Obietnica
Jadąc spokojnie trasą z Warszawy do Łodzi, mocno trzymałem kierownicę, a obok mnie w fotelu pasażera siedział mój przyjaciel Bartek. Wracaliśmy właśnie z delegacji szef wysłał nas na dwa dni, żeby domknąć istotny kontrakt.
Bartek, ale nam się udało, co? Wszystko załatwione, umowa podpisana na kupę pieniędzy, szef będzie zachwycony uśmiechnąłem się do niego.
No, fart nam dopisał potwierdził. Pracowaliśmy razem w jednej firmie, więc czuł satysfakcję równie mocno jak ja.
A najfajniej wracać do domu, gdy ktoś na ciebie czeka powiedziałem z rozmarzeniem Moja Kalinka jest w ciąży, skarży się na mdłości. Strasznie mi jej żal, ale bardzo chcieliśmy dziecka i od początku powtarzała, iż wszystko zniesie dla naszego maleństwa.
Dziecko to piękna sprawa, a my z Kasią nie możemy doczekać się swojego. Kasia ma problemy, do tej pory nie udało się utrzymać ciąży. Przed nami druga próba in vitro, bo pierwsza się nie powiodła podzielił się Bartek, choć temat był dla niego bolesny. Z Kasią byli małżeństwem od siedmiu lat, marzyli o dziecku, ale los nie był łaskawy.
Ożeniłem się dosyć późno, w wieku trzydziestu dwóch lat; miałem wcześniej inne relacje, ale żadna nie rozgrzewała mojego serca tak jak spotkanie z Kaliną. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i od tamtej chwili nie widziałem świata poza nią.
Kiedy pokazałem Bartkowi Kalinę, a później był świadkiem na naszym ślubie, przyznał, iż trochę mi zazdrości wiedział, iż trafiłem na wyjątkową kobietę. Kalina była piękna, delikatna, trudno jej się było nie zakochać.
Jesienny, lekki deszcz bębnił o szyby samochodu, a wycieraczki rytmicznie przecierały mokre szkło. Rozmawialiśmy o życiu, o pracy, żartowaliśmy. Zadzwoniła Kalina.
Cześć, Kalinko, już wracamy, będziemy za jakieś dwie godziny. Jak się czujesz? Nie dźwigaj, kochanie, przyjadę, wszystkim się zajmę. Całuję, do zobaczenia.
Bartek słuchał z boku, wyobrażając sobie, jak Kalina czeka na mnie z niepokojem, i pomyślał gorzko:
Kasia choćby nie zadzwoni. Nigdy się o mnie nie martwi, wie, iż jestem jej oddany. Jest inna niż Kalina uporządkowana, zawsze praca i dom.
Nagle na naszą stronę z impetem wjechał dostawczak. W ostatniej chwili skręciłem w bok, uderzyliśmy w latarnię przy mojej stronie i wypadliśmy z drogi. Bartek ocknął się pierwszy bolała go głowa, miał krew na ręce, drzwi od strony pasażera były otwarte. Spojrzał na mnie nie ruszałem się.
Ludzie zaczęli podbiegać, samochody zatrzymały się na poboczu. Bartek wciąż leżał na mokrej trawie i czekał na karetkę. Pomogli mi wydostać się z auta i ułożyli na noszach. Bartek pochylił się nade mną, usłyszał:
Pomóż Kalinie…
Zabrali nas do szpitala. Bartka czekał złamany nadgarstek i silne wstrząśnienie mózgu, ale był przytomny, dopytywał pielęgniarki:
Co z Dawidem? Jak mój przyjaciel?
Potem dowiedział się od pielęgniarki:
Dawid nie żyje…
Bartek był załamany. Na pogrzeb nie dał rady pojechać. Kasia poszła sama i opowiadała, iż Kalina na nabożeństwie płakała z rozpaczy, nie mogła uwierzyć, iż męża już nie ma. Trzymała się trumny, ledwo stała na nogach.
Po wypisie ze szpitala Bartek razem z Kasią pojechał na grób Dawida. Stał długo, obiecał mu w myślach:
Nie martw się, przyjacielu. Kaliny nie zostawię, będę tak jak prosiłeś.
Po dwóch dniach odwiedził Kalinę. Zapukał do drzwi, a gdy go zobaczyła, rozpłakała się:
Jak dalej żyć bez niego? Nie pogodzę się z tym.
Kalinko, obiecałem Dawidowi, iż będę ci pomagać. Razem damy radę. Dzwoń, jeżeli czegoś potrzebujesz, będę cię odwiedzał.
Czas płynął. Kalina zaczynała się uspokajać, bardzo bała się, iż przez te emocje straci dziecko, lekarz też ją przestrzegał. Bartek odwiedzał ją dwa razy w tygodniu, nosił produkty z marketu, kupował witaminy, zawoził do przychodni i tam gdzie trzeba. Kalina korzystała z jego wsparcia tylko, gdy naprawdę tego wymagała sytuacja.
Bartek, przykro mi, iż tracisz czas ze mną mówiła.
Dla mnie to nie problem. Przecież obiecałem Dawidowi.
Bartek czuł mieszankę uczuć. Kalina była kobietą jego marzeń, o takiej zawsze myślał, ale nie wyobrażał sobie innego scenariusza niż pomoc.
Kiedy Kalina zmagała się z dolegliwościami, Bartek i Kasia znów przechodzili przez kolejną procedurę leczenia niepłodności. Wyniki, lekarze, stres, rozczarowanie… Bezpłodność stała się ich codzienną troską. Kasia nie wiedziała o tym, iż Bartek pomaga Kalinie, nie tłumaczył jej niczego. W telefonie Kalina figurowała pod hasłem Pomoc, bo Bartek wiedział, iż żona mogłaby coś wyczytać i wolał nie ryzykować.
Po drugiej nieudanej próbie zostać rodzicami między Kasią a Bartkiem narosło napięcie. Kasia coraz bardziej obwiniała Bartka, on przestał walczyć o coś, czego nie dała im natura.
Kasia czuła, iż Bartek zachowuje się dziwnie był rozkojarzony, czasem wybuchowy, często wyjeżdżał wieczorami. Jednak o romansie nie myślała w tej sferze ich życie nie zmieniło się.
Bartek wiedział, iż prywatnie nie układa mu się, ale zawodowo wszystko wracało na dobre tory. Przejął projekt, który wraz z Dawidem rozpoczynali, dopiął go na ostatni guzik i firma podpisała znakomity kontrakt.
Kalina z każdym miesiącem była coraz bardziej zmęczona. Rodzice mieszkali pod Olsztynem, daleko od Warszawy, w mieście nie miała nikogo bliskiego. Często doskwierały jej migreny, puchły nogi, bywało, iż nie miała siły. Nigdy nie narzekała Bartkowi zbyt dużo.
Pewnego dnia Bartek zastał ją, jak próbowała ściągać zasłony, stojąc na drabince.
Akurat umyłam okno i chciałam powiesić nowe firanki powiedziała z uśmiechem.
Natychmiast zejdź! zbeształ ją, patrząc na jej zaokrąglony brzuch. Chcesz narażać dziecko? To nie żarty.
Pomógł jej zejść, byli blisko siebie, aż po ciele Bartka przeszedł dreszcz.
Dziękuję, Bartek mruknęła Kalina, po czym pobiegła do łazienki, znowu męczyły ją mdłości.
Bartek westchnął, otarł pot z czoła, rozmyślając: Ciekawe, czy Dawid to widzi, gdziekolwiek teraz jest. Sam prosił, bym pomógł.
Kiedyś Kalina zapytała:
Bartek, pomożesz mi urządzić pokój dla dziecka? Potem już nie dam rady. Widziałam piękne tapety ostatnio…
Bartek nie miał wyboru, zabrał się do remontu. Ciężarna nie mogła się za dużo przemęczać. Remont skończyli wspólnie, Kalina głównie doradzała i motywowała, ale pokój był gotowy. Bartek szarpał się pomiędzy frustracją żony a wsparciem, jakie dawał Kalinie ona zbliżała się do porodu.
Kasia wyczuła, iż żeby ocalić małżeństwo, musi odciąć się od obsesji, zająć się czymś nowym. Zaczęła pisać artykuły do gazet, a niedługo dostała propozycję prowadzenia kolumny w renomowanym magazynie. Przyjęła to z radością. Otrzymała solidny honorar, wróciła do domu z siatkami dobrego jedzenia i winem.
Co tu się dzieje? Świętujemy coś? zabawnie zapytał Bartek po powrocie z pracy.
Tak, dostałam super wypłatę, trzeba to uczcić. Długo na to czekałam.
Rozłożyła na stole przekąski, otworzyła wino, puściła ich ulubiony polski film. Popijali razem, próbując znowu zbliżyć się do siebie.
Wtem zadzwonił Bartkowi telefon. Kasia zobaczyła na wyświetlaczu Pomoc. Bartek poszedł gwałtownie do kuchni.
Co się stało? spytał cicho.
Bartek, chyba zaczęłam rodzić… Już wezwałam karetkę.
Przecież za wcześnie.
Siedem miesięcy, to się zdarza mówiła przez zaciski bólu.
OK, pojadę do szpitala.
Bartek ubrał się w pośpiechu, żona patrzyła na niego z niepokojem.
Wyjeżdżasz? Po co?
Tak… Szef dzwoni, muszę się spotkać, chodzi o nową akcję charytatywną. Potem wszystko wyjaśnię. Zaufaj mi, tak trzeba…
Ale Kasia nie była przekonana.
Jaka charytatywność? Jaki szef? Bartek zawsze coś kręci…
Bartek wybiegł z klatki, wskoczył do samochodu, ruszył do szpitala, który nie był blisko. Kalinę już tam przywieziono. Czekał dwie godziny, aż pielęgniarka oznajmiła Kalina urodziła synka. Bartek odetchnął z ulgą, czuł się w środku pusty i wykończony: Dzięki Bogu, wszystko dobrze się skończyło.
Kasia nie spała gdy wszedł, spojrzała na niego lodowato. Widziała, iż jest wyczerpany.
Ta twoja pomoc cię wykańcza, co? wbiła szpilę.
Bartek ciężko opadł na kanapę.
Tak, Kasia Kalina właśnie urodziła synka. Obiecałem Dawidowi, iż będę jej pomagał. Jest zupełnie sama.
Wszystko jasne… powiedziała cicho. Teraz kolejny etap: będziesz pomagać Kalinie przy dziecku, tak?
Tak odpowiedział szczerze Bartek.
Wiesz co… Ja na to nie pozwolę. Nie będziesz tracił czasu dla obcego dziecka, zwłaszcza iż własnego nie mamy i raczej mieć nie będziemy. Składam pozew o rozwód, rób co chcesz. Może znajdę innego mężczyznę i zdołam urodzić.
Bartek podniósł na nią zdumione oczy, zrozumiał, iż wini go za to, iż nie mają dziecka.
Twoje prawo, Kasiu. Nie będę się tłumaczył. Muszę być przy Kalinie i dziecku.
Mijał czas. Kasia wniosła pozew. Bartek został u Kaliny, pomagał jej z synkiem, małym Antkiem. Po pewnym czasie pobrali się. Dwa lata później urodziła się ich córeczka.
Trzymam kciuki za Wasze szczęście! Dziękuję, jeżeli doczytaliście ten wpis do końca.







