Ojczym

twojacena.pl 9 godzin temu

Drogi pamiętniku,

Dziś po raz kolejny musiałem stawić czoła sytuacji, w której nie chciałem się znajdować, a jednocześnie nie mogłem stać z boku. Waldemar, kumpel mojego przybranej córki Zuzanny, wpadł do mojego salonu w Warszawie i od razu podniósł głos: Wiesz co, nie ma sensu napierać na młodą dziewczynę! krzyknął, nie mogąc ukryć rozdrażnienia.
Coż to ma znaczyć? odpowiedziałem, nie rozumiejąc, dlaczego tak głośno się rozgłasza.

Wspina się wam po głowie na Zuzannę! Myślicie, iż nie widać, iż nie jest wam pasierbicą wcale? wykrzyknął Waldemar, przyciskając się do mnie ręką w kurtkę i gotów, by zadać mi cios.
Zuzanna, przerażona, krzyknęła: Peteczku!!! i odciągnęła go od mnie. Wtedy Waldemar odsunął się, rzucając: Naprawdę nie widzę, jak bardzo ją krzywdzisz! a ja jedynie mruknąc odpowiedziałem: Nie mam ochoty choćby ręką się w to wtrącać.

Wszystko to przerodziło się w kolejny kłótliwy moment w naszym domu. Przypominam sobie, jak po ślubie z Małgorzatą, kiedy Zuzanna miała zaledwie dziesięć lat, poczułam ogromny ciężar odpowiedzialności za rodzinę, w której po drugiej stronie stoją martwe wspomnienia o zmarłym ojcu, który odszedł dwa lata przed ślubem. Najpierw patrzyłam na Małgorzatę z nieufnością, ale z czasem udało mi się zbudować most porozumienia. Zuzanna nie nazywała mnie „tatusiem”, ale zdrobnienie Peteczko wybrzmiało w jej ustach tak ciepło, iż wszyscy wiedzieli, iż jesteśmy blisko.

Dzięki niej udało nam się utrzymać rodzinę, choćby gdy sześć lat po ślubie pojawiły się pierwsze rozterki kiedy niewybaczona wina przywiodła mnie na spotkanie firmowe do koleżanki z pracy, Igi, i no cóż, po kilku kieliszkach wina i kilku godzinach szaleńczego śmiechu, straciłem przytomność i nie pamiętam dokładnie, co się wydarzyło. Małgorzata dowiedziała się o wszystkim od kogoś z sąsiedztwa.

Wtedy przyznałem się, błagając o wybaczenie, ale Małgorzata nie chciała słuchać i groziła rozwodem. Kłótnie trwały, aż Zuzanna, będąc jeszcze uczennicą, wyczuła, iż w domu jest niepokój. Tylko dla Zuzanny cię wybaczam wyszeptała Małgorzata, a ja przysięgałem, iż nigdy nie popełnię tego błędu ponownie, spędzając więcej czasu z rodziną, by przywrócić euforia w jej oczach.

Gdy Zuzanna skończyła osiemnaście lat, przywiodła do domu swojego chłopaka Waldemara. Ja od razu go nie polubiłem: szczupły, nieco zarozumiały, z nieustannym uśmiechem, który sprawiał, iż czułem się niekomfortowo. Ale patrząc na Zuzannę, której oczy błyszczały w szaleńczym zauroczeniu, musiałem się opanować.

Zuzanko, czy naprawdę uważasz, iż to ten, którego potrzebujesz? zapytałem cicho, kiedy Waldemar wyszedł z mieszkania.
A co, Peteczko, nie podobał ci się? odpowiedziała Zuzanna, z rozczarowaniem w głosie. Waldemar jest naprawdę dobry.
Ja westchnąłem ciężko, ale wymusiłem uśmiech: Zobaczymy. Nie mogłaś wybrać źle.

Waldemar wyczuł moją niechęć i starał się unikać konfrontacji, zachowując jedynie grzeczność, choć robiło mu to trud. W międzyczasie Małgorzata ponownie oskarżyła mnie o zdradę z Igą, a ja nie mogłem już wytrzymać tego ciągłego napięcia.

Co, znowu ci się podobała? Nie możesz już powstrzymać się od jej przyciągania! wykrzywiła Małgorzata, a ja byłem zdumiony jej nagłą agresją. Dlaczego tak myślisz? zapytałem.

W końcu zadzwoniłem do Igi, a ona odebrała przy głośniku telefonu, wyraźnie podchmielona. Peteczko, jesteś pijany, czy co? drwiła, przypominając, iż kilka miesięcy temu wzięła ślub, a spodziewa się dziecka. Spróbowałem przeprosić, a ona jedynie zmrużyła oczy, po czym wyszła z pokoju.

Kilka dni później Małgorzata nie rozmawiała ze mną, pokazując swój charakter. Powoli jednak wydawało się, iż ich relacje wracają do normy, ale w domu musiałem wymyślać wymówki, dlaczego kłócę się z Małgorzatą, by Zuzanna nie martwiła się o nas.

