Dzisiaj, kiedy odbierałem moją pięcioletnią córkę z przedszkola w Gdańsku, poczułem się jakbym wpadł do dziury bez dna. Ledwo wsiedliśmy do samochodu, kiedy Małgosia rzuciła między rozmowami o przedszkolnych przygodach: “Tato, a czemu nowy tata mnie nie odebrał tak jak zawsze?”
Serce mi zamarło. Przez dziesięć lat byłem przekonany, iż znam Agatę na wylot. Byliśmy razem prawie od studiów, ślub wzięliśmy nad Jeziorem Kaszubskim impreza była kameralna, tylko najbliżsi. Wspólny start w małym mieszkaniu w Wrzeszczu, potem narodziny Małgosi. Dobudowywaliśmy się cegła po cegle wspólne poranki, wieczorne bajki, niedzielne wycieczki na plażę i do zoo w Oliwie.
Poznaliśmy się dekadę temu na urodzinach wspólnego znajomego. Agata od razu rzucała się w oczy: śmiała się najgłośniej, wyglądała olśniewająco w bordowej sukience i zagadywała każdego, kto tylko mijał ją w korytarzu. Ja byłem wtedy raczej cichym informatykiem, wiecznie z nosem w kodzie i z nieporadnością, która trochę mnie raziła, trochę śmieszyła. A jednak to mnie zauważyła i utknąłem w jej świecie. Rozmawialiśmy do północy o starych kasetach, podróżach na Mazury i wybrykach z dzieciństwa. Rok później planowaliśmy już wspólne życie.
Kiedy urodziła się Małgosia, wszystko się wywróciło. Nagle okazało się, iż można być jednocześnie przerażonym i najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Pamiętam, jak Agata tuliła ją wychodząc z porodówki i szeptała obietnice, iż będzie najlepszą mamą. Wspólne nocne wstawania, wymęczeni, a jednak dumni, nigdy nie byliśmy bliżej.
Pół roku po narodzinach Agata wróciła do pracy. Kierowała działem marketingu w jednej z większych spółek przy ul. Grunwaldzkiej. Lubiła wyzwania, goniła terminy jakby to był sport narodowy, lubiła być potrzebna i doceniana. Wspierałem ją zawsze. Sam pracowałem jako programista, nie zawsze miałem typowe godziny, ale jakoś znajdowaliśmy złoty środek, codzienne rytuały, swój mały rytm. Agata zwykle odbierała Małgosię z przedszkola znała wszystkie panie kucharki, wszystkie ploteczki z szatni.
Niby byliśmy normalną rodziną. Kłóciliśmy się czasami o to, kto zapomniał mleka, kto zostawił auto na podwórku bez paliwa albo czemu zmywarka znów pełna. Nic nie wskazywało, iż pod spodem coś się kruszy.
Aż do tego czwartku.
Agata zadzwoniła tuż po piętnastej: “Miśku, mogę Cię prosić o wielką przysługę? Zarząd zwołał naradę, nie zdążę po Małgosię. Możesz ją zgarnąć?”. Zerwałem się od biurka i wybiegłem do samochodu, mówiąc szefowi, iż rodzinna sprawa, wrócę jutro.
Uśmiech Małgosi rozjaśnił mi dzień. Przebierałem jej buty, ona paplała o koleżankach z sali, a ja po prostu łapałem te chwile, których tak mi brakowało przez zabieganie. Wtedy padło to jej pytanie: “A czemu nowy tata nie przyszedł?”
Z sercem w gardle, zapytałem: “Jaki nowy tata, kochanie?”
Spojrzała na mnie rozbawiona: “No…, nowy tata! Często mnie odbiera, potem jedziemy do biura mamy, czasem chodzimy na spacer albo do zoo. Przychodzi, kiedy pracujesz. Przynosi ciastka. Mówił, żebym mówiła na niego tata, ale wolę nowy tata”.
Udawałem spokój. Zapinając jej kurtkę, udzielałem neutralnych odpowiedzi podczas gdy w głowie miałem tylko jedno pytanie: Kim jest ten facet? I czemu Agata ani razu o tym nie wspomniała?
Reszta popołudnia rozmyła mi się jak za mgłą. Usmażyłem Małgosi ukochane nuggetsy z kurczaka i ułożyliśmy puzzle, ale od środka gotowała mnie niepewność.
W nocy, leżąc obok Agaty, liczyłem do stu zamiast snu. Chciałem ją obudzić, zapytać, zażądać wyjaśnień powstrzymał mnie tylko strach, iż usłyszę coś, czego nie uniosę. Musiałem najpierw dowiedzieć się więcej.
Następnego dnia zadzwoniłem do pracy, iż jestem chory. Około południa zaparkowałem po drugiej stronie ulicy, tuż przy przedszkolu. Miałem na oku wejście. Czekałem na Agatę, a tymczasem…
Nie ona odbierała Małgosię. Tylko chłopak, Adam jej młodszy asystent z pracy, którego pokazywała mi czasami na zdjęciach ze świątecznej imprezy firmowej. Mógłby być moim kolegą z uczelni. Uśmiechnięty, zawsze jakby trochę przestraszony światem.
Adam podał Małgosi dłoń i razem poszli w kierunku jego srebrnej Skody. Zrobiłem parę zdjęć, dłońmi trzęsącymi się jak u dzieciaka. Serce waliło mi jak dzwon Zygmunta.
Pojechali prosto do wieżowca firmy Agaty. Zaparkowali w podziemnym garażu i weszli razem do windy, Adam wciąż trzymał Małgosię za rękę. Zaczekałem chwilę. Potem wszedłem za nimi do holu.
Tam na miękkiej ławce siedziała Małgosia ze swoim ukochanym misiem. Kiedy mnie zobaczyła, rozbłysnęła uśmiechem. “Tato, mama i pan Adam są za tamtymi drzwiami. Kazali mi poczekać i być grzeczną.”
Uklęknąłem przy niej. “Zostań tu, dobrze? Zaraz wrócę”.
Miałem nogi jak z ołowiu. Otworzyłem drzwi bez pukania nie chciałem, by moja córka zobaczyła, do czego zaraz dojdzie.
Tam byli: Agata i Adam, w objęciach, nie potrafiący choćby zaprzeczyć. Zamarli, patrząc na mnie. Ja podszedłem i bez cienia krzyku powiedziałem: “Co pan robi z moją żoną? I dlaczego moja córka ma nazywać pana tatą?”
Adam spuścił wzrok. Agata zaczęła tłumaczyć nie wiedziała, iż kazał Małgosi tak mówić, iż wszystko poszło za daleko. Ja nie dałem się nabrać miałem już dość wymówek, dość zdrady. Powiedziałem prosto: “To koniec. Nasze małżeństwo się skończyło”.
Odszedłem, nie dając się przekonać łzami ani przeprosinom. Wziąłem Małgosię za rękę, wyszliśmy z budynku. Spytała, czemu jestem smutny. Odpowiedziałem, iż spędzimy fajny wieczór we dwoje.
Następnego dnia zamówiłem spotkanie z prawnikiem w Oliwie. Złożyłem pozew o rozwód z winy Agaty oraz o przyznanie mi pełnej opieki. To, co nastąpiło później, było istnym koszmarem protokoły z przedszkola i monitoring z biura potwierdziły, iż Adam przez wiele tygodni odbierał Małgosię, choć nikt z personelu nie kwestionował tych praktyk.
Wyrok sądu był dla Agaty surowy straciła prawo do samodzielnej opieki, miała widywać Małgosię tylko w obecności kuratora co drugi weekend. Gdy wieść o romansie dotarła do zarządu jej firmy, została zwolniona razem z Adamem. Nikt nie lubi takich skandali, szczególnie w korporacji.
Często płakałem nocami, obok pustego łóżka, kiedy Małgosia już spała. Z Agatą łączyło mnie tyle wspomnień, sądziłem, iż razem się zestarzejemy. A jednak zmarnowała wszystko dla niedojrzałego chłopaka, który nie widział nic złego w tym, by wprowadzać się w życie mojej córki.
Teraz cała moja uwaga skupia się na Małgosi. Obiecałem sobie, iż zapewnię jej poczucie bezpieczeństwa i miłości aby nigdy nie myślała, iż jest mniej ważna przez błędy dorosłych.
Agata widuje Małgosię na tych wymuszonych wizytach. Bywa, iż spotykamy się na urodzinach w sali zabaw czy przedstawieniu w przedszkolu udajemy cywilizowanych, bo Małgosia zasługuje na to, by czuć się kochana przez oboje rodziców.
Czasem Agata próbuje mnie przekonać do wybaczenia, wypisuje długie wiadomości nocami. Darowałem jej tylko tyle, by móc zachować spokój przy Małgosi, nic więcej.
Fajerwerków nie oczekuję nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze komuś zaufam, czy znowu znajdę w sobie gotowość na miłość. Ale wiem jedno będę zawsze walczył o moje dziecko. Zrobię wszystko, by wiedziała, iż jest najważniejsza, bez względu na to, jak bardzo świat dorosłych bywa nieprzewidywalny.
Jeśli ktoś z was myśli, iż takie rzeczy się nie zdarzają iż to niemożliwe, iż wasza rodzina jest odporna na zdradę niech będzie czujny. Zwracajcie uwagę na detale, nie ignorujcie swojego przeczucia. Czasem największe sekrety kryją się właśnie tam, gdzie czujemy się najbezpieczniej.
Codziennie przypominam sobie, iż uratowałem moją Małgosię przed życiem w iluzji szczęścia. I to jest coś, czego nigdy nie będę żałował.










