U nas przyjęło się, iż rodzice starają się zapewnić dzieciom spadek, a jeżeli tych dzieci jest kilkoro, to sprawiedliwie dzielą wszystko po równo. Niestety, życie pokazuje, iż bywa inaczej.
Moja przyjaciółka znalazła się w bardzo przykrej sytuacji. Niby formalnie jej to nie dotyczy, ale cierpi razem z mężem. Jej mąż jest synem z pierwszego małżeństwa. Ojciec praktycznie nigdy się nim nie zajmował – odszedł od matki, gdy chłopiec dopiero się urodził. Przez pierwsze lata mąż mojej przyjaciółki zwracał się do niego wujku, bo nikt mu nie powiedział, iż to jego prawdziwy ojciec.
Matka liczyła, iż kiedyś wyjdzie ponownie za mąż, a nowy partner przysposobi chłopca. Gdy te nadzieje się rozpadły, chłopak dowiedział się prawdy. W międzyczasie ojciec miał już drugą rodzinę – w niej pojawił się kolejny syn, a po siedmiu latach także córka.
Nie wdając się w szczegóły – żaden z synów nie skończył studiów (starszy, czyli mąż mojej przyjaciółki, podobno nie potrzebował), a ten z drugiego małżeństwa został wyrzucony z domu zaraz po wojsku. Od tamtej pory tuła się po cudzych kątach. Z kobietami też mu się nie układa.
Za to córce opłacono studia, kupiono mieszkanie na kredyt. A teraz ojciec ogłosił, iż i to mieszkanie, w którym mieszka z żoną, również zostanie zapisane najmłodszej córce. Starszy syn choćby nie próbuje się upominać o swoje, ale przykro mu za przyrodniego brata.
Kilka lat temu usunięto go choćby z meldunku, i to praktycznie w pustkę – bo przecież jest dorosły, od dawna pełnoletni. Ale czy naprawdę można tak wyrzucić człowieka w „nigdzie”?
Rodzice tłumaczą, iż córka ma dziecko, a syn – nie. Więc ona potrzebuje bardziej. Ale przecież to niesprawiedliwe. Starszy syn na szczęście ma własne mieszkanie, ale dlaczego ten drugi – dziecko tej samej matki – traktowany jest gorzej niż siostra? Dlaczego matka milczy? Przecież to jej syn, tak samo istotny jak córka.
Moim zdaniem, nieważne ilu dzieci mają rodzice – powinni dzielić wszystko równo. Nie powinno być znaczenia, czy to syn, czy córka, z pierwszego czy drugiego małżeństwa. Wszystkie dzieci są równe i taka sama jest odpowiedzialność rodziców wobec nich. Albo dawać wszystkim, albo nikomu. A przepisać wszystko jednej córce, nie pamiętając o synach – to zwyczajna niesprawiedliwość.