Następnego tygodnia zostałem potrącony samochodem przy ul. Marszałkowskiej. Nie wiem, co się stało, ale nagle znalazłem się na jezdni, a niewielki samochód zahaczył mnie w nogi. Na szczęście jechał wolno, więc doznałem jedynie skręcenia nogi i lekkiego wstrząsu mózgu. Musiałem się poruszać z trudem, a Zuzanna otoczyła mnie opieką, podając jedzenie, grając w Karciane i czytając książki, choć sam protestowałem.

Po co słałasz go po nocniku? usłyszałem kiedyś Zuzanna w korytarzu, rozmawiając z Waldemarem. On jest dorosłym mężczyzną, niech sam sobie radzi! odpowiedziała, a ja nie mogłem się oprzeć: Peteczko, uważam cię za ojca! Kocham cię i będę o ciebie dbał, nieważne co mówią!

Waldemar mruknął z niezadowoleniem, ale ja uśmiechnąłem się, dumny z tego, jak Małgorzata i ja wychowaliśmy dobrą dziewczynę.

Jeszcze po kilku tygodniach mój szef przywiózł do mnie pretensje od klienta pana Leona Skowrońskiego, który zamówił w mojej firmie sufit napinany w jego mieszkaniu na Ursynowie. Leon nie był zadowolony: twierdził, iż sufit w jednej z komnat zwisa, a rogi są krzywe. Potem, nieco cichszy, dodał, iż domaga się dodatkowych pieniędzy za przyspieszenie prac.

Co za bzdury! Zrobiliśmy wszystko perfekcyjnie i nic nie żądaliśmy! wydałem z siebie, czując, jak wściekłość próbuje się wdzierać w gardło. Pan Skowroński, znany z pedantyzmu, był bardzo wymagający, a my już prawie straciliśmy cierpliwość. Na koniec kazał mi przyjść do niego i naprawić wszystko, grożąc, iż w razie sprawy sądowej cała nasza ekipa zostanie zwolniona.

Wieczorem wróciłem do domu, znużony i przygnębiony. Zuzanna natychmiast podeszła i otuliła mnie słowami: Peteczko, nie martw się! To pewnie jakiś pomyłka. Chcesz, żebym pojechała z tobą? spojrzała na mnie z troską.

Małgorzata westchnęła: Nie mogę dopuszczyć, żebyś zostawał bez pracy. i dodała, iż musimy jakoś to rozwiązać.

W następny dzień spotkałem się z Leonem w jego biurze. Jego wyraz twarzy zdradzał irytację. Co chcecie? Będziemy rozstrzygać to w sądzie! Naprawdę chcecie, żebym was zwolnił? krzyknął.

Starałem się zachować spokój: Może pokażecie nam, gdzie popełniliśmy błąd, to naprawimy. odpowiedziałem, pomimo drżenia w głosie.

Leon nagle podniósł głos: Nie ma tu nic do oglądania! Specjaliści się tym zajmą, a wy nie macie szans! krzyknął, po czym wycofał się i wpadł w panikę, potykając się o róg ściany.

Spokojnie rzekłem, patrząc mu prosto w oczy. Powiedz mi, sam się domyśliłeś, czy ktoś ci podpowiedział? dodałem.

Leon, drżąc, wyznał, iż młody człowiek o imieniu Wiktor Daśkiewicz zasugerował mu, żeby złożył skargę na naszą ekipę, licząc na odszkodowanie. Okazało się, iż Wiktor już wcześniej tak czynił i zawsze dostawał to, czego chciał.

Pokazałem mu zdjęcie rodzinne, na którym był widoczny Waldemar przyszły zięć Zuzanny. Leon spojrzał na niego i zapytał: On?

Tak, to on przytaknąłem.

Wiktor stał przy drzwiach przed budynkiem, czekając na Zuzannę. Gdy zobaczył przyszłego teścia, odskoczył w stronę i zapytał: Po co?

Po co? Bo nie ma sensu nachodzić na młodą dziewczynę! krzyknął Waldemar, znowu przywołując starą kłótnię.

Co to ma znaczyć? zapytałem, a on odpowiedział: Zrobiliście dla niej życie koszmarem! i ponownie podał mi rękę.

Zuzanna, dowiedziawszy się o wszystkim, zerwała z Waldemarem, choć on błagał o wybaczenie. Postanowiła skupić się na nauce, a my z Małgorzatą obiecaliśmy jej wsparcie w każdym calu.

Kolejne dni przyniosły jeszcze jedno przykrzykiem zdarzenie znowu musiałem się mierzyć z krytyką i pretensjami, ale przynajmniej nauczyłem się, iż prawdziwa rodzina przetrwa wszystko, jeżeli każdy z nas będzie gotowy poświęcić się dla drugiego.

Zamykam dziś wpis z nadzieją, iż jutro przyniesie spokój i iż Zuzanna znajdzie w sobie siłę, by iść dalej, a ja będę mógł w końcu odetchnąć.

Piotr.

Idź do oryginalnego materiału