Odkryłam pamiętnik mojej matki. Po jego przeczytaniu pojęłam, dlaczego zawsze traktowała mnie inaczej niż moje rodzeństwo.

newsempire24.com 2 dni temu

Znalazłam pamiętnik mojej mamy, Krystyny. Po przeczytaniu go w końcu pojąłam, dlaczego całe życie traktowała mnie inaczej niż rodzeństwo.

Zawsze miałam przeczucie, iż coś nie gra. Czułam się trochę jak niewłaściwy element układanki rodzinnego portretu. Mój brat, starszy Maciek, i młodsza siostra Bogna zdawali się idealnie wpasować w serce mamy. Dla nich zawsze znajdowały się czułe słowa, cierpliwość i troska.

Dla mnie natomiast chłodny dystans, który od dziecka ranił. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego tak jest, więc przez lata wymyślałam sobie różne wyjaśnienia.

Może nie spełniłam jej oczekiwań? Może coś zrobiłam nie tak? Te pytania towarzyszyły mi przez całe życie, aż do chwili, kiedy natrafiłam na coś, co na zawsze odmieniło mój obraz rodziny.

Mama odeszła kilka miesięcy temu. Dopiero teraz zebrałam w sobie odwagę, by przejrzeć jej rzeczy. Maciek i Bogna zajęli się papierologią, a ja wzięłam na siebie najtrudniejszą część przeglądanie osobistych drobiazgów, których nikt nie chciał dotknąć.

Szafa pełna starych sukienek jeszcze pachniała perfumami, które mama uwielbiała. Dotykałam tkanin z bólem, wspominając chłodne wieczory z dzieciństwa, kiedy pragnęłam jej bliskości, a dostawałam jedynie lodowate spojrzenie i ciche Teraz nie mam czasu.

Na samym dnie jednej ze szuflad znalazłam niespodziewany skarb zakurzony notes związaną wstążką. Otworzyłam go ostrożnie, czując przyspieszone bicie serca. Na pierwszej stronie widniało imię Krystyna i rok 1978 rok moich narodzin.

Pierwsze kartki wypełnione były młodzieńczymi marzeniami i banalnymi zapiskami codzienności. Czytałam je ze smutkiem i ciekawością. Gdy dotarłam do wpisów z jesieni, poczułam, jak grunt usuwa się spod nóg.

Dziś powiedziałam Jasiowi, iż jestem w ciąży. Milczał długo, w końcu rzucił tylko: Nie mogę, Krysia. Wiesz, iż mam rodzinę. Nic Ci nie obiecałem. Odeszło mnie, zostawiając samą na ławce w Parku Łazienkowskim. Myślałam, iż umrę z rozpaczy. Jak mam to powiedzieć mężowi? Dzieciom?

Czytałam dalej, coraz bardziej zdruzgotana. Każdy wpis odsłaniał prawdę, której podświadomie bałam się całe życie. Ojciec, którego znałam, nie był moim biologicznym tatą. Mężczyzna, którego mama kochała bez wzajemności, odrzucił ją i zostawił samą. Ich małżeństwo, choć przetrwało, nosiło piętno mojego przyjścia na świat.

Urodziłam dziewczynkę. Kiedy na nią patrzę, widzę jego twarz. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła kochać ją tak, jak pozostałe dzieci. Jest żywym dowodem mojej słabości, wstydu. Każde spojrzenie na nią boli.

Powtarzałam to zdanie, nie mogąc powstrzymać łez. W końcu zrozumiałam, dlaczego mama zawsze była wobec mnie inna. Byłam nieświadomym przypomnieniem o jej największym życiowym błędzie, o miłości, która nigdy nie mogła się spełnić. Nie potrafiła oddzielić własnego bólu od dziecka, które urodziła.

Siedziałam długo w jej pokoju, notes na kolanach, płacząc nad losem swoim i jej. Czułam gniew, żal, smutek, a przede wszystkim ogromną stratę za te wszystkie lata, kiedy zamiast miłości dostawałam jedynie obojętność. Jednocześnie po raz pierwszy poczułam współczucie. Jak bardzo musiała cierpieć, nosząc tę tajemnicę tyle lat?

W kolejnych dniach patrzyłam na swoje życie zupełnie inaczej. Zawsze bałam się odrzucenia, nie wierzyłam, iż zasługuję na miłość teraz wiedziałam dlaczego. Moja własna matka nosiła w sobie żal, który nieświadomie przeniosła na mnie. To odkrycie zmusiło mnie do przemyślenia, kim naprawdę jestem córką, której nie chciało się urodzić, czy kobietą, która mimo wszystko potrafi kochać?

Postanowiłam porozmawiać z rodzeństwem. Opowiedziałam im o notesie. Byli wstrząśnięci. Maciek mnie przytulił, Bogna długo płakała. Przyznali, iż zawsze czuli, iż jestem traktowana inaczej, ale nie potrafili tego nazwać. Ich miłość nie zmieniła się ani trochę może choćby stała się silniejsza.

Dziś, choć rany wciąż są świeże, nie pytam już dlaczego?. Wiem, iż mama nigdy nie potrafiła przejść poza własną traumę. Wybaczyłam jej, bo rozumiem, jak ciężko nosić tajemnicę, która wciąż krwawi. Postanowiłam, iż przeszłość nie będzie dyktować reszty mojego życia. Zaczęłam terapię, buduję na nowo poczucie własnej wartości. Uczę się kochać siebie, czego nigdy wcześniej nie zaznałam.

Bo w końcu choćby jeżeli narodziłam się z cudzej pomyłki, moje życie jest warte tyle samo, co każde inne. Mam prawo być szczęśliwa, akceptować siebie i kochać, tak jak mama nigdy nie potrafiła mnie pokochać.

A może właśnie teraz, znając prawdę, nauczę się żyć naprawdę bez lęku, bez wstydu, w zgodzie ze sobą samą.

Idź do oryginalnego materiału