Ola od 1 września grafik ma napięty jak dorosła. "Dzieci nie są projektami do zrealizowania"

gazeta.pl 20 godzin temu
Wraz z początkiem roku szkolnego rodzice kompletują wyprawki i zapisują dzieci na zajęcia dodatkowe: języki obce, basen, taniec, piłka nożna, robotyka czy lekcje gry na pianinie. I tu pojawia się pytanie: czy nadmiar zajęć naprawdę służy najmłodszym, czy może jest spełnianiem ambicji dorosłych?Pani Marta, mama 9-letniej Oli, przyznaje, iż jej córka od roku ma grafik napięty niemal jak dorosła osoba. - Ola chodzi na angielski, basen i zajęcia taneczne. To dla jej dobra. Kiedy ja byłam w jej wieku, nie miałam takich możliwości. Moi rodzice nie mogli sobie pozwolić ani na lekcje języka, ani na żadne pasje poza szkołą. Chcę, żeby moja córka miała lepszy start, żeby była odważna i otwarta na świat.
REKLAMA


Według pani Marty dodatkowe zajęcia nie tylko rozwijają umiejętności, ale także uczą systematyczności i dają dzieciom szansę na odkrycie talentów. - Niech próbuje różnych rzeczy. Może kiedyś to właśnie dzięki temu odnajdzie swoją drogę - dodaje.To dzieci, a nie robotyZupełnie inne zdanie ma pani Karolina, mama 11-letniego Filipa. Jej zdaniem rodzice przesadzają, zapisując dzieci na wszystko, co się da. - Już od dawna patrzę na plan dnia niektórych dzieci w klasie mojego syna i jestem w szoku. Szkoła, potem trzy różne zajęcia, a wieczorem odrabianie lekcji. Kiedy one mają po prostu być dziećmi? Kiedy mają się pobawić, ponudzić, poczytać książkę? - pyta retorycznie.Według pani Karoliny w wielu przypadkach to nie dzieci chcą dodatkowych lekcji, ale rodzice, którzy przenoszą na nie swoje niespełnione marzenia. - Mam wrażenie, iż niektórzy traktują dzieci jak projekt: nauczy się chińskiego, będzie grać na skrzypcach, zdobędzie medal w pływaniu. A to nie zawsze idzie w parze z tym, co dziecko naprawdę lubi. Przecież nie każdy musi być mistrzem w czymś konkretnym. Ważne, żeby był szczęśliwy - dodaje.Psycholożka o zajęciach dodatkowych: Dzieci nie są projektem do zrealizowaniaO zdanie zapytaliśmy psycholożkę Kingę Rochalę: - Rodzice często nieświadomie zapisują dziecko na zajęcia, które sami kiedyś przerwali albo których im brakowało. jeżeli ktoś w młodości marzył o grze na pianinie, ale nie miał takiej możliwości, łatwo ulega pokusie, by jego dziecko koniecznie chodziło na lekcje muzyki.


Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecko odczuwa presję, iż musi spełniać oczekiwania rodzica, a nie rozwijać własne zainteresowania. - Dzieci nie są projektami do zrealizowania. Każde z nich ma swoją drogę i swoje tempo rozwoju. Dobre podejście to obserwacja, co sprawia dziecku euforia i satysfakcję. Warto pytać: "Chcesz spróbować?", zamiast mówić: "Musisz, bo to ci się przyda w życiu" - dodaje ekspertka. Kinga Rochala podkreśla też wagę odpoczynku. - Balans jest kluczowy. Dziecko potrzebuje czasu wolnego, przestrzeni na spontaniczną zabawę, nudę, spotkania z rówieśnikami. To równie ważne dla jego rozwoju jak dodatkowe lekcje. Przeciążenie zajęciami może prowadzić do frustracji, zmęczenia, a choćby niechęci do nauki. Potwierdzają to także pediatrzy, którzy zwracają uwagę, iż rodzice powinni dokładnie pilnować, ile czasu dziecko spędzać na nauce, a ile na zabawie. "Zazwyczaj młodsze dzieci powinny trzymać się trzech do czterech godzin zorganizowanej aktywności, a uczniowie szkół podstawowych powinni spędzać nie więcej niż 10 godzin tygodniowo na zajęciach pozalekcyjnych" - wyjaśnia dr Pamela Ann Ponce, pediatra w Orlando Health Physician Associates.Gdzie leży złoty środek?Wielu rodziców zapisuje dzieci na dodatkowe zajęcia, by zapewnić im lepszy start w przyszłość. Czy coś w tym złego? Problem zaczyna się wtedy, gdy dodatkowe aktywności wypełniają cały dzień, a dziecko, zamiast rozwijać pasje, odczuwa presję i jest zmęczone.


Jak zatem znaleźć złoty środek? Najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa i umożliwienie dziecku podjęcie decyzji. Wysłuchanie, co ma do powiedzenia. Zapytanie o zdanie i wzięcie go pod uwagę. jeżeli dziecko uwielbia ruch, może warto zapisać je na zajęcie sportowe, a jeżeli lubi muzykę - na grę na jakimś instrumencie. Ale równie ważne, by dziecko miało czas na zwyczajne dzieciństwo, odpoczynek i zabawę. Bo szczęście i rozwój to nie tylko dyplomy i osiągnięcia, ale też umiejętność czerpania euforii z tego, co się robi tu i teraz. Co sądzisz o zapisywaniu dzieci na dodatkowe zajęcia? Masz ochotę podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału