowieka. Rafał, Polak, od dwudziestu lat mieszka w Anglii. Zaczęliśmy się spotykać i poczułam, iż może to coś dobrego.

Ale nie potrafię uwolnić się od wątpliwości. Rafał nie chce wracać do Polski, a ja bardzo tęsknię za domem. Kilka dni temu w końcu przyjechałam. Najpierw spotkałam się z dziećmi, potem z rodzicami. Tylko do teściów jakoś nie mogłam zajrzeć zwyczajnie nie miałam kiedy, masa spraw się zebrała.

W końcu przyszła do mnie moja dawna koleżanka ze sklepu, Halina. Przy kawie opowiedziała mi coś przykrego:

Twoja teściowa jest na ciebie strasznie zła!

Czemu?

Słyszałam, jak rozmawiała w sklepie z sąsiadką. Mówiła, iż stałaś się wyniosła, iż pieniądze zrobiły z ciebie kogoś innego. Twierdzi też, iż nigdy im nie pomagałaś finansowo.

Poczułam się okropnie. Przecież sama wychowywałam dwójkę dzieci, harowałam na nich bez końca. Nie miałam jak wspierać jeszcze teściów. Przecież sama też musiałam za coś żyć, czy oni tego nie rozumieją?

Po tej rozmowie miałam ochotę w ogóle do nich nie iść. Ale przemogłam się. Nakupiłam produktów i poszłam z wizytą. Z początku rozmawialiśmy spokojnie, ale w środku cały czas czułam tamte słowa… W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam:

Wiecie, iż przez te lata nie było mi lekko. Robiłam wszystko dla dzieci, bo o żadnej pomocy nie było mowy.

My też nie mieliśmy wsparcia odpowiedziała teściowa. Każdy ma dzieci, które mu pomagają, a my zostaliśmy sami. Też jesteśmy przecież bez nikogo. Ty powinnaś wrócić i nam pomagać.

Poczułam się zbesztana, jakbym zrobiła coś złego. Nie odważyłam się choćby wspomnieć o Rafałowi w Anglii. Wyszłam stamtąd smutna i zagubiona. Nie wiem już, co robić. Czy naprawdę powinnam czuć się zobowiązana wobec rodziców zmarłego męża? Dłużej już nie wytrzymuję…

Idź do oryginalnego materiału