Oliwia dorastała jako sierota z obojgiem rodziców żyjących ot, taki polski paradoks. Swoją mamę widywała wyłącznie na zdjęciach i podczas wideo-rozmów, a ojciec mieszkał dosłownie za ścianą, ale nie raczył choćby kiwnąć palcem, żeby wychować córkę.
Oliwii czasami wydawało się, iż ojciec unika jej wzroku, żeby przypadkiem nie poprosiła go o coś nieprzyzwoitego, jak rozmowa czy pomoc w lekcjach.
Kiedyś jeszcze bywała zła na mamę za to, iż pognała za własnym szczęściem, zostawiając córkę z dziadkami. Teraz już ją rozumiała.
Niełatwo zostać z dzieckiem na karku w wieku szesnastu lat, tym bardziej, gdy partner to sąsiad z bloku i kolega z ławki w liceum.
Na szczęście chociaż się mnie nie wyparła i urodziła myślała Oliwia. Może i matka zostawiła ją pod opieką swoich rodziców, ale dzięki temu dziewczyna miała lepsze dzieciństwo, niż mogłaby sobie wymarzyć.
Dziadek z babcią oszaleli wręcz na jej punkcie, a mama regularnie słała paczki z Warszawy z ubraniami jak z żurnala i nowymi zabawkami.
A gdy Renata wyszła za Niemca, to paczki robiły się coraz większe i coraz bardziej wypchane, a na konto w złotówkach zaczęły wpływać solidne przelewy.
Czasami Oliwii wydawało się nawet, iż mama próbuje zagłuszyć wyrzuty sumienia ekstra prezentami.
Na osiemnaste urodziny przysłała choćby tyle kasy, iż dziadek od razu kupił za nią kawalerkę w Łodzi. Bo co dziewczyna już dorosła, za chwilę studia, lepiej mieć swoje mieszkanie, niż kisić się w akademiku.
W ten sposób Renata krok po kroku próbowała nieinwazyjnie przekonać Oliwię, iż wszystkie te dary płyną wyłącznie z troski.
Ku zaskoczeniu dziadków, Oliwia nie chowała urazy do mamy. Ale też jakichś specjalnych, czułych uczuć nie żywiła.
Przy każdej wizycie Renaty sąsiedzi mylili je z siostrami. Były podobne jak dwie krople wody, a mama Oliwii dzięki zastrzykom botoksu i cudom kosmetologii wyglądała na max. 25, choć w metryce stuknęło jej 34.
No i jak, Oluś, może jednak wyjedziesz ze mną do Berlina?
Nie, mamo, muszę skończyć studia.
No dobrze, dobrze… Ucz się i błyszcz, córeczko… Tu masz mój nowy numer. Gdyby brakło ci grosza, dzwoń o każdej porze!
Dzięki, mamo. Nakupowałaś mi tyle rzeczy, forsy też wystarczy, chyba przez dłuższy czas nie zbankrutuję!
Oliwia choćby nie zauważyła, jak słowo mama wywołało u Renaty taki lekki grymas na twarzy.
Bo Renata nie była gotowa na bycie prawdziwą mamą, choćby przed swoim mężem-Helmutem ściemniała, iż pomaga rodzicom i opiekuje się młodszą siostrą, a o dorosłej córce w Polsce jakoś jej wypadło nie wspomnieć.
Może i kochała Oliwię, ale taką raczej kuzynkowo-ciotkową miłością, nie matczyną.
Ale kiedy mąż Renatę zostawił (niemiecka żona zadebiutowała na scenie), pierwsze co zrobiła wróciła do córki.
Oliwia, nie będziesz miała nic przeciwko, jak się do ciebie wprowadzę?
Ależ skąd, mamo. I tak zaraz wychodzę za mąż, a po ślubie planujemy z Bartkiem mieszkać u niego.
Za mąż?! Może nie za wcześnie? Dopiero co ci dwadzieścia stuknęło!
Za wcześnie? już chciała dodać, iż ty mnie urodziłaś w wieku szesnastu lat, ale tylko wzruszyła ramionami. Już była dorosła i sama miała prawo decydować o swoim szczęściu.
Oliwia często porównywała rodziców Bartka z własną matką. Ci ją przyjęli jak rodzoną; Renata nie raczyła choćby zapytać, za kogo córka wychodzi.
Na ślub przyjadę, ale teraz muszę odpocząć. Lecę do Grecji.
Mmm Grecja Podobno pięknie Bartek czasem też tam służbowo jeździ, wczoraj choćby leciał na spotkania
Do ślubu zostało kilka dni. Oliwia już ledwo chodziła, taka była zmęczona organizacją tej najważniejszej uroczystości swojego życia.
Bartek miał nagłe sprawy i był opóźniony, matka jak wyjechała, tak się więcej nie odezwała Oliwia już sama nie wiedziała, co o tym sądzić.
Jednego była natomiast pewna: Bartek oniemieje ze szczęścia, gdy się dowie, iż zostanie ojcem! Co prawda nie planowali dzieci przed ślubem, ale ślub adekwatnie za moment, nikt choćby nie zauważy.
No wreszcie! Już myślałam, iż zakochałeś się w jakiejś Greczynce i zmieniłeś zdanie co do mnie!
Co ty, kochanie! Jaka Greczynka? Przecież wiesz, iż nie uznaję skoków w bok
Cóż w tym miejscu nieco nagiął rzeczywistość. A ten skok w bok faktycznie wydarzył się Jak na złość, wtedy wszystko wyszło na jaw, jak w złym telewizyjnym serialu. Oliwia nie mogła pojąć, co się dzieje.
Jakie tajemnice? Przecież ja jestem w ciąży z Bartkiem, już dawno mu mówiłam, żeby cię uprzedził
Powtórz?! Jesteś w ciąży z moim mężem?! To chyba żart!
Ja wyglądam na żartownisię? Poznaliśmy się w Grecji i no, nie tylko rozmawialiśmy. A potem wróciłam i nagle bach środek waszego ślubu. Bartek, przyznaj, jak cudownie nam było razem!
Wynoście się! Oboje! Nie chcę więcej was znać!
Oliwia, wybacz mi, to wszystko to jedna wielka pomyłka
Pomyłką to było poślubić człowieka, który mógł mnie tak potraktować!
I złożyła pozew o rozwód. Byłemu już mężowi nie wybaczyła, z matką kontaktu nie podjęła.
Wróciła z powrotem do rodzinnej wsi, do dziadków, gdzie szczęśliwie urodziła zdrowego synka.
O matce i byłym mężu słyszeć nie chciała, ale z życia wnuka wszyscy cieszyli się po polsku na pełnej petardzie.
Jednak miesiąc po urodzeniu synka telefon z miejskiego szpitala w Łodzi:
Czy pani jest córką Renaty Ryszkiewicz?
Tak, coś się stało?
Niestety mama zmarła przy porodzie. Urodziła się dziewczynka. Myśleliśmy Może zechciałaby ją pani zabrać do siebie? Halo, jest pani tam? Mamy kierować dziewczynkę do domu dziecka, czy?
Ja Ja ją zabiorę!
Oliwia nie mogła postąpić inaczej.
Bartek dziecka do siebie choćby by kijem nie tknął dla niego za wszystko winna była tylko Renata. A Oliwia wiedziała, iż winni byli oboje, ale dzieci nie powinny płacić za grzechy rodziców.
Dzieci to szczęście. Jej szczęście. A przecież szczęścia jak wiadomo nigdy za wielePo raz pierwszy w życiu Oliwia naprawdę poczuła się matką nie z obowiązku ani przypadku, ale z własnego wyboru. Mała dziewczynka była maleńka, zaciśnięta w piąstki, z oczami jak rozlane po mleku jeziora, i od razu ścisnęła Oliwię za serce tak, iż nie mogła się już uwolnić.
Przy babcinym stole rozbrzmiewały nowe śmiechy, podwójny płacz i rozmowy o mleku, pieluchach oraz tym, ile szczęścia człowiek zmieści w jednym domu. Wieczorami, kiedy dzieci spały, Oliwia patrzyła przez okno na światła przystani i czuła, iż wreszcie ma w sobie tyle siły, by być dla swoich dzieci wszystkim, czego jej samej kiedyś brakowało.
Nie powtarzała scenariuszy swoich rodziców. Nie uciekała. Kiedy życie rozdaje nieprzewidziane role, można je odegrać na własnych warunkach.
Nad kuchennym stołem, patrząc na dwie śpiące główki synka i niespodziewaną siostrzyczkę Oliwia uśmiechnęła się do wspomnień i przyszłości zarazem.
Bo choć miała dorosłość zapisaną w aktach urodzenia, dopiero teraz naprawdę dorosła. Zbudowała swój dom i rodzinę bez warunków wstępnych, wymówek i niezałatwionych spraw z przeszłości.
I po raz pierwszy była pewna, iż szczęście, które tak długo omijało jej adres, wreszcie znalazło do niego drogę.





