Olędrzy wracają do świadomości poznaniaków. W „Hej Poznań” o dziedzictwie, które znika z krajobrazu wsi

codziennypoznan.pl 3 godzin temu

„Olędrze to byli osadnicy, którzy przybyli do Wielkopolski od końca XVI do początku XIX wieku” – wyjaśniała prof. Raszeja, podkreślając, iż pierwsza fala migracji miała konkretne tło historyczne.

„To byli migranci z Holandii, którzy w związku z kontrreformacją, wojnami religijnymi szukali bezpiecznego schronienia i tolerancyjna Polska im takie schronienie zapewniała”.

Z czasem olędrzy przestali być wyłącznie uchodźcami religijnymi. Jak zaznaczyła rozmówczyni „Hej Poznań”, do Wielkopolski przyciągały ich również warunki gospodarcze oraz wyjątkowa sytuacja polskiej wsi po XVII-wiecznych wojnach.

„Wieś polska była spustoszona. Choroby, epidemie, głód spowodowały, iż wiele wsi zniknęło” – mówiła.

W efekcie potrzebni byli ludzie, którzy zasiedlą opustoszałe tereny i przystosują do uprawy grunty dotąd trudne do zagospodarowania.

„Potrzeba było nowych osadników, którzy te wsie zasiedlą i jeszcze dodatkowo przystosują do uprawy tereny (…) podmokłe, głównie tereny podmokłe o wysokim poziomie wód gruntowych”.

W rozmowie wybrzmiała też interesująca interpretacja samej nazwy. Prof. Raszeja przypomniała, iż „Holendrzy” to spolszczenie, ale badacze wskazują również na inne źródło, bardziej związane z praktyką osadniczą niż pochodzeniem.

„Wielu naukowców zwraca uwagę na to, iż jest takie słowo niemieckie Haulander, to jest ktoś, kto karczuje” – tłumaczyła.

W praktyce oznaczało to osadników sprowadzanych na trudne tereny wymagające osuszenia i karczunku. Z czasem przybysze nie pochodzili już tylko z Niderlandów – „później przyjeżdżali osadnicy z Niemiec, Czech, z południowej Polski”.

Wielkopolscy olędrzy, jak przekonywała prof. Raszeja, zostawili po sobie nie tylko charakterystyczne budynki, ale przede wszystkim nowy model osadnictwa i uporządkowany krajobraz.

„Może choćby krajobraz, wyjątkowy krajobraz. Stworzyli coś, czego do tej pory nie było” – podkreśliła.

Najważniejszą zmianą było odejście od zwartej, skupionej wsi na rzecz układu rozproszonego i rzędowego.

„Po raz pierwszy pojawiło się osadnictwo rozproszone w postaci takich pojedynczych siedlisk lub bardzo charakterystyczne wsie rzędowe wzdłuż ulic, które były równoległe do dolin rzecznych”.

Ten krajobraz, w jej ocenie, wyróżniał się regularnością i racjonalnością, bo wynikał bezpośrednio z logiki gospodarowania.

„To jest przede wszystkim krajobraz, który charakteryzuje się takim wielkim uporządkowaniem, regularnością, racjonalnością, ponieważ on jest podporządkowany gospodarce rolnej”.

I choć architektura w wielu miejscach ulegała zmianom, „struktura i kompozycja krajobrazu (…) jest mimo zmian architektury do dzisiaj bardzo widoczna i bardzo dobrze zachowana”. Jednocześnie pojawiło się ostrzeżenie: „przetrwała, no niestety ulega deformacji”.

Tematem rozmowy była również wystawa „Ocalić od zapomnienia”, przygotowywana w Galerii VA. Prof. Raszeja zapowiedziała, iż ekspozycja nie ma być jedynie historyczną prezentacją, ale opowieścią o dziedzictwie rozumianym szerzej – jako relacja ludzi, miejsca i współczesnych decyzji.

„Na wystawie będziemy prezentowali jakby trzy elementy. (…) Trzy różne opowieści” – mówiła.

Pierwsza część ma pokazać rysunki powstałe podczas międzynarodowych warsztatów dokumentacyjnych Vernadoc, które koncentrowały się na architekturze olęderskiej w rejonie Nowego Tomyśla. Druga – historię zrewaloryzowanej, dwustuletniej zagrody olęderskiej w okolicach Nowego Tomyśla. Trzecia – propozycje studentów Uniwersytetu Artystycznego dotyczące adaptacji dawnego budynku inwentarskiego.

„To jest propozycja adaptacji tego budynku na taki budynek rekreacyjny” – wyjaśniła.

Najważniejszy akcent? Dziedzictwo jako coś, z czym można żyć na co dzień.

„Chcemy pokazać, iż to nie jest tylko zamrożone dziedzictwo takie do muzeum. Tylko, iż jest to dziedzictwo żywe, żyjące” – podkreślała.

I dodawała, iż rewaloryzowana zagroda „żyje. Jest pełna ludzi, tam jest mnóstwo rzeczy, się dzieje”.

W rozmowie pojawił się też wątek samej dokumentacji jako wartości artystycznej. Choć Galeria VA kojarzona jest ze sztuką w klasycznym sensie, prof. Raszeja zwracała uwagę, iż rzetelny rysunek architektoniczny ma walor artystyczny i edukacyjny.

„Dobra dokumentacja architektoniczna jest też sztuką. I to chcemy pokazać” – mówiła, dodając: „to jest sztuka dokumentacji, sztuka rysunku, która zanika, rysunku odręcznego”.

Wernadoc – jak wyjaśniała – to metoda „zerwania z nowoczesną technologią” i przypomnienie, iż „nie tylko nowoczesna technologia jest w stanie (…) dokumentować obiekty”. najważniejsze ma być „osobiste zaangażowanie” i praca w plenerze „ręcznie (…) tuszem”.

Na koniec rozmowy prof. Raszeja mocno wybrzmiała z diagnozą współczesnych zmian na terenach wiejskich. Jej zdaniem olęderski krajobraz zanika nie tylko przez brak ochrony, ale przez procesy gospodarcze i urbanistyczne: wycofywanie się rolnictwa, sprzedaż gruntów, presję zabudowy.

„Jesteśmy świadkami tego, co się dzieje dzisiaj na terenach wiejskich, które są przekształcane w sposób dramatyczny. To jest rzeczywiście barbarzyństwo na przestrzeni” – mówiła.

Idź do oryginalnego materiału