Dziennik, czwartek, 16 marca
Odebrałem moją pięcioletnią córeczkę z przedszkola, gdy ni stąd, ni zowąd, rzuciła: Tato, czemu nowy tata mnie dziś nie odebrał, tak jak zwykle?
Poczułem, iż świat zadrżał mi pod stopami. Myślałem, iż znam Olgę. Dziesięć lat małżeństwa, cudowna córka Zuzia i życie, nad którym razem tak ciężko pracowaliśmy, budując wszystko od zera. A tu… jeden przypadkowy komentarz mojego dziecka sprawia, iż patrzę na moją żonę kompletnie inaczej z pytaniem, jak długo mnie okłamywała.
Poznałem Olgę dekadę temu na imieninach wspólnego znajomego w Warszawie. Stała przy oknie z kieliszkiem czerwonego wina, śmiała się głośno z jakiegoś żartu, którego choćby nie usłyszałem i wiedziałem, iż wtedy moje życie się odmieni. Była promieniem światła pełna energii, charyzmy, miała w sobie to coś, co sprawiało, iż ludzie zwracali uwagę, choćby jeżeli tego nie chciała. A ja? Byłem zwyczajnym informatykiem z Piaseczna, który rzadko wychodził do ludzi.
Ale to ja tego wieczoru siedziałem z nią przez całą noc. Gadaliśmy o Queen, Mazurach, dzieciństwie i wszystkich głupstwach, które robiliśmy jako dzieciaki. Gdy rok później braliśmy ślub w maleńkim kościele w okolicach jeziora Zegrzyńskiego, nie wierzyłem, iż miałem takie szczęście.
Potem przyszła Zuzia cztery lata temu. Nasz świat stanął na głowie, ale nigdy nie byłem bardziej przerażony i szczęśliwy naraz. Pamiętam, jak Olga pierwszy raz wzięła Zuzię na ręce i szepcze jej na uszko, czego ją nauczy i ile razem zrobią. Pamiętam nocne pobudki, przetarte oczy, kiedy karmiliśmy małą zmieniając się co noc totalna masakra, a jednak byliśmy szczęśliwi. Byliśmy drużyną, rodziną.
Olga wróciła do pracy po pół roku. Kierownik marketingu w dużej firmie przy alei Jana Pawła typ kobiety, która doskonale ogarnia prezentacje, deadliney, wielkie projekty. Byłem z niej dumny, wspierałem ją. Ja sam też miałem elastyczne godziny, nie pracowałem od 8 do 16, więc dzieliliśmy się obowiązkami. Codzienność kolacje razem, bajki do snu, łazienka pełna piany i pluszaków. Kłóciliśmy się rzadko i zwykle o pierdoły mleko, samochód, gary w zlewie. Nic poważnego, co mogłoby mnie wybić z przekonania, iż jesteśmy mocni.
Aż do poprzedniego czwartku.
Telefon od Olgi: Kochanie, mam awaryjne spotkanie, nie dam rady odebrać Zuzi, możesz po nią pojechać? Zerknąłem na zegarek 15.15, zdążę, jak wybiegnę już teraz. Jasne, nie ma sprawy. Klamka zapadła.
Pojechałem więc, zostawiając wszystko. W przedszkolu Zuzia rzuciła mi się na szyję, śmiejąc się na cały korytarz. Tatusiu! Tęskniłem za tym, choćby nie wiedziałem jak bardzo. Pomogłem jej ubrać różową kurteczkę z misiami, słuchałem jej opowieści o koleżance Kasi, o nowych rysunkach.
A wtedy padły te słowa: Tato, czemu nowy tata mnie dziś nie odebrał?.
Zastygłem. Kochanie, jaki nowy tata? Popatrzyła na mnie, jak na przygłupa. No nowy tata. Zawsze mnie zabiera do biura mamy, potem chodzimy na spacery, a czasem choćby do zoo. Często przynosi mi bułki cynamonowe! Mówi, żebym mówiła do niego tato, ale to dziwne.
Serce miałem aż w gardle. Starałem się wyglądać normalnie nie dać po sobie poznać, iż coś mnie rozwaliło. Aha, rozumiem, kochanie. Dziś niestety nie mógł przyjść, więc przyszedłem ja. Fajnie, nie?. Uśmiechnęła się szeroko. No jasne! Ale i tak dziwnie mu mówić tato. Przełknąłem ślinę i dokończyłem zapinanie kurtki.
Za maliśmy wrócili do domu. Zrobiłem Zuzi jej ukochane polędwiczki drobiowe i makaron. Pomagałem jej układać puzzle, ale myśl miałem tylko jedną kto, do cholery, jest nowym tatusiem? I dlaczego nigdy o nim nie słyszałem? Czemu Olga nigdy nie wspomniała, iż ktoś odbiera ich z przedszkola?
Wieczorem leżałem obok śpiącej Olgi, patrzyłem w sufit. Chciałem ją obudzić z tysiącem pytań, ale strach mnie sparaliżował. Może chciałem być pewny, zanim zacznę rzucać oskarżenia? Sam już nie wiem.
Rano podjąłem decyzję zadzwoniłem do pracy, zgłosiłem grypę żołądkową, naturalnie usprawiedliwiając się szefowej. O 15:00 zaparkowałem po drugiej stronie ulicy przy przedszkolu, czekając. Olgę miał odebrać Zuzię.
I wtedy zobaczyłam: to nie Olga wychodzi z samochodu po mojego dziecko. Moje dłonie aż pobielały na kierownicy. Tym facetem był Leszek asystent Olgi z biura. Młodszy, pewnie z siedem lat od niej, zawsze grzeczny, zawsze z kwiatkiem na Dzień Kobiet. Kojarzyłem go z kilku spotkań firmowych miły chłopak, nic wielkiego.
Zrobiłem kilka zdjęć telefonem. Musiałem mieć dowód. Zuzia szła z nim za rękę, jakby to było najnormalniejsze na świecie. Leszek wsiadł z nią do srebrnej Skody. Ruszyłem za nimi, dwa samochody z tyłu. Pojechali prosto pod budynek firmy Olgi w centrum. Zaparkowali na podziemnym parkingu i weszli do środka.
Odzyskałem oddech, odczekałem chwilę i ruszyłem. Minąłem portiera, skierowałem się do holu. Zuzia siedziała na fotelu, trzymając ukochanego misia. Tatooo! rzuciła się do mnie. Przyklęknąłem przy niej: Skąd mama? Gdzie pan, który cię odbierał? Pokazała na zamknięte drzwi biura Tam są, kazali mi grzecznie poczekać.
Serce mi waliło jak młot. Kazałem Zuzi pozostać na miejscu. Ruszyłem do drzwi, nogi miałem jak z waty. Wszedłem bez pukania.
Zastałem Olgę i Leszka, całujących się. Zamarli. Czas stanął w miejscu. Spojrzałem na niego zimno: Co pan adekwatnie wyprawia z moją żoną? I jak śmie pan mówić mojej córce, żeby nazywała pana ojcem? Leszek spuścił wzrok, Olga pobladła.
Piotr, to nie tak zaczęła się jąkać. Serio… ja nie wiedziałam, iż Leszek prosił Zuzię, żeby nazywała go ojcem… To był błąd Przepraszam
Nie obrażaj mojej inteligencji! przerwałem jej. Codziennie go po nią wysyłałaś, wprowadzałeś go do naszego domu. I jeszcze próbujesz to tłumaczyć?
Mówiła, iż pogubiła się, iż to przez pracę, zmęczenie, iż czuła się samotna Zwyczajne, puste wymówki.
Odsunąłem się. Nie, Olga. To koniec. Nie zamierzam dzielić życia z kimś, kto sprowadza kochanka do domu i wykorzystuje moją córkę jako przykrywkę.
Wyszedłem z biura, zebrałem Zuzię i wróciliśmy prosto do domu. Mała oczywiście zauważyła, iż jestem podłamany, ale powiedziałem jej, iż spędzimy razem wyjątkowy wieczór tata z córką.
Następnego ranka wynająłem prawnika i złożyłem pozew o rozwód oraz o wyłączną opiekę. Przeprawa przez sąd była straszna monitoring z przedszkola i firmy potwierdził wszystko: Leszek odbierał Zuzię od tygodni, wszyscy byli przekonani, iż miał do tego prawo. Kamery uchwyciły ich wspólne spacery, a w pracy spotkania za zamkniętymi drzwiami.
Sąd orzekł na moją korzyść Olga straciła prawo do samodzielnej opieki, widzenia tylko pod nadzorem. W pracy gwałtownie wiadomość poszła dalej zarówno ona, jak i Leszek stracili zatrudnienie przez złamanie regulaminu (relacja przełożona-podwładny).
Było mi ciężko. Wielokrotnie płakałem po nocach, gdy Zuzia spała, bo przez całe lata kochałem Olgę. Myślałem, iż dożyjemy razem starości. Ale okazało się, iż można być tak ślepym na to, co oczywiste.
Dzisiaj cała moja energia idzie w Zuzię. Chcę wychować ją na mądrą, silną dziewczynę, która nigdy nie będzie wątpić w swoją wartość. Staram się, żeby czuła się kochana bezwarunkowo.
Olga widuje się z Zuzią tylko pod nadzorem dwa razy w miesiącu, na urodzinach, czasami w szkole. Próbowała pisać, przepraszać, prosić o wybaczenie Ale ja chyba jeszcze długo nie będę w stanie jej przebaczyć. Może nigdy.
Dla dobra Zuzi staram się być uprzejmy, czasem choćby usiądziemy przy jednym stole podczas wizyty. Udajemy przez chwilę normalność dla niej. Bo Zuzia zasługuje na miłość obojga rodziców, choćby jeżeli nie są już rodziną.
Nie wiem, co będzie dalej. Boję się ponownego zaufania, myśl o randkowaniu mnie przeraża. Ale jedno wiem na pewno już zawsze będę chronił moją córkę. I jeżeli to czytasz, i myślisz, iż coś takiego nigdy nie wydarzy się w twoim domu nie bądź naiwny. Zwracaj uwagę na szczegóły, nie ignoruj przeczucia.
Cieszę się, iż zaufałem swojemu. Dzięki temu uratowałem Zuzię przed domem zbudowanym na kłamstwie. I tego nigdy nie pożałuję.






