Okłamałaś mnie! Krzysztof stał na środku salonu, czerwony ze złości.
W jakim sensie okłamałam?
Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż nie możesz mieć dzieci, a mimo to za mnie wyszłaś!
Będziesz najpiękniejszą panną młodą powiedziała mama, poprawiając welon, a Zofia uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze.
Biała suknia, koronka na rękawach, Krzysztof w eleganckim garniturze. Wszystko tak, jak marzyła od piętnastu lat: wielka miłość, ślub, dzieci. Dużo dzieci. Krzysztof chciał syna, ona córkę, więc ustalili, iż będą mieli trójkę żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony.
Za rok już będę niańczyła wnuki powtarzała mama, ocierając łzy wzruszenia.
Zofia wierzyła w każde słowo.
Pierwsze miesiące małżeństwa minęły w szczęśliwej mgle. Krzysztof wracał z pracy, ona witała go kolacją, zasypiali wtuleni w siebie, a każdego ranka Zofia z niepokojem zerkała w kalendarz. Opóźnienie? Nie, tylko się wydawało. Kolejny miesiąc. Jeszcze jeden. I jeszcze.
Do zimy Krzysztof przestał pytać i co? z nadzieją w głosie. Teraz tylko patrzył milcząco, gdy Zofia wychodziła z łazienki.
Może powinniśmy pójść do lekarza? zaproponowała w lutym, gdy minął prawie rok.
Od dawna powinniśmy burknął Krzysztof, wpatrując się w telefon.
Klinika pachniała chlorową czystością i brakiem nadziei. Zofia siedziała w kolejce wśród innych kobiet o zgaszonym spojrzeniu, przekładała kolorowy magazyn o macierzyństwie i myślała, iż zaszła tu jakaś pomyłka. Przecież z nią wszystko w porządku. Po prostu jeszcze się nie udało.
Badania. USG. Kolejne testy, kolejne procedury. Nazwy zabiegów zlewały się w jeden niekończący się ciąg chłodnych kozetek i obojętnych twarzy pielęgniarek.
Szanse na naturalne poczęcie to około pięć procent powiedziała lekarka, spoglądając na wyniki.
Zofia potakiwała, notowała coś w zeszycie, zadawała pytania. W środku jednak czuła tylko lodowaty chłód.
Leczenie zaczęli w marcu, a wraz z nim przyszły zmiany.
Znowu płaczesz? Krzysztof stanął w drzwiach sypialni, z irytacją w głosie.
To hormony.
Trzeci miesiąc? Może przestaniesz udawać? Mam już tego dość!
Chciała wytłumaczyć, iż tak działa terapia, iż trzeba czasu, iż lekarze mówili, iż efekty mogą być po pół roku, roku. Ale Krzysztof już wyszedł, trzaskając drzwiami.
Pierwsze in vitro zaplanowali na jesień. Przez dwa tygodnie Zofia niemal nie wstawała z łóżka, bojąc się przestraszyć cud.
Negatywny wynik powiedziała sucho pielęgniarka przez telefon.
Zofia osunęła się na podłogę w korytarzu i tak siedziała do wieczora, aż wrócił Krzysztof.
Ile już na to wydaliśmy? zapytał zamiast jak się czujesz?
Nie liczyłam.
A ja liczyłem. Prawie dwieście tysięcy złotych. I co mamy z tego?
Nie odpowiedziała. Nie miała co powiedzieć
Druga próba. Krzysztof wracał teraz po północy, czuć było od niego obce perfumy, ale Zofia nie pytała. Nie chciała wiedzieć.
Znowu wynik negatywny.
Może już przestańmy? powiedział, siedząc naprzeciw na kuchni, kręcąc pustym kubkiem. Ile można?
Lekarze twierdzą, iż trzecie podejście bywa udane.
Lekarze mówią to, za co im płacą!
Trzeci raz przechodziła przez to niemal sama. Krzysztof zostawał dłużej w pracy każdego wieczoru. Przyjaciółki przestały dzwonić zmęczyły się pocieszaniem. Mama płakała przez telefon i rozpaczała, dlaczego to spotkało tak młodą, piękną dziewczynę.
Kiedy po raz trzeci pielęgniarka powiedziała niestety, Zofia choćby nie zapłakała. Łzy skończyły się gdzieś pomiędzy drugą porcją leków a kolejną awanturą o pieniądze.
Okłamałaś mnie!
Krzysztof stał na środku salonu, czerwony ze złości.
Co masz na myśli?
Wiedziałaś! Wiedziałaś, iż jesteś bezpłodna, a jednak za mnie wyszłaś!
Nie wiedziałam! Diagnoza była dopiero rok po ślubie, sam byłeś na wizycie, słuchałeś
Nie okłamuj mnie! ruszył w jej kierunku, Zofia mimowolnie cofnęła się o krok. Specjalnie wszystko tak ustawiłaś! Znalazłaś frajera, który się z tobą ożeni, a potem niespodzianka! Dzieci nie będzie!
Krzysiu, proszę
Dość! chwycił wazon ze stołu i rzucił nim o ścianę. Należy mi się normalna rodzina! Z dziećmi! A nie to coś!
Wskazał na nią palcem, jakby była jakimś nieudanym tworem.
Kłótnie stawały się codziennością. Krzysztof wracał rozdrażniony, milczał przez cały wieczór, a potem wybuchał z byle powodu: nie ten pilot, przesolona zupa, za głośno oddychasz.
Rozwiedziemy się oznajmił pewnego ranka.
Co? Nie! Krzysiu, możemy adoptować dziecko, czytałam
Nie chcę cudzego dziecka! Potrzebuję swojego! I żony, która umie je urodzić!
Daj mi jeszcze jedną szansę! Proszę. Kocham cię.
A ja ciebie już nie.
Powiedział to spokojnie, patrząc jej w oczy. To bolało bardziej niż wszystkie wcześniejsze krzyki razem wzięte.
Pakuję się powiedział w piątek wieczorem.
Zofia siedziała na kanapie, owinięta w koc, patrząc jak wrzuca koszule do walizki. Ale choćby pakując się, nie umiał zachować milczenia.
Odchodzę, bo jesteś jałowa.
Krzysztof wbijał szpilę w najgłębszą ranę.
Znajdę sobie normalną kobietę.
Zofia milczała
Drzwi się zamknęły. Mieszkanie ogarnęła cisza. Dopiero wtedy zapłakała pierwszy raz od miesięcy, na głos, przez długie minuty, aż zaniemogła.
Pierwsze tygodnie po rozwodzie zlały się w jedną szarą plamę. Wstawała, parzyła herbatę, kładła się z powrotem. Czasami zapominała jeść, czasem nie wiedziała, jaki jest dzień tygodnia.
Przyjaciółki przynosiły jedzenie, sprzątały, próbowały rozmawiać Zofia przytakiwała, zgadzała się na wszystko, a potem znów owijała się kocem i wpatrywała w sufit.
Ale czas mijał. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Aż pewnego ranka Zofia obudziła się z myślą: dosyć.
Wstała, wzięła prysznic, wyrzuciła z lodówki wszystkie leki i zapisała się na siłownię. W pracy poprosiła o nowy projekt trudny, na trzy miesiące, wymagający pełnego skupienia.
W weekendy zaczęła jeździć na wycieczki, a potem na krótkie podróże po kraju. Warszawa, Kraków, Karpacz. Życie nie stanęło w miejscu.
Jana poznała w księgarni oboje sięgnęli po ostatni egzemplarz nowości Remigiusza Mroza.
Proszę przodem uśmiechnął się, ustępując jej książkę.
A jeżeli oddam panu i zaprosi mnie pan na kawę? Zaskoczyła choćby siebie samą.
Zaśmiał się, a jego śmiech przyjemnie ogrzał Zofię od środka.
Przy kawie opowiedział o Mariannie siedmioletniej córce, którą sam wychowuje od pięciu lat, odkąd matki zabrakło.
Mówił, jak trudne były pierwsze miesiące, jak Marianna budziła się w nocy i wołała mamę, jak uczył się zaplatać warkocze z filmików na YouTube.
Jesteś wspaniałym ojcem powiedziała Zofia.
Staram się.
Nie chciała go oszukiwać. Na trzecim spotkaniu, gdy zrozumiała, iż z Janem to coś poważnego, wyznała mu wszystko.
Nie mogę mieć dzieci. Lekarze potwierdzili, trzy nieudane in vitro, mąż odszedł. jeżeli dla ciebie to ważne lepiej wiedzieć od razu.
Długo milczał.
Mam Mariannę powiedział w końcu. Potrzebuję tylko ciebie, choćby jeżeli nie będziemy mieli wspólnych dzieci.
Ale
Dasz radę przerwał jej.
W jakim sensie?
Być mamą. jeżeli chcesz. Mojej mamie też postawiono podobną diagnozę. A jednak oto jestem. Cuda czasem się zdarzają.
Marianna przyjęła ją szybciej, niż się Zofia spodziewała. Przy pierwszym spotkaniu patrzyła pochmurno, odpowiadała zdawkowo, ale gdy Zofia zapytała o ulubioną książkę, ożywiła się i pół godziny opowiadała o Harrym Potterze. Przy drugim sama złapała ją za rękę, przy trzecim poprosiła o zaplecenie warkoczy jak u Elsy.
Spodobałaś się Mariannie powiedział Jan. Rzadko kogo tak gwałtownie akceptuje.
Dwa lata minęły nie wiadomo kiedy. Zofia zamieszkała z Janem, nauczyła się smażyć naleśniki w soboty, znała na pamięć wszystkie odcinki Psiego Patrolu i odnalazła w sobie siłę, by pokochać na nowo. Prawdziwie, bez lęku i bez nieufności.
W sylwestrową noc, gdy wybijała północ, Zofia pomyślała życzenie. Szeptem: Chciałabym dziecko.
Zaraz potem przestraszyła się własnych słów po co rozdzierać stare rany? ale życzenie już uleciało gdzieś w gwiazdy.
Po miesiącu pojawiło się opóźnienie.
Niemożliwe powtarzała Zofia, patrząc na dwie kreski. Zepsuty test.
Drugi test: dwie kreski.
Trzeci, czwarty, piąty!
Janie wybiegła z łazienki na ugiętych nogach Ja chyba nie wiem, jak to możliwe
On zrozumiał pierwszy. Podniósł ją na ręce, zakręcił po pokoju, całował w czubek głowy, w nos, w usta.
Wiedziałem! Powtarzał. Mówiłem ci, dasz radę!
Lekarze patrzyli na nią jak na zagadkę. Sprawdzali stare wyniki, robili nowe badania.
To niemożliwe powtarzał lekarz kręcąc głową Przy takim rozpoznaniu… Nie widziałam czegoś takiego przez dwadzieścia lat pracy.
Ale jestem w ciąży?
W ósmym tygodniu! Wszystko w normie.
Zofia roześmiała się.
Cztery miesiące później przypadkiem spotkała przyjaciela Krzysztofa w Biedronce.
Słyszałaś o Krzysztofie? spytał, zerkając znacząco na jej zaokrąglony brzuch. Trzeci raz się ożenił. I dalej nic. Z żadną nie wychodzi.
Nic nie wychodzi?
No właśnie. Dzieci. Ani z drugą, ani z trzecią. Lekarze mówią, iż problem jest po jego stronie. Wyobrażasz sobie? A on zwalał wszystko na ciebie.
Zofia nie wiedziała, co powiedzieć. W środku nie poczuła nic ani satysfakcji, ani żalu. Po prostu pustkę tam, gdzie niegdyś było uczucie…
Syn przyszedł na świat w sierpniowy poranek, pełen słońca. Marianna siedziała z Janem na korytarzu i przeżywała wszystko najbardziej.
Mogę go potrzymać? zapytała, zaglądając do sali.
Ostrożnie powiedziała Zofia, podając jej mały zawiniątek Trzymaj za główkę.
Marianna patrzyła na młodszego brata z okrągłymi oczami, potem spojrzała na Zofię.
Mamo, czy on zawsze będzie taki czerwony? Mamo
Zofia rozpłakała się, Jan objął je obie, a Marianna popatrzyła zdumiona raz na rodziców, raz na braciszka, nie rozumiejąc, czemu wszyscy płaczą.
A Zofia zrozumiała jedną istotną rzecz. Czasem po prostu trzeba mieć obok adekwatną osobę, żeby uwierzyć w niemożliwe
A Ty? Co o tym sądzisz? Daj znać w komentarzach i wesprzyj autora polubieniem!